Nie wystarczy być ptakiem

One też, żeby wyfrunąć z gniazda i poznać świat, muszą nauczyć się latać. A co wtedy, gdy z jakiegoś powodu nie mogą nawet rozwinąć skrzydeł?


Reklama

Patrycja chwyta pęsetę i zabiera się za usuwanie klientce kilku niechcianych włosków z łuku brwiowego. Ta nieco się wzdryga, widząc tak młodą praktykantkę. Po pierwszym ruchu nabiera zaufania. Dziewczyna ma wprawę. Lubi to, co robi, chce się dalej uczyć, w przyszłości zrobić maturę i może kiedyś otworzyć własny zakład fryzjerski. 
Mieszka w niewielkiej miejscowości pod Koszalinem z rodzicami i ośmiorgiem rodzeństwa. Ojcu trudno znaleźć pracę po poważnej operacji kręgosłupa. – Trochę niesprawiedliwy jest ten świat, ale jestem szczęśliwa. Nie znam osoby, która mi pomaga, ale musi mieć dobre serce. Kiedyś też chciałabym komuś tak pomóc – mówi z przekonaniem.


Niewidzialna ręka


Patrycja bierze udział w programie „Skrzydła” prowadzonym przez Caritas. – To długofalowa pomoc dla dzieci i młodzieży w wieku szkolnym, realizowana przez osoby indywidualne lub firmy. Darczyńca deklaruje kwotę, którą będzie wpłacał co miesiąc dla konkretnego dziecka, przynajmniej przez jeden semestr. Dziecko nie wie, kto jest jego dobrodziejem. Osoba obdarowująca zna tylko imię „swojego” dziecka – tłumaczy Agnieszka Filipczuk z koszalińskiej centrali Caritas. Za te pieniądze dzieci otrzymują najpotrzebniejsze rzeczy: przybory szkolne, odzież, bilety miesięczne, obiady – jednym słowem to, co umożliwia im normalną naukę.


Otrzymywać i zdobywać


Elżbieta Maksym, pedagog w Zespole Szkół w miejscowości Dargiń w gminie Bobolice, ze „Skrzydłami” ma do czynienia od lat. –To są naprawdę dobrze wydane pieniądze. Staram się wyszukiwać do programu takie rodziny, w których coś próbuje się robić; gdzie widać, że chce się nie tylko otrzymywać, ale i zdobywać. Dzieci z takich rodzin często dobrze się uczą, rodzice współpracują ze szkołą. Warto im pomóc. Widzę, jak ta pomoc motywuje. To są często naprawdę bardzo ambitne dzieci – mówi doświadczona pedagog.
Adaś z Koszalina uczy się w szkole sportowej. – Dopóki nie urodziło nam się piąte dziecko, poważnie chore, jakoś sobie radziliśmy. Jednak wszystkie pieniądze musiały być przeznaczane na leczenie. To był moment, w którym nie dało się już żyć bez pomocy – mówi jego tata. – Najważniejsze, że dzięki darczyńcy Adaś ma buty sportowe i może robić to, co naprawdę lubi – dodaje.


Oczy i serce szeroko otwarte


W tej chwili w diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej z pomocy programu korzystają 33 osoby. Od początku jego istnienia, czyli od roku 2005, udało się pomóc 260 dzieciom. – Rozpoczyna się nowy rok szkolny, a zatem pojawią się nowe osoby na liście „Skrzydeł”. Mamy nadzieję, że znajdą darczyńców. Ludzie, którzy trafiają do programu, są wcześniej dostrzeżeni przez innych. Niektórzy sami by do nas nie trafili, bo się wstydzą, albo mówią, że ktoś potrzebuje pomocy bardziej niż oni. Dlatego liczymy na pedagogów szkolnych, wychowawców, ludzi z bliskiego otoczenia. Prosimy, aby takie przypadki zgłaszać do Parafialnych Zespołów Caritas lub do centrali w Koszalinie. Prosimy też, aby zgłaszali się do nas ci, którzy chcieliby zostać darczyńcami – mówi Agnieszka Filipczuk.
Minimalna miesięczna kwota deklarowana przez darczyńcę powinna wynosić ok. 150 zł. Niektórzy wpłacają mniej, inni więcej. Każda pomoc jest cenna. – Dobrze, że starcza przynajmniej na te najpotrzebniejsze rzeczy. Ale jakże byłoby wspaniale, gdyby takie dziecko mogło też np. zacząć uczyć się jakiegoś języka obcego – mówi Elżbieta 
Maksym.


«« | « | 1 | » | »»

TAGI| RODZINA

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama