Na ostrzu katany

W Polsce działają zaledwie trzy grupy rekonstrukcyjne, nawiązujące do tradycji dawnego rycerstwa japońskiego. I tak się składa, że wszystkie funkcjonują na Podkarpaciu. Czyżby stąd było bliżej do Kraju Kwitnącej Wiśni?

Reklama

Grupy rekonstrukcyjne działające w Polsce trudno dzisiaj zliczyć, tak jak i formacje wojskowe, do historii których się odwołują. Czegóż to nie mamy! Są Mieszkowi woje, rycerze spod Grunwaldu, husaria króla Jana III, kościuszkowscy kosynierzy, żołnierze księcia Pepiego, powstańcy, legioniści Komendanta, ułani spod Komarowa, Jazłowca, kawalerzyści spod Krojant. Nie brakuje także obcych formacji; wszak z kimś nasi bohaterowie muszą się bić. Dlatego możemy spotkać Krzyżaków, rosyjskich Kozaków, czerwonoarmistów, esesmanów. Ba, nawet wikingowie się trafiają. Pewien ewenement w tej całej grupie stanowią stowarzyszenia odwołujące się do tradycji japońskich.

Skąd ci samuraje?

– Najpierw było zainteresowanie sztukami walki, należymy bowiem do Klubu Aikikai, gdzie trenujemy aikido. A później, z czasem narodziła się fascynacja przeszłością i kulturą dawnej Japonii – wyjaśnia Jacek Kmuk z Oddziału Najemnego Katana Tarnobrzeg. Jeżdżąc wspólnie z Marcinem Nagajem, drugim pasjonatem, na różne imprezy, pokazy z udziałem wszelkich bractw rycerskich i formacji wojskowych, stwierdzili, że warto wprowadzić zupełnie nowe elementy. I tak założyli Katanę. Oddział nawiązuje do okresu Edo, czyli XVII i XVIII w., kiedy faktyczną władzę w Japonii sprawowali szoguni z rodu Tokugawa. Był to również czas niemal całkowitego zamknięcia się kraju na wpływy zewnętrzne, a także wewnętrznego spokoju po okresie bratobójczych walk. – Chcieliśmy pokazać życie samuraja od podszewki – dodaje pan Jacek.

Nigdy nie zapomną udziału w 13. Turnieju Rycerskim o Miecz Króla Kazimierza Wielkiego w Szydłowie, gdzie po raz pierwszy pokazali się na tak dużej imprezie. – Zadzwoniłem do organizatorów z zapytaniem, czy możemy wystąpić – opowiada Jacek Kmuk. – Ale usłyszałem, tak jak wiele razy później, że samurajowie nie pasują do konwencji. Gdybyśmy reprezentowali inną formację, a najlepiej rycerstwo europejskie, to widzieliby nas bardzo chętnie. Ale zgodzili się, byśmy przyjechali jako goście i pokazali się w strojach japońskich rycerzy. Wzbudziliśmy ogromne zainteresowanie, bardzo wyraźnie wyróżnialiśmy się swoim ubiorem, stanowiliśmy jednocześnie swoiste novum.

Po prezentacji w Szydłowie przyszły kolejne wydarzenia, które, mimo że oddział działa od trzech lat, trudno zliczyć. Występowali w różnych miejscowościach, biorąc udział w dużych masowych imprezach, ale także tych nieco skromniejszych, jak familiady, parafiady itp. Można było zobaczyć ich m.in. na piknikach organizowanych przez tarnobrzeskie parafie, szkoły, gdzie oprócz pokazów walk można było m.in. podziwiać ceremoniał parzenia herbaty. Ale największą satysfakcję dają im spotkania z najmłodszymi, dlatego chętnie goszczą w szkołach, przedszkolach, a przede wszystkim w domach dziecka, szpitalach, hospicjach. Dzieci interesują się głównie bronią, nawet dziewczynki chętniej sięgają po rekonstrukcje pistoletów niż po przybory gejszy.

– To efekt współczesnych kreskówek, które dzieci oglądają w telewizji, przepełnionych przemocą, a czasami nawet okrucieństwem – zauważa pan Jacek. – Dlatego my kładziemy przede wszystkim nacisk na zapoznanie z kulturą, sztuką, życiem codziennym, a nie ze sposobami walki.

Podstawa to... ciuchland

Jako jedyni w Polsce posiadają stroje japońskie (w tym naturalnie zbroje samurajskie) dla dzieci od pięciu do dziesięciu lat. Chodzi o to, by podczas pokazu maluchy mogły je przymierzyć i poczuć się jak Japończycy sprzed kilku wieków. Początkowo dysponowali tylko zbrojami. Stroje dla dziewczynek doszły później, kiedy pewna mama... – Weszła mi na ambicję – mówi z uśmiechem pan Jacek. – W trakcie jakiejś imprezy podeszła do mnie pani z córeczką i spytała, czy dziewczynka mogłaby przebrać się za Japonkę. A my nie mieliśmy takich ubrań. Przeprosiłem, pobiłem się w pierś i niebawem pojawiły się dziewczęce kosode, kimona. Ale wcześniej pan Jacek, jak to robi niemal codziennie, odwiedził second-hand, by upolować odpowiednie materiały. – To jest nieprzebrane i najlepsze źródło przeróżnych materiałów. Zdarzają się nawet jedwabie – mówi. – Parę dni temu natrafiłem na kawałek prawdziwej skóry. Zapłaciłem złotówkę i od razu wiedziałem, co z niego zrobię. Pan Jacek bowiem wraz z założeniem Oddziału Najemnego Katana poszerzył zakres swoich umiejętności i dzisiaj nic mu już nie jest straszne. Wszystkie ubiory – a grupa ma ich naprawdę sporo, o czym najlepiej świadczy całkowicie zapełniony długi wieszak – wyszły spod igły Jacka Kmuka.

– Ze względu na potrzeby oddziału zostałem krawcem, kuśnierzem, płatnerzem, kowalem i czym kto chce – śmieje się. Teraz pracuje nad przepięknym strojem dawnej japońskiej damy, którego oryginał kosztuje, bagatelka, ponad 3 tys. zł. Jednak największe wrażenie robi zbroja samurajska, nad którą pan Jacek pracował 2 lata, poświęcając niemal cztery godziny każdego dnia. Wszystkie elementy wykonywał ręcznie. – By odpowiednio wyprofilować jedną blaszkę, trzeba było wykonać tysiąc uderzeń młotka – wyjawia. – I wszystko na zimno. Przeliczając czas poświęcony na wykonanie tej zbroi, okazało się, że gdybym w tym czasie pracował zarobkowo, zarobiłbym na samochód. Wszystkie akcesoria, a jest ich coraz więcej, w tym naczynia do parzenia i picia herbaty, uzbrojenie i wiele innych kupili za własne pieniądze. – W pierwszym roku działalności postanowiliśmy, że co miesiąc każdy z nas będzie wrzucał do wspólnej skarbonki 10 zł – mówi Jacek Kmuk. – Uzbieraliśmy 750 zł, co wystarczyło na paliwo na wyjazdy związane z występami.

Japonia w Tarnobrzegu

Z inicjatywy Katany przed kilkunastoma dniami tarnobrzeżanie przez dwa dni mogli, bez konieczności wyjazdu do Japonii, poczuć jej klimat. Wraz z Muzeum Historycznym Miasta Tarnobrzega zorganizowała „Dni kultury japońskiej”. Na zaproszenie organizatorów odpowiedziało kilka stowarzyszeń grupujących takich samych zapaleńców i miłośników dawnej kultury Kraju Kwitnącej Wiśni, jak nasi tarnobrzescy samuraje. – Takie imprezy to doskonały pomysł, bo mogą tu coś dla siebie znaleźć zarówno dzieci, młodzież, jak i dorośli – zauważa Andrzej Witarzewski, który wprowadzał zainteresowanych w arkana najtrudniejszych gier planszowych, takich jak: go, kemari, shogi. Okazało się, że zyskał już pierwszych adeptów chcących łamać sobie głowy nad planszami. – Nie ukrywam, że chodzi nam, czyli Stowarzyszeniu Klub Japoński oraz Polskiemu Stowarzyszeniu Go, przede wszystkim o pozyskanie dzieci i młodzieży, by w ten sposób zagospodarować im częściowo wolny czas. Zamiast siedzieć bezczynnie pod blokiem na ławce lub obracać się w nieciekawym towarzystwie, lepiej, żeby pracowali i rozwijali swoje zdolności intelektualne. Fascynacja Japonią nie musi wszak sprowadzać się tylko do działalności w grupach rekonstrukcyjnych prezentujących tradycyjne walki japońskie, stroje lub obyczaje, ale warto, by zachęciła do ćwiczenia umysłu, a także zdolności manualnych i plastycznych.

W „Dniach kultury japońskiej” uczestniczyli także członkowie Trzeciego Najemnego Oddziału Piechoty Japońskiej z Rzeszowa oraz shihan Mariusz Błaszkiewicz, który jako jedyny w Polsce trenuje Kindai Ryu Bu-Jitsu. Męska część rzeszowskiej grupy prezentowała przede wszystkim sztukę wojenną, w tym walkę na miecze. Na szczęście krew się nie polała, a zwycięzcę wskazywała publiczność. Panie natomiast bardzo chętnie dzieliły się swoją bogatą wiedzą na temat codziennego życia Japonek w XVI i XVII w. – Poprzez takie wydarzenia chcemy ludziom przybliżać kulturę, historię Japonii, by wiedza o tym kraju nie sprowadzała się tylko do pewnych ogólników czy stereotypów – podkreśla Jacek Kmuk. – W przyszłym roku zaprosimy trzy razy więcej uczestników, będzie również bogatsza i jeszcze bardziej różnorodna oferta – zdradza pan Jacek. – Planujemy m.in. pokaz filmów japońskich, zamierzamy również przygotować wystawę historycznego, oryginalnego uzbrojenia pochodzącego ze zbiorów polskich muzeów. A jakie jest największe marzenie członków Katany? Odpowiedź jest oczywista. Wycieczka do Japonii. – Mam już wszystko opracowane, sprawdzone – mówi Jacek Kmuk. – Wyjazd zaplanowany jest na przyszły rok.•

«« | « | 1 | » | »»

TAGI| RODZINA

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama