Strach o portki i o... wianek

– W ciągu naszego życia świat zmienił się nie do poznania, dlatego mamy wiele ciekawych rzeczy do opowiedzenia. Zwłaszcza młodym ludziom 
– mówi Jadwiga Rymarczyk.

Reklama

Prąd, bieżąca woda, pralka, zmywarka, odkurzacz i wiele innych udogodnień to dla współczesnego człowieka standard, bez którego trudno wyobrazić sobie życie. Opowieści o lampie naftowej, praniu w rzece, tłuczeniu lnu lub żniwach z kosą w ręku to prehistoryczne dzieje, zwłaszcza dla młodzieży. Okazuje się jednak, że ta prehistoria przyciąga, zachęca i ciekawi. Tak jest przynajmniej wśród dzieci i młodzieży z Janisławic, które przez kilka miesięcy słuchały opowieści „babć” pamiętających świat bez elektryczności.


Od przedszkola do... szkoły


Wszystko zaczęło się w przedszkolu, gdzie pewnego razu zaproszono panią robiącą na drutach i szydełku. Maluchy nie posiadały się z radości, gdy – przewlekając włóczkę przez oczka – tworzyły swój własny wzór. Co więcej, nie tylko najmłodsi zainteresowali się robótkami ręcznymi. Na przerwie w kolejce ustawili się uczniowie ze szkoły podstawowej.


– Kiedy to zobaczyliśmy, pomyśleliśmy, że trzeba wyjść poza przedszkole i włączyć w zajęcia o tradycji także szkołę – opowiada Ewa Jochym, dyrektor szkoły w Janisławicach. Jak pomyśleli, tak zrobili. – Oczywiście, okazało się, że w naszej wiosce jest wiele kreatywnych babć, które chętnie dzielą się swoimi pasjami z młodymi – tłumaczy Agnieszka Buczyńska, jedna z organizatorek międzypokoleniowych spotkań.


I tak zainicjowane zostały comiesięczne spotkania, podczas których kilku- i kilkunastoletni młodzi ludzie poznawali tajniki życia sprzed 50 lat. Pranie w rzece, prasowanie żelazkiem z duszą, maglowanie, pieczenie, szydełkowanie, wicie przeróżnych wianków, a nawet organizowanie tradycyjnej nocy kupały stały się hitami, podczas których młodzi mieli szansę docenić warunki, w jakich żyją, a starsi – wrócić wspomnieniami do trudnych czasów z przeszłości.


Wianki na każdą okazję


– Czy chciałabym wrócić do tego, co było? Nigdy! Bo nie ma do czego wracać! – mówi Danuta Szewczyk. – Ludzie cały czas musieli pracować, nie dało się usiąść spokojnie. Całe lato w polu, całą zimę przy lnie. Człowiek płakał i robił. A wieczorem nie czuło się rąk ani nóg. Kto to kiedyś pomyślał, że w czasie żniw będzie czas na odpoczynek, tak jak to jest teraz?


Reszta pań w 100 proc. zgadza się z nią, wspominając wyczerpujący proces obróbki lnu, nieefektywne pranie w rzece „klapatkami”, spanie na sienniku i ciężką pracę w polu od najmłodszych lat. Tego wszystkiego z niedowierzaniem słucha młodzież i sama próbuje wygładzić kawałek materiału na zdjętym ze strychu drewnianym maglu.


Wśród trudnych wspomnień są też i przyjemne, jak choćby rodzinne wicie wianków. Bukiety z plonów pola, łąki i ogrodu na 15 sierpnia i wianki w kształcie kuli na koniec oktawy Bożego Ciała (takie jak kiedyś wkładało się też nieboszczykowi do trumny) – to wszystko żywa tradycja, kultywowana w Janisławicach po dziś dzień. – Nie wyobrażam sobie, żeby nie zrobić wianka – mówi Franciszka Rosińska. – Oczywiście, ten poświęcony suszy się w domu cały rok. Kiedyś był też zwyczaj palenia zeszłorocznego wianka i okadzania dymem krów. Dziś wszystkie tradycje stają się mniej wyraźne i czytelne, ale u nas w domu wnuczka pomaga mi pleść wianki – mówi z zadowoleniem pani Franciszka.


Jednak to, co zrobiło największą furorę i zaangażowało największą liczbę mieszkańców, to słowiański dzień zakochanych, czyli noc kupały. – Przyznam szczerze, że aby zorganizować wspólne wicie wianków i wrzucanie ich do rzeki, same musiałyśmy poczytać o tej tradycji – tłumaczy pani Ewa. Dlatego przed zabraniem się do pracy młodzi obejrzeli prezentację dotyczącą znaczenia konkretnych symboli. A kiedy wianki z najpiękniejszych ogrodowych i polnych kwiatów były już gotowe, zebrani przemaszerowali z pochodniami nad rzekę. Jednak nie wszystkie wianki zostały do niej wrzucone.


– Dziewczyny stwierdziły, że ich dzieła są tak piękne, że szkoda im je wyrzucać. I nie pomogły ostrzeżenia przed staropanieństwem – śmieje się pani dyrektor. – Nie udało się też zachęcić chłopców do tradycyjnego skakania przez ognisko. Za bardzo bali się o swoje portki. Ale i bez tego bawiliśmy się wyśmienicie – zapewnia.


Nauczycielki biorące udział w zajęciach, oprócz przekazywania tradycji, zwracają uwagę na jeszcze jeden ważny aspekt. Otóż, nie każde dziecko ma babcię, a te, które spotykają się z młodymi, stały się babciami wszystkich uczniów. Dlatego też, mimo że projekt właśnie się zakończył, nauczyciele i babcie poważnie zastanawiają się nad jego kontynuacją w kolejnych miesiącach.


«« | « | 1 | » | »»

TAGI| RODZINA

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama