Coś dobrego się z nimi dzieje

Rodzice z trudem godzą się z tym, że ich nastolatek musi wyfrunąć z rodzinnego gniazda do internatu. Nie wiedzą, jak to na niego wpłynie, bo... czy internat wychowuje?

Reklama

Na zewnętrznym parapecie wietrzą się cztery pary adidasów. Na środku pokoju stoi talerz z parującą chińską zupką, w kącie suszą się mokre ręczniki. Kilka szaf, umywalka, cztery łóżka. Pokój w internacie Zespołu Szkół CKR w Boninie. 17-letni Damian Rutkowski z Zagórza wspomina, że miał łezkę w oku, gdy pierwszy raz się tu wybierał. – Jadąc, zastanawiałem się: co to będzie? Nawet kwiatka sobie przywiozłem, żeby mi trochę przypominał dom.

Jego rodzice mieszkają na wsi. Mieli wiele obaw. – W mieście alkohol, narkotyki są łatwiej dostępne. Dużo rozmawialiśmy o tym z Damianem. Uznaliśmy, że to ważne, by usłyszał o tym nie tylko na pogadance w szkole, ale i w szczerej rozmowie z nami – mówi Wioletta Rutkowska, mama Damiana. Psycholog dziecięcy Małgorzata Szewczyk twierdzi, że radzenia sobie z taką sytuacją jak przeprowadzka do internatu nastolatek nie nauczy się na zawołanie. Jest to proces, który zaczyna się we wczesnym dzieciństwie. – Nawet gdy jest już pełnoletni, nadal potrzebuje wsparcia bliskich. Ale jednocześnie pozwolenia na działanie samodzielne. Rodzice powinni umieć to delikatnie wyważyć.

Damian nauczył się rozmawiać

– Mama! – rozlega się na korytarzu męski baryton. Jego właściciel szuka wzrokiem opiekunki. Pyta o parę błahych rzeczy. – Wszyscy oni potrzebują rozmowy. Zdarza się, że potrafią z nami lepiej przedyskutować swoje problemy niż z rodzicami – mówi Sylwia Sołtysiak, wychowawczyni w bonińskim internacie. Katarzyna Sadowska, także wychowawczyni, dopowiada, że nawet nie trzeba ich wyciągać na spytki. – Przez osiem godzin dyżuru jesteśmy tylko dla nich. W domu rodzinnym taka dyspozycyjność nie zawsze jest możliwa. W. Rutkowska dostrzega u syna tę nową umiejętność. – Damian nauczył się rozmawiać. Kiedy przyjeżdża, siadamy razem i chętniej niż za czasów gimnazjum opowiada o swoich sprawach, szkole, kolegach, problemach. 

Bursa im. św. Stanisława Kostki w Szczecinku spełnia rolę internatu, ale dba także o wychowanie do wartości duchowych. – Chodzi nie tylko o umiejętność rozmowy z nami – podkreśla dyrektor bursy ks. Zbigniew Woźniak. – Stopniowe przekazywanie wiedzy o Bogu oraz cierpliwość, która potrzebna jest nam samym, wychowawcom, aby nie naciskać, owocują tym, że po jakimś czasie, czasem paru miesiącach, czasem po roku, chłopcy z własnej potrzeby idą rozmawiać z Bogiem. Adorują, proszą o spowiedź, przystępują do Komunii. Niektórzy wracają do zarzuconej na długie lata ministrantury. To coś znaczy. Widzimy, że coś dobrego się z nimi dzieje.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

TAGI| RODZINA

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama