Nie chcą wymyślonych historyjek

Jak sprawić, by kilkulatki dyskutowały o tym, kto był najgorszym królem Polski? Sposobów jest co najmniej kilka.

Maciek Sikorski, pomysłodawca i organizator cyklu widowisk dla dzieci „Historia dla najmłodszych – rozbudzanie pasji”, przyznaje, że choć spotkania w krakowskim Kamieniołomie (obok kościoła św. Józefa w Podgórzu) adresowane są do dzieci w wieku 6–10 lat (a przychodzą też młodsze), to nawet one potrafią zaskoczyć swoją wiedzą i zainteresowaniem historią. Ostatni odcinek pierwszego, pilotażowego cyklu odbył się pod koniec czerwca i był poświęcony czasom PRL. Dzieci zapytane jeszcze przed pokazem o to, co im się kojarzy z tym okresem, opowiadały o „Solidarności”, strajkach, aresztowaniach, kolejkach i pustych półkach w sklepach.

– Ja to z książek wiem! – zapewniał 8-letni Bruno. – Ja to chyba mam ze trzy książki o tym. I czytam je wszystkie! – zapewniał 10-letni Stasiu, a jego mama dodała, że to też zasługa gier historycznych i opowieści rodziców. – Nie są to lekcje z pokazywaniem rekwizytów – podkreśla Łukasz Wrona, autor gier historycznych, który również uczestniczy w przygotowywaniu spotkań w Kamieniołomie, i współorganizator cyklu. – To naprawdę dobre przedstawienia. Jak wspomina M. Sikorski, w pierwszej edycji cyklu brały udział głównie dzieci znajomych, ponieważ projekt nie miał pewnego budżetu, niektóre pomysły dopiero kiełkowały. Wszystko udało się jednak tak dobrze, że jesienią tego roku „Historia dla najmłodszych – rozbudzanie pasji” ma pojawić się nie tylko w Krakowie, ale też w Rzeszowie i Warszawie.

Zaczęło się od Somosierry

Pomysł spotkań z historią zrodził się, jak to często bywa, przez przypadek. – Bawiliśmy się z dziećmi żołnierzykami. Zrobiłem górę, zacząłem rozstawiać figurki i nagle zorientowałem się, że to przypomina bitwę pod Somosierrą. Ułożyłem całą resztę tak, by odtworzyć to starcie – wspomina Maciek. Dzieciom spodobało się tak bardzo, że następnego dnia w podobny sposób rozegrali bitwę pod Tobrukiem. – Nie chciały wymyślonych historyjek. Wolały konkretne, prawdziwe wydarzenie – opowiada. Na co dzień M. Sikorski zajmuje się rynkiem nieruchomości. Projekt historycznych spotkań to jego dodatkowa działalność. Mimo to poświęca mu dużo czasu i energii, zdobywając sponsorów (widowiska są bezpłatne), pisząc scenariusze, znajdując współpracowników i aktorów. Sam też występuje w pokazach.

Pracy nie brakuje – do odcinka poświęconego testamentowi Bolesława Krzywoustego potrzebne były kartonowe tarcze (dla każdego uczestnika), innym razem składniki do pieczenia moskoli (oraz gotowe moskole, by dzieci na końcu spotkania mogły ich spróbować). Podczas ostatniego spotkania wśród rekwizytów znalazły się tarcza i hełm ZOMO, „zdobyte” podczas starć w Krakowie przez uczestników strajków. – Nie chcemy zastępować edukacji, chcemy rozbudzić pasję – tłumaczy swoje zaangażowanie Maciek. – Chodzi o sprowokowanie takich sytuacji, jak u mnie w domu, kiedy po jednym z pokazów chłopcy zaczęli się kłócić o to, który król Polski był najlepszy, a który najgorszy.

Winne gry komputerowe

Pozytywnych zaskoczeń podczas spotkań w Kamieniołomie nie brakuje. Począwszy od tego, że historią pasjonują się nie tylko chłopcy (choć niewątpliwie bitwy czy życie obozowe żołnierzy są atrakcyjne przede wszystkim dla nich). By wciągnąć do zabawy także dziewczynki, wystarczy jednak znaleźć odpowiednie tematy, takie jak warsztaty kulinarne (wspomniane pieczenie moskoli) czy czytanie listów Stanisława Augusta i carycy Katarzyny albo Jana III Sobieskiego i jego ukochanej Marysieńki. Dzieci zaskakują również głębią swoich przemyśleń. Gdy była mowa o etosie rycerskim, uczestnicy spotkania dostali kartonowe tarcze. Za zadanie mieli narysować na nich to, czego chcieliby bronić, co jest dla nich wartością. – Pojawiały się wątki patriotyczne, duchowe, religijne, przeróżne – wylicza M. Sikorski. Na tarczy jednego z chłopców znalazło się mnóstwo dość chaotycznie rozłożonych linii. – Zaciekawiło mnie to i zapytałem go, co to jest. On na to: „Jak to co? To różne drogi, które prowadzą do mojego domu. To jest dla mnie najważniejsze” – wspomina Maciek. 

– Z wiedzą historyczną też nie jest tak źle – przekonuje Ł. Wrona. – Choć nie zawsze przekłada się to na oceny szkolne – dodaje. Jego zdaniem, dużą rolę odgrywają już nie tylko filmy wojenne, ale gry komputerowe. Mimo że czasem zbytnio epatują przemocą, a fabuły bywają na różnym poziomie, przekazują one sporą porcję wiedzy o historii polityczno-gospodarczej. – Dlatego dzieci są nieźle „obkute”, zwłaszcza w kwestii II wojny światowej – uważa Łukasz.

Poczet królów i książąt

Tymczasem wystarczy mała „iskierka”, która potrafi rozbudzić historyczną pasję. Dla Maćka takim impulsem był „Poczet królów i książąt polskich”, który dostał od swojej mamy. – Doskonale go pamiętam, był w niewielkim formacie, czarno-biały, z reprodukcjami obrazów Matejki – wspomina. Ponieważ szybko nauczył się czytać, a w dzieciństwie często chorował, „Poczet” przeczytał... kilkadziesiąt razy. Dziś nie ma wątpliwości, że gdyby nie tamta niewielka książeczka, prawdopodobnie nie zainteresowałby się tak bardzo historią. – Czasem nie doceniamy takich małych rzeczy, ale potem, po kilkudziesięciu latach, człowiek mówi: „To było to” – podkreśla.

Trzej pasjonaci, wspólnie tworzący widowiska w ramach „Historii dla najmłodszych” (Maciek Sikorski, Łukasz Wrona i Tomasz Żurawski), są zgodni co do tego, że kluczem do sukcesu jest znalezienie „złotego środka”. Z jednej strony trzeba zadbać, by przedstawienie było na wysokim poziomie, w ładnym miejscu, z dopracowanymi strojami i odpowiednim oświetleniem. – Wcześniej brałem udział w projektach edukacyjnych, przygotowywanych w ramach Stowarzyszenia „Pospolite Ruszenie Szlachty Ziemi Krakowskiej”. Wyszliśmy z bardzo podobnego założenia. Widzieliśmy, że historia może być bardzo ciekawa, ale w szkole często bywa pokazywana w sposób nudny i nieprzystający do XXI wieku – mówi Ł. Wrona. Z drugiej strony nie można chować się za technologią (co jest sporą pokusą w erze tabletów i smartfonów) czy wyłącznie grą aktorską. W pokazie musi być „coś więcej”. – Dla mnie to „coś więcej” zaczyna się wtedy, kiedy widzowie wiedzą, co oglądają – uważa T. Żurawski, zajmujący się rekonstrukcją historyczną. – Bardzo istotnym elementem jest dobry komentarz narratora, który przedstawi kontekst, wyjaśni, jakie strony ścierają się w przedstawianej bitwie, zaprezentuje oddziały, wprowadzi w realia epoki...

Zaraźliwy pomysł

Zupełnie inną trudnością, wynikającą z tego, że przygotowywane przez nich widowiska obserwują przede wszystkim dzieci, jest konieczność jasnego określenia, co jest prawdą, a co kłamstwem, kto jest dobry, a kto zły. – W świecie dorosłych jesteśmy w stanie wiele rzeczy – w imię kompromisu czy procedur – przyjąć, mimo iż wiemy w głębi serca, że są głupie i złe. Dzieci tego nie przyjmują. Albo ktoś jest dobry i należy mu się podziw, albo zły – tłumaczy M. Sikorski. – W miarę możliwości trzeba nazywać rzeczy po imieniu – dodaje. Choć jest to podwójnie trudne, gdy chodzi o historię najnowszą. Poważne traktowanie nawet najmłodszych widzów sprawia jednak, że cel zostaje osiągnięty. Dzieci, jeśli przekaz otrzyma odpowiednią formę, są w stanie zrozumieć nawet skomplikowane pojęcia. – Mówimy im tak: „Jesteście same w domu, boicie się, bo ktoś obcy próbuje do niego wejść, ale wspólnymi siłami rzucacie krzesła, stoły i barykadujecie drzwi. To właśnie jest solidarność” – podaje przykład M. Sikorski. 

Przyznaje, że „żywe lekcje historii” to nie tylko przekazywanie wiedzy, ale również kształtowanie postaw, pokazywanie wartości. Efekty widać także po rodzicach. Dzwonią i piszą mejle, dziękując za sprowokowanie dyskusji w domu (co i rodziców zmusza do odkurzenia swojej wiedzy historycznej) czy prosząc o zorganizowanie podobnych spotkań w innych miastach. Pomysł jest też zaraźliwy. Żona Maćka, Alina, muzyk i muzykolog, już myśli o podobnych spotkaniach poświęconych właśnie muzyce. – Taką metodę można przenieść właściwie na każdą dziedzinę – zaręcza M. Sikorski.

Spotkania w Kamieniołomie

„Historia dla najmłodszych – rozbudzanie pasji” to autorski projekt Macieja Sikorskiego. Spotkania odbywają się w krakowskim Kamieniołomie (przy ul. Zamoyskiego, obok kościoła św. Józefa w Podgórzu). W zeszłym roku szkolnym podczas 10 odcinków dzieci mogły prześledzić historię od powstania państwa polskiego aż po PRL. Udział w widowiskach jest bezpłatny. Jesienią cykle podobnych spotkań mają się odbywać nie tylko w Krakowie, ale też w Warszawie i Rzeszowie. 

«« | « | 1 | » | »»

TAGI| RODZINA

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja