Mówcie sobie dobre rzeczy

Z Beatą i Tomaszem Puśleckimi 
o codziennych wymaganiach 
i małżeńskim dialogu rozmawia Krzysztof Król.

Reklama

Krzysztof Król: Jak najkrócej wyjaśnić, czym jest gałąź rodzinna Ruchu Światło–Życie, czyli Domowy Kościół?


Beata: To wspólnota, która zwraca uwagę na duchowość małżeńską, aby mąż i żona razem dążyli do świętości i tą drogą prowadzili swoje małżeństwo oraz rodzinę.


A jak zaczęła się Wasza przygoda z Domowym Kościołem?


Tomasz: Burzliwie i to dosłownie. Czternaście lat temu pojechaliśmy na rekolekcje wakacyjne do Tylmanowej. Na drugi dzień już chciałem wyjeżdżać i myślałem: „Leje, w ogóle jest jakoś niefajnie i czego oni ode mnie chcą!”. Jedna z koleżanek przy myciu naczyń powiedziała: „Tomek, ja mam takie pragnienie Boga, że chciałabym być już w niebie”. Powiedziałem do siebie: „Uuuuu… czas się ewakuować!”. Na szczęście jednak zostaliśmy i szybko okazało się, że to normalni, świetni ludzie i wcale nie zdewociali.


Beata: Dodam, że na rekolekcje pojechaliśmy dzięki ks. Henrykowi Kaliszukowi, który przyszedł do nas na kolędę. Zapytaliśmy go o jakąś ciekawą propozycję dla małżonków. Powiedział, że nam coś znajdzie, i słowa dotrzymał.


Co Wam się spodobało i sprawiło, że jesteś w tej wspólnocie już 14 lat?


Tomasz: Człowiekowi, a zwłaszcza facetowi, potrzebny jest jakiś azymut, aby mógł zawsze wrócić na właściwą drogę. Dzięki Domowemu Kościołowi mamy zawsze do czego wracać, nawet jeśli pojawią się jakieś trudności.


Jak rozwija się małżeństwo w Domowym Kościele?


Beata: Poprzez realizację zobowiązań, które określamy jako dary. To codzienna modlitwa osobista, regularne spotkanie ze słowem Bożym, codzienna modlitwa małżeńska, codzienna modlitwa rodzinna, comiesięczny dialog małżeński, reguła życia i uczestnictwo w comiesięcznych spotkaniach formacyjnych tzw. kręgów małżeńskich, a także, przynajmniej raz w roku, w rekolekcjach formacyjnych.


Sporo tego…


Tomasz: Tylko pozornie. Nie tylko od dzieci, ale także od dorosłych trzeba wymagać, i – powtórzę – szczególnie od nas, facetów, bo my przecież zawsze znajdziemy czas, żeby zrobić sobie wolne. Proszę zauważyć, że kryzysy w małżeństwach biorą się z braku wymagań. W Domowym Kościele mamy te zobowiązania, które osobiście nazwałbym „drogowskazami”, i wiemy, w jakim kierunku iść.


«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama