Każda rzeźba to przygoda

Słuchają muzyki, czytają legendy, rozmawiają, potem rzeźbią. W samym środku nowohuckiego kombinatu metalurgicznego.

Reklama

Umówiliśmy się w pracowni rzeźbiarskiej. Pretekst był prosty – niebawem właśnie tutaj powstanie pomnik Kazimierza Górskiego, który potem trafi przed warszawski Stadion Narodowy. Żeby jednak dostać się do pracowni, najpierw muszę zameldować się na bramie kombinatu metalurgicznego w Krakowie (dziś: ArcelorMittal Poland SA Oddział w Krakowie, wcześniej: Huta im. Tadeusza Sendzimira, jeszcze wcześniej: Huta im. Lenina). Przepustka dla gościa z wpisaną zawartością bagażnika, szlaban do góry, jeszcze tylko kilka minut jazdy samochodem i jesteśmy na miejscu. Rzeźby Marka i Agnieszki Maślańców powstają w samym środku przemysłowego zakładu.

Niepołomickie legendy

Małżeństwo rzeźbiarzy – Agnieszka Świerzowicz-Maślaniec i Marek Maślaniec. Ona z Rzeszowa, on z Woli Batorskiej (niewielkiej wsi obok podkrakowskich Niepołomic). Oboje ukończyli Akademię Sztuk Pięknych w Krakowie. „Publiczną działalność” zaczęli właśnie w Niepołomicach. – Pomyślałem, że warto byłoby w jakiś sposób uhonorować króla Kazimierza Wielkiego, związanego z czasem świetności tego miasta – wspomina Marek Maślaniec. Ze swoim pomysłem zgłosił się do ówczesnego burmistrza Stanisława Kracika. – Powiedział, żebym przygotował projekt i wtedy pomyślimy – opowiada Marek. Zaczął wczytywać się w historię, poznawać legendy. Spodobała mu się ta o Trzosie Kazimierczyku. Opowiada ona o tym, jak to król Kazimierz, wędrując po okolicy przebrany za żebraka, miał zostać ojcem chrzestnym syna jednego z ubogich mieszkańców Niepołomic. Opowiadająca tę historię rzeźba przedstawia króla, który wyciąga rękę do małego chłopca (to autoportret twórcy, wzorowany na zdjęciach Marka z dzieciństwa).

Teraz pomnik Kazimierza stoi tuż obok niepołomickiego zamku. Kilkadziesiąt metrów dalej, na rynku, mieszkańcy i turyści mijają rzeźbę – również autorstwa Marka Maślańca – leśniczanki Justyny, która ocaliła życie Stefanowi Batoremu, celnym strzałem z kuszy powalając tura, który zaatakował go podczas polowania. A w rogu dziedzińca tamtejszego zamku, na kamiennej ławeczce siedzi Stańczyk. To rzeźba Agnieszki. Po pierwszych projektach przyszła pora na konkursy, które nie tylko dawały możliwość zdobycia zleceń w innych miastach, ale były okazją do zaprezentowania swojej twórczości, promocji, zyskania prestiżu. – Najpierw trzeba było zacisnąć zęby i swoje poprzegrywać, ale człowiek się uczy na każdej porażce i w pewnym momencie już zaczęło się nam udawać – opowiada Agnieszka.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama