Kawa za uśmiech, ciastko za dziesiątek

- Chciałbym, żeby moje małżeństwo wyglądało tak, jak moich rodziców - mówi Jakub Dziurla.

Przed nim coraz większe wyzwania. Właśnie wkroczył w dorosłość. Doskonale jednak wie, że posiadanie dowodu osobistego nie gwarantuje, że człowiek jest w stanie wziąć odpowiedzialność za siebie i bliskich. Tego uczy się od swoich rodziców, a ci dbają o to, żeby nie popaść w małżeńską rutynę. Renata i Tomasz Dziurlowie co roku uczestniczą w rekolekcjach dla rodzin.

Dobra decyzja

Państwo Dziurlowie to weterani tych rekolekcji. Upodobali sobie Miasteczko Krwi Chrystusa w Chrustach koło Rawy Mazowieckiej. Tam, w środku lata, pod okiem sióstr misjonarek Krwi Chrystusa umacniają się na kolejne miesiące życiowych zmagań. I tak od kilkunastu lat. Do swojego domu w Kotlinie Kłodzkiej mają ponad 300 km. Na początku, zanim powstał dom zgromadzenia w Chrustach, do pokonania mieli jeszcze dłuższą drogę. – W rekolekcjach uczestniczymy zaledwie 14. raz – śmieje się Tomasz Dziurla. – Zaczęliśmy, gdy Jakub miał trzy lata. Pomysł poddała koleżanka z pracy. Od razu się zgodziłem.

Wróciłem do domu. Mówię do żony, że zapisałem nas na rekolekcje. Usłyszałem: „Chyba zwariowałeś! Kiedy? Gdzie?”. „Pod koniec lipca, w Swarzewie, niedaleko Półwyspu Helskiego”. Żona przez trzy dni była na mnie zła, że zamiast wybrać się gdzieś pod namiot, z małym dzieckiem będziemy jechać na tygodniowe rekolekcje i to bardzo daleko. W dodatku pociągiem z kilkoma przesiadkami. Ale to nie była pochopna decyzja. Teraz z żoną nie wyobrażają sobie, że zabraknie ich na rekolekcjach. Jakub też. Gdy był dzieckiem, nie mógł się doczekać wyjazdu na nie. Teraz jego rola się zmieniła. Pomaga siostrom jako animator. Zajmuje się małymi dziećmi, żeby ich rodzice mieli czas na osobiste spotkania z Bogiem.

Impuls do życia

Grupa animatorów to „aniołowie”. Jeden z nich ma 16 lat i na imię Magdalena. – Zabawy z dziećmi sprawiają, że nie mam czasu, żeby wziąć telefon do ręki. Nawet go nie noszę ze sobą, bo wiem, że mi się nie przyda. Tu nie odczuwa się nudy, a od dzieci można wiele się nauczyć, takiej dziecięcej wolności, ufności i nadziei na lepsze jutro. Uwielbiam tu przyjeżdżać i spędzać z nimi czas. Przy nich odżywam. Może mnie wszystko boleć, ale gdy przyjdzie dziewczynka i powie: „Ciocia, ja cię kocham”, to daje mi taki impuls, że mogę z nią skakać, biegać i zapominam o bólu – mówi Magda.

Nastolatka podpatruje też dorosłych. – Nie uczestniczymy w konferencjach dla rodziców, ale byliśmy świadkami, jak odnawiali przyrzeczenia małżeńskie. Tak się wzruszyłam, że aż się popłakałam. Mam nadzieję, że namówię moich rodziców na takie rekolekcje – dodaje. – Każdy z animatorów ma pod opieką stałą grupę dzieci. Zazwyczaj czworo lub pięcioro. Większość czasu spędzamy na zabawach i śpiewie, na świeżym powietrzu lub w osobnym budynku, na którego zapleczu mamy też kuchnię. Rodzice mają wtedy czas dla siebie i mogą wypocząć– mówi s. Maria Magdalena, która czuwa nad bezpieczeństwem dzieci.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

TAGI| RODZINA

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja