140 stron do szczęścia

Jak rozmawiać z dziećmi, a nawet jak się z nimi bawić, podpowiada Katarzyna Bachman. Warto sięgnąć po jej zbiór krótkich historii, które niczym bajki, ciekawie opowiedziane i komentowane – uczą dzieci i… rodziców.

Reklama

Autorka książki „Z dobrym Jezusem przez życie”, mama dwójki dzieci, uważa, że praca z dzieckiem jest służbą, dlatego przez swoje bajki uczy najmłodszych m.in. wartości chrześcijańskich i radzenia sobie z trudnymi problemami. Ciekawe opowiadania dla dzieci i cenne wskazówki dla rodziców ukazują tematy takie jak: wiara, przebaczenie, miłość czy przemijanie. Spora dawka wiedzy pedagogicznej i psychologicznej ukazana jest przez konkretne przykłady. Publikujemy fragmenty książki, która może pomóc zrozumieć świat dziecka.

Jakość, a nie ilość

„Przeczytanie tego tekstu zajmie minutę” – pisze Katarzyna Bachman. „Ta minuta zginie bezpowrotnie gdzieś między innymi minutami. Wypicie porannej kawy to kolejny znikający kwadrans. Zresztą po co się zatrzymywać nad nim dłużej, zwłaszcza, że nerwowy, bo poszło oczko w pończosze, rozmazała się kredka pod okiem, a ulubiona koszula nie jest uprasowana. A wieczorem? Jeszcze tyle spraw niedokończonych i brak sił, które muszą się znaleźć. W tym wszystkim dziecko, które kocha i chce być kochane – chce to czuć. 

Według światowego rankingu polscy rodzice poświęcają swoim dzieciom średnio nieco ponad godzinę dziennie. Irlandzcy rodzice przebywają z dziećmi 2,5 godz. dziennie, w Australii – ponad 2 godz. Dla dzieci jednak ważniejsza jest jakość, a nie ilość. Wspólnie spędzony czas daje niepowtarzalne efekty. Zwolnienie tempa i znalezienie czasu na rozmowę relaksuje, poprawia humor, ułatwia nabieranie sił, zacieśnia więzi, zapewnia poczucie bezpieczeństwa, ale także jest okazją do przekazywania wartości i postaw. Rodzice są na dobrej drodze autorytetami dla swoich dzieci. Z kolei dzieci, z którymi rodzice spędzają dużo czasu, rozwijają się lepiej”.

Złość wyrazem strachu

„Chyba nie ma dziś dziecka nieżyjącego pod presją odnoszenia sukcesów. Nie ma nic złego w chęci stawania się coraz lepszym. Problem pojawia się, gdy liczy się tylko ten najlepszy, gorszy jest wyśmiewany i lekceważony. Skutek? Problemy zdrowotne, kłótnie w rodzinie, poczucie pustki, agresja, narkotyki. Można by wymieniać bez końca. Dlatego Jezus napomina: »Jeśli ktoś chce być pierwszym, niech będzie ostatnim ze wszystkich«. Tym samym uczy nas, rodziców, wychowania do pokory i służby wobec drugiego człowieka. Pozycja w życiu ziemskim to nie wszystko, to nie cel chrześcijanina. Celem jest rzecz jasna zbawienie, drogą do tego – służba bliźniemu przejawiająca się chociażby w empatii. Wychowywać do empatii to znaczy dać przykład rozumienia drugiego człowieka, jego lęków, obaw, postępowania. 

Dziecko nie przychodzi na świat z umiejętnością rozumienia tego, co czują inni. To rodzice swoim postępowaniem uwrażliwiają je na ludzi. Uczą moralności. Najważniejsza w tym względzie wydaje się uważność rodziców w obserwacji dziecka, tak by mogli dostrzec jego uczucia i potrzeby. Empatia pozwala je zrozumieć. Dlatego uważny i empatyczny rodzic będzie wiedział, że złość u dziecka nie jest czystym zamierzeniem czynienia zła, lecz jest wyrazem strachu i brakiem poczucia bezpieczeństwa (w środowisku szkolnym, rówieśniczym, rodzinnym); że za wybuchami kryje się ból fizyczny i psychiczny, że wycofanie jest wynikiem niepewności. Również za sprawą empatii rodzic zrozumie, że zniszczona zabawka jest chęcią poznawania świata, a kolczyk w miejscu najmniej pożądanym może być formą krzyku o uznanie” – przekonuje autorka książki „Z dobrym Jezusem przez życie”.

Po co dziecku dorośli?

„Dorosły znaczy dojrzały i odpowiedzialny. Dziecko znaczy uzależniony od dorosłych, nie tylko od rodziców, ale od wszystkich dorosłych: dziadków, nauczycieli, w jakimś sensie od sąsiadów, duchownych i obcych dorosłych, z którymi wejdzie w bliższy lub dalszy kontakt. Od wszystkich dorosłych zależy jego pełny brzuszek, bezpieczeństwo, gwarancja miłości i szacunku. To jest miara miłości do małego bliźniego. Jezus w swym ziemskim życiu zwracał uwagę, że najpierw trzeba nakarmić ludzi, a dopiero później można skupić się na ich rozwoju duchowym. Tą drogą podążają specjalizujący się w rozwoju oraz wychowaniu dzieci i młodzieży. 

Do potrzeb milusińskich, które muszą być koniecznie zaspokojone, w pierwszej kolejności należy sen, pokarm, zdrowie fizyczne. Z kolei poczucie bezpieczeństwa jest potrzebą pierwszego rzędu. Jej zaspokojenie odbywa się przez kontakt fizyczny, np. przytulenie, zapewnienie spokoju i łagodzenie lęków. Dlatego u małych dzieci tak ważne jest kołysanie, przytulanie, całowanie, noszenie na rękach, nucenie kołysanek, spokojny ton opiekuna. U starszych dzieci znacząca w tym względzie będzie rozmowa (ale nie na zasadzie: ja obieram ziemniaki, a ty do mnie mów, tylko specjalna chwila w ciągu dnia dla każdego dziecka z osobna), i stała obecność opiekuna, najlepiej rodzica. (…) Dbajmy o dzieci, te własne i te obce. Pochylmy się nad dzieckiem zaniedbanym za każdym razem, gdy takie spotkamy, bo dorosły katolik znaczy odpowiedzialny również za małego bliźniego”.

«« | « | 1 | » | »»

TAGI| RODZINA

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama