Można bawić się lepiej

O pomyśle na mądre spędzanie wolnego czasu, nieco zabawowym sposobie na życie oraz grach z pasjonatem planszówek Filipem Makówką rozmawia Justyna Jarosińska.

Justyna Jarosińska: Jak rozpoczęła się Twoja przygoda z grami planszowymi?

Filip Makówka: Jako 10-letni chłopiec chadzałem po sklepach z zabawkami i wodziłem oczami po grach fantastycznych. Niewiele było wtedy okazji do gry, bo większość wolnego czasu spędzało się na podwórku. Temat jednak wrócił jak bumerang 10 lat później. Zaczęło się od klasyki gatunku czyli gry „Osadnicy z Catanu”. Tą grą zachwycał się cały świat. Zachwyciłem się i ja. Tak bardzo, że zacząłem kupować kolejne gry o podobnej tematyce. Spotykaliśmy się ze znajomymi, wymienialiśmy grami. Była świetna zabawa. Po jakimś czasie znalazłem pracę w Warszawie, w sklepie z grami planszowymi. Pracowałem tam rok i wróciłem do Lublina, by pokazywać ludziom w naszym mieście, że istnieje „życie” poza „monopolem”. Gra „Osadnicy z Catanu” była początkiem czegoś bardzo ważnego, bo dzisiaj, po 7 latach od momentu, gdy pierwszy raz w nią zagrałem, jest najchętniej kupowaną grą w moim sklepie Felippe.

No właśnie, od dwóch lat jesteś właścicielem sklepu z grami planszowymi. Udało Ci się połączyć pasję z zarabianiem na życie. Jesteś szczęściarzem! Po czasach pustki na rynku gier planszowych w Polsce zaczyna się ożywienie. Dlaczego warto dziś grać w gry planszowe, dlaczego powoli zaczynają konkurować z grami komputerowymi?

Gry planszowe przez ostatnie lata bardzo się zmieniały. Powstaje coraz więcej tytułów i są one coraz bardziej uniwersalne. Chińczyk, grzybobranie i stare dobre warcaby odeszły w niepamięć. Obecne gry rozwijają wiele umiejętności i cech, świetnie integrują i coraz piękniej wyglądają. Moda na gry wraca ze zdwojoną siłą szczególnie, że elektroniczny świat, który nas otacza, zaczął nas chyba trochę przytłaczać. Tak jak spora część kierowców przesiada się z aut na rowery, tak zagorzali gracze komputerowi coraz częściej sięgają po planszówki, bo dziś gry planszowe są coraz bardziej złożone. Jeśli maniak gier komputerowych zdecyduje się usiąść do dobrej planszówki, to zaręczam, że na pewno się wciągnie.

Czy w Lublinie także obserwujesz coraz większą popularność planszówek?

W Lublinie ciągle jest jeszcze dużo do zrobienia w ramach popularyzacji gier planszowych, ale już widać wyraźne efekty ogólnoświatowego renesansu i u nas. Niestety ciągle jeszcze droga do ludzi młodych jest trudna. Łatwiej grami zainteresować dzieci, które chcą się bawić, niż np. młodzież gimnazjalną. Na szczęście i u nas powstają kluby gier, organizowane są spotkania i imprezy, których istotną częścią są właśnie planszówki.

Sam takie imprezy organizujesz…

Organizuję regularne spotkania dla różnych grup wiekowych, a imprezą flagową jest „Rodzina przy planszy”, której szósta edycja odbędzie się już 28 czerwca w Galerii GALA. Te wszystkie wydarzenia przygotowuję głównie po to, żeby uświadamiać mieszkańców Lublina, jak wielki potencjał kryje się w grach planszowych i że wcale nie są to skomplikowane strategie tylko dla wybrańców. Bardzo ważne jest to, że po gry sięgają coraz częściej rodziny z dziećmi. Gry w gronie familijnym pokazują swoją najistotniejszą zaletę – budują relacje. Chciałbym, by ludzie zrozumieli, że czas spędzony wspólnie przy grze, to świetna inwestycja. Wspomniani już przeze mnie „Osadnicy z Catanu”, niesamowity „Dixit” i szalone „Dobble” to gry, które w każdym domu zrobiłyby furorę. Ja osobiście gram z naszym 3-letnim synem w dość proste gry, chociaż i dla takich brzdąców powstają już tytuły, przy których może się bawić cała rodzina. Z żoną gramy głównie w szybkie, ale pomysłowe gry dwuosobowe takie jak „Pylos” czy „Inside”. Ostatnio udało mi się namówić na partię moją mamę, która ostatecznie bardzo polubiła „Qwirkle”. To bardzo proste gry, a ich sukces wynika ze świetnego pomysłu. Pomysł połączony ze żmudnymi testami różnych koncepcji, to przepis na dobrą grę planszową.

W Polsce jest kilku twórców gier planszowych, które robią furorę zarówno w naszym kraju, ale zyskują popularność także i za granicą. Czy jest szansa, że usłyszymy o grze stworzonej przez lublinianina Filipa Makówkę?

Myślę, że w życiu większości miłośników gier planszowych zdarza się taki moment, w którym poważnie zastanawiają się nad stworzeniem własnej gry. W moim przypadku jest podobnie. Marzy mi się wydanie autorskiej gry, miałem już nawet kilka przymiarek. Były pomysły na gry o wydobyciu węgla, podróżowaniu pociągiem czy konstruowania średniowiecznych machin, ale na razie niestety kończy się na planach. Inaczej do sprawy podeszło nasze lubelskie wydawnictwo Fabryka Gier Historycznych. Chłopaki z FGH zaczęły od tworzenia i w tej chwili mają na koncie już kilka poważnych pozycji, a ich ostatni tytuł „Arka Zwierzaków” okazał się wyjątkowo interesującą gry familijną. 

«« | « | 1 | » | »»

TAGI| RODZINA

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja