Winny niezamykania oczu

Z dyrektorem koszalińskiego więziennictwa płk. Krzysztofem Olkowiczem 
rozmawia Karolina Pawłowska


Reklama

Karolina Pawłowska: Zapłacił Pan grzywnę za chorego psychicznie mężczyznę, żeby ten mógł wyjść z aresztu. Sąd, choć odstąpił od wymierzenia kary, uznał, że podważył Pan wyrok sądu i namawiał podwładnych po popełnienia wykroczenia. Czuje się Pan winny?


Płk Krzysztof Olkowicz: Poprosiłem dyrektora o wpłacenie należności, a panią sekretarkę o wyłożenie tych 40 zł ze swojej kieszeni, bo byłem poza inspektoratem. Nadal jednak uważam, że to, co zrobiłem nie jest wykroczeniem. 


Bo Arkadiusz K., który ukradł wafelek, otrzymał 40 zł grzywny i w konsekwencji trafił do aresztu, choć nie powinien się tam w ogóle znaleźć? 


Kradzież to kradzież, wartość skradzionego mienia nie ma znaczenia. Jednak trzeba patrzeć nie tylko na zasady, ale na konkretny przypadek. W 2010 r. sąd ubezwłasnowolnił tego człowieka na podstawie opinii, że cierpi na schizofrenię paranoidalną. Rozpatrując sprawę o kradzież wafla, sądy, zarówno orzekający, jak i wykonawczy, powinny powołać biegłego. Tak się nie stało. Co więcej, wyrok zapadł w trybie nakazu karnego, a ustawa o postępowaniu w sprawach o wykroczenia wyłącza taką możliwość. 


Zasądzono mu pięć dni w zakładzie karnym, trzy z nich zdążył przesiedzieć. Wiedział Pan, że ten człowiek jest ubezwłasnowolniony? 


Podejrzewałem to. Gdyby był czas, spokojnie poprosiłbym sąd np. o przerwę w odbywaniu kary. Ale to był piątek, jakiekolwiek administracyjne działania były bez sensu. Natomiast finał mógł być taki, że gdyby znalazł się obrońca, który w imieniu tego człowieka wystąpiłby o odszkodowanie, to należałoby się ono za trzy, a nie za pięć dni. Uchroniłem Skarb Państwa przed stratami i za to mam się czuć winnym?


To był ludzki odruch?


To nie jest standardowe działanie dyrektora okręgowego, że analizuje sprawy osób przyjętych do zakładu karnego, rozmawia z nimi, docieka, dlaczego trafiły za kraty. Ja już od dłuższego czasu zastanawiam się, dlaczego pewni ludzie w ogóle do nas trafiają. Być może brakuje instytucji, które powinny się nimi zająć? A może brakuje zaangażowania sądów czy samorządów? Kiedy odwiedzam zakłady karne, mam wrażenie, że dzisiaj prawo karne zastępuje politykę socjalną i społeczną państwa. 


«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama