Szpital jak indiańska wioska

Metodę rehabilitacji ręki dzieci z porażeniem mózgowym, stosowaną od lat w Holandii, Skandynawii, Australii i Stanach Zjednoczonych, w Polsce zastosowano po raz pierwszy w Dzierżążnie.

Reklama

Przy Oddziale Rehabilitacji Dzieci i Młodzieży w zamiejscowej placówce Szpitala Specjalistycznego w Kościerzynie stanęła indiańska wioska Rozstawiono tipi, ogrodzono je linami i bibułą, a mali Indianie zajęci byli m.in. przygotowaniem strojów, tworzeniem makiety wioski, tropieniem zwierzyny czy spacerami po moście linowym. I chociaż wszyscy byli zaangażowani w przygotowanie indiańskich potraw, to nie tylko dlatego nosili na jednej ręce kuchenne rękawice.

Zabawa, która leczy

W Dzierżążnie zakończył się pilotażowy turnus rehabilitacyjny dla dzieci z porażeniem mózgowym. – W terapii uczestniczyły cztery dziewczynki i czterech chłopców w wieku od 8 do 14 lat – informuje lek. med. Marta Banach, ordynator oddziału. –To dzieci z tzw. niedowładem połowiczym, u których niesprawna jest jedna ręka i jedna noga po tej samej stronie ciała – tłumaczy. Mali pacjenci przez cały dzień są zaangażowani w zabawę, która stanowi jednocześnie terapię.

– Wytworzył się bardzo zgrany zespół – mówi Marzena Kozioł, terapeuta zajęciowy. – Intensywność zajęć jest dużo większa niż na co dzień. Czas szybko leci, nikt się nie nudzi. Dzieci cały czas czekają na nowe zadania. Widząc, że inne dają radę, chcą im dorównać – zapewnia. A rehabilitacja jest wyjątkowo intensywna. Na czternastodniowy turnus przypada dziesięć dni terapii, prowadzonej w dni powszednie. Zajęcia trwają dziewięć godzin dziennie, rozpoczynają się już o godz. 7.30, kończą późnym popołudniem.

Na dwa fronty

– CIMT (ang. Constraint Induced Movement Therapy, terapia wymuszonego ruchu) polega na wymuszonej aktywności ręki niedowładnej – wyjaśnia ordynator Marta Banach. – Efekt uzyskujemy w ten sposób, że zakładamy kuchenną rękawicę na rękę sprawną po to, aby zaktywizować tę drugą, niedowładną – mówi. Sprawnej ręki z rękawicą dzieci nie używają w czasie zabaw, gier sportowych, zajęć plastycznych. W ten sposób wzmacnia się mięśnie dotknięte niedowładem, zwiększa zakres ruchomości i uzyskuje umiejętności dotąd nie osiągane.

– Wolontariusze pracujący przy projekcie mają, podobnie jak dzieci, założone rękawice na ręce sprawniejszej – zaznacza Marta Banach. Nakładanie rękawicy przez wolontariusza ma aspekt psychologiczny. Szczególnie na początku turnusu. U dzieci z porażeniem połowiczym ręka sprawna zastępuje im obie. Znacznie bardziej niż osoby zdrowe mają tendencję do ograniczania używania ręki niedowładnej. Zabranie im przez rękawicę ręki sprawniejszej jest przez nie odbierane niezbyt dobrze. Aby ten dyskomfort zmniejszyć wolontariusze również ograniczają swoje możliwości. Jednocześnie dzieci poddane są terapii w trybie BIMT (ang. Bimanual Therapy, terapia oburęczności) rozwijającej współpracę obu rąk.

– Z radością zrzucają rękawicę. Kiedy np. przechodzą przez mostek linowy, muszą używać obu rąk – opowiada lekarka. Pierwsza forma terapii zajmuje sześć, druga trzy godziny dziennie. Taki wymiar czasu jak również połączenie dwóch metod są niespotykane dotąd w kraju. Standardowo przyjęte są trzy godziny zajęć na cały dzień.

Wojownicy z ambicjami

Duże znaczenie ma element współzawodnictwa. – Dzieci są bardzo ambitne, widać, że chcą osiągnąć pewien cel – twierdzi Paula Roszak, wolontariuszka, studentka fizjoterapii. Ważnym elementem programu dnia jest rehabilitacja ruchowa, tzw. shaping. To precyzyjne ćwiczenia ręki. – Na każdej stacji dziecko wykonuje inne ćwiczenie w różnej pozycji – wyjaśnia Adam Pasik, fizjoterapeuta. – Cały czas powtarza się to samo zadanie przez 30 sekund. Mamy pięć serii i cztery stacje. Na jednej z nich trzema palcami chwytamy fasolkę i wrzucamy do słoika. Druga to ściskanie piłeczki, trzecia wkładanie patyków od szaszłyków do dziur w kartonie, czwarta stacja – chwytamy klamerkę i zakładamy na kartonik. To ćwiczenie precyzji. Wszystkie osiągnięcia są odnotowywane. Po dwóch tygodniach można już zauważyć duży postęp – podsumowuje. Nabyte umiejętności powinny zaowocować w życiu codziennym. – Robimy sałatkę owocową albo szaszłyk, dzieci kroją samodzielnie owoce, warzywa, ścierają je na tarce, by potem je zjeść – opowiada Paula Lewińska, fizjoterapeuta. – Dla nich to duża satysfakcja. Dobrze by było, gdyby w domu chciały i mogły w ten sposób wykorzystywać swą mniej sprawną rękę – podkreśla.

Prekursorzy

W projekcie uczestniczą lekarz, dwoje fizjoterapeutów i terapeuta zajęciowy. Te cztery osoby w ciągu kilku tygodni przygotowały program i jego strukturę. Na ośmioro dzieci przypada dwunastu wolontariuszy. – Nie wyważaliśmy już wcześniej otwartych drzwi – twierdzi Marta Banach. – Zaadaptowaliśmy model stosowany już w Holandii. Wcześniej gościł u nas ceniony fizjoterapeuta dr Eugene Rameckers z Departamentu Rehabilitacji Uniwersytetu Maastricht. Podzielił się z nami swą wiedzą i doświadczeniem. Dostępne są też na świecie opracowania naukowe, które przekonują o skuteczności metody. Badania naukowe przeprowadzone po 6 tygodniach, 3 miesiącach, pół roku, potwierdzają, że efekt poprawy trwale się utrzymuje – dodaje.

Terapia dzieci finansowana jest przez Narodowy Fundusz Zdrowia w wysokości procedur dotychczas stosowanych. – Nie mieliśmy okazji, by przeprowadzić stosowne wyliczenia – mówi ordynator oddziału. – To projekt pilotażowy. Po tym turnusie będziemy bogatsi o wiedzę na ten temat – przyznaje. – Praca z dziećmi podczas turnusu tak bardzo wciąga, że nikt z nas nie liczy czasu – twierdzi Paula Lewińska. Wprawdzie terapia została sfinansowana ze środków NFZ i oparta była na bezpłatnej pracy wolontariuszy, jednak niezbędna okazała się pomoc ludzi dobrej woli. Nie chodzi tu o wielkie pieniądze, bardziej o dar serca. Dzięki tej pomocy możliwe było zaopatrzenie się w materiały do ćwiczeń: liny, bibuły, materiały na tipi, artykuły papiernicze, do prac plastycznych, sportowych i gier. Pojedynczo niewiele, ale razem bardzo dużo. W planach jest organizacja kolejnego turnusu.

– Dzieci już dopytują, czy wezmą udział ponownie w zajęciach – mówi Marzena Kozioł, terapeuta zajęciowy. Może już we wrześniu uda się je przeprowadzić. – Podejmiemy się kolejnego zadania. Mamy nadzieję, że włączą się do dzieła ludzie wielkiego serca, aby umożliwić większej liczbie dzieci dotkniętych schorzeniem udział w tej pionierskiej – jak na warunki polskie – terapii – zaznaczają autorzy programu.

«« | « | 1 | » | »»

TAGI| RODZINA

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama