Nauczanie pod prąd

– Nie ma co udawać, że to jest łatwa sprawa. Potrzeba chęci i czasu, ale widzimy, ile nasze dzieci na tym zyskują – twierdzi Anna Dremo.

Reklama

Nauczanie dziecka w domu ciągle jest tematem, który budzi wiele ciekawości i kontrowersji. W wielu krajach zachodnich (w USA szczególnie) homeschooling jest bardzo popularny. W Polsce można powiedzieć, że ciągle raczkuje. Ministerstwo Edukacji nie prowadzi żadnych statystyk dotyczących edukacji domowej. Ale widać, że na tę formę nauki decyduje się coraz więcej rodzin.

Niech sami decydują

Anna i Marcin Dremowie zdecydowali się na edukację domową w 2009 roku, w czasie, kiedy jeszcze mało kto o tym słyszał. Dość powiedzieć, że wówczas w Kuratorium Oświaty w Olsztynie do edukacji domowej zgłoszona była zaledwie dwójka dzieci. – Nasz najstarszy syn, Krzyś, miał wtedy za sobą dwa lata przedszkola, przeżyte wśród licznych chorób – tydzień w przedszkolu, dwa tygodnie chorobowego w domu, byliśmy stałymi klientami aptek. W mediach katolickich przeczytaliśmy wtedy o edukacji domowej i postanowiliśmy spróbować, choćby ze względu na to, żeby zaoszczędzić mu trochę zarazków. Także zerówkę Krzyś zaliczył w domu, w ramach edukacji domowej – mówi Anna. – Poziom zerówki to tak naprawdę nic trudnego – dziecko i tak uczy się tych rzeczy, które normalnie poznaje w domu. Mieliśmy poza tym duże wsparcie ze strony dziadków, którzy mocno popierali naszą decyzję. Jeśli poświęci się dziecku odpowiednią ilość czasu, można go zainteresować światem trochę inaczej niż w szkole czy przedszkolu. Po tej naszej eksperymentalnej zerówce słyszeliśmy od wielu osób bardzo dużo pochlebnych opinii o tym, jak Krzyś dużo wie, jaki jest ciekawy świata. Uznaliśmy, że rok nie był stracony i to była dobra decyzja – mówi Marcin. 

Anna przyznaje, że dziecku wystarczy odpowiadać na pytania. – Pojechaliśmy w wakacje na wycieczkę rowerową i dzieci zaczęły pytać o stonkę, gdzie zimuje, i o bociany, jakimi trasami latają. Wróciliśmy do domu i zaczęliśmy szukać odpowiedzi. Nawet dla mnie – a ja biologii w szkole nigdy nie lubiłam – było to ciekawe, bo okazało się, że bociany latają do Afryki, potem wracają w to samo miejsce, a stonka zimuje zakopana w ziemi – mówi Ania.

Rodzice Krzysia uznali mimo wszystko, że powinni dać swoim dzieciom spróbować normalnej szkoły. Każdy uczeń może korzystać z zajęć dodatkowych w szkole, do której jest zapisany, ponadto rodzice Krzysia dogadali się z nauczycielką i dyrektorką, że ich synek przyjdzie na kilka lekcji, żeby zobaczyć, jak to jest, żeby wybór nauczania był także jego sprawą. I tak przez miesiąc chodził na kółko plastyczne, potem poszedł na jeden dzień na lekcje, potem na dwa, a w listopadzie powiedział, że chce chodzić już na stałe do szkoły. I tak chodził aż do IV klasy. Teraz wraca do edukacji domowej, a wraz z nim w domu będą się uczyć jego dwie młodsze siostry – Anielka zaczyna III klasę szkoły podstawowej, Jadzia idzie do zerówki.

– U Krzysia sporo się zmieniło, inni nauczyciele przede wszystkim. Poza tym jest indywidualistą. Anielka z kolei ma problemy z koncentracją. Jeszcze dochodzi inna kwestia – po zerówce wszystkie wyniki badań w poradni psychologiczno-pedagogicznej miała powyżej normy, teraz jest dużo gorzej. Inteligencję ogólną ma bardzo wysoką, ale umiejętności, których powinna nauczyć się w grupie, ma poniżej swojego wieku. Jadzia, pięciolatka, na szkołę emocjonalnie nie jest gotowa. Od razu chcieliśmy zatrzymać ją w domu, a jak pojawił się ten temat, to starsze dzieci powiedziały, że też chcą się uczyć w domu – mówi Ania.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

TAGI| RODZINA

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama