Żona zza kamery?

Życie należy układać własnymi rękami, bez pomocy kamer oraz napisanych scenariuszy.

Reklama

Mój piękny panie, ja go nie kocham, taka jest prawda – brzmi stara piosenka o dziewczynie, która wychodzi za mąż za zwyczajnego faceta, a kocha nadzwyczajnego. Czyli telewizyjną gwiazdę. Dziewczyna robi to, bo musi: bo podobno nie może iść przez życie całkiem sama. To ostatnie zdanie jest oczywiście dyskusyjne. Teoretycznie oznacza, że aby być szczęśliwym człowiekiem, należy ożenić się lub wyjść za mąż. W praktyce wiadomo, że nie złotą obrączką ludzkie szczęście się mierzy. Ale zostawmy starą piosenkę, która przyszła mi na myśl zaraz po tym, jak obejrzałam nowy program telewizyjny. W programie owym – rolnik szuka żony. Niemal jak szalony. Metodą prób i błędów, a zapewne i gotowych scenariuszy, kilku mężczyzn mieszkających na wsi, próbuje ułożyć sobie życie. W tym celu na swojską wieś panowie zapraszają zupełnie nieznane damy. Z odcinka na odcinek następują kolejne fazy wtajemniczenia, czyli wypróbowywania tychże dam. Oczywiście po to, by poznać, która z nich będzie żoną idealną. Dawno nie miałam poczucia takiego zażenowania. Po pierwsze dlatego, że całkiem sympatyczne kobiety zgodziły się na taką dziwną rewię. Żeby nie powiedzieć – targ wdzięków i predyspozycji do bycia żoną, na oczach milionów. Po drugie, że faceci, którzy podobno naprawdę chcą szczęśliwej przyszłości, rodziny i stabilizacji, zdecydowali się szukać tego wszystkiego w obecności kamer oraz „dyskretnego” towarzystwa kilku milionów telewidzów. Program miał chyba zwracać uwagę na poważny społeczny problem: trudności mężczyzn mieszkających na wsi ze znalezieniem żony. Potencjalne drugie połówki nie bardzo się garną do mieszkania i pracy poza miastem. Takie czasy. W praktyce jednak wskazuje się dość pokrętne rozwiązanie tego problemu. Telewizyjne, gwiazdorskie, głośne, medialne. Powstało po prostu kolejne show (za publiczne pieniądze akurat!), które nikomu życia nie ułoży. Bo życie należy układać własnymi rękami, bez pomocy kamer oraz napisanych scenariuszy. Że okrutna jestem, bo odmawiam panom rolnikom prawa do szczęścia? Ależ ja im właśnie szczęścia życzę! I jeśli znajdą to szczęście dzięki programowi, to bardzo dobrze. Jednak moim zdaniem, prawdziwe relacje, uczucia i szanse na małżeństwo znajdują się raczej daleko poza kamerami.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • Maluczki
    25.09.2014 19:27
    Cóż! Wyznawcy materii, czyli materialiści, przez głupich ludzi nazywanych ateistami, to egoiści, innych ludzi uważający za rzecz.
    To co Pani opisała, to nie jest wybór żony, tylko wybór kobiety do spółki egzystencjalno-seksualnej, w której nie ma miłości małżeńskiej, tylko nagie wyrachowanie.
    Małżeństwo, to kobieta i mężczyzna, złączeni miłością małżeńską, która jest dalszym ciągiem miłości oblubieńczej po zawarciu małżeństwa. Miłość oblubieńcza jest emanacją miłości stwórczej Boga na człowieka. Jest czysta, czyli pierwsza i jedyna. Jest silnym pragnieniem bliskości kochanej osoby.
    Do miłości oblubieńczej ludzie są zdolni w okresie dojrzewania i krótko po nim. Później ludzie zamykają się w sobie, co przejawia się cechami starokawalerstwa i sparopnieństwa.
    Aby umożliwić ludziom zawieranie małżeństw, należy dzieci do tego wychowywać, czyli kształtować ich świadomość w tym kierunku. oraz stwarzać warunki dla zakładania rodzin przez nowe małżeństwa, czyli umożliwiać samodzielne mieszkanie, zdobywanie środków do życia i samodzielne życie.
    Miłość małżeńska, to jedyne godne człowieka źródło życia ze strony ludzi.
    Małżeństwa są złączone Bożymi więzami i się samoistnie nie rozpadają.
    Księża nie muszą do nich apelować, aby "wytrwali w związku", bo oni bez siebie nie mogą żyć.
    Ludzie! Jak nasz Kościół podupadł. Nie wie już co to jest małżeństwo i wiele innych rzeczy.
    Jeżeli to się nie zmieni, to Pan Bóg zrobi z tym porządek
  • linka
    26.09.2014 21:38
    Nie posiadam telewizora od 13 lat. To lepsza jakość życia.
  • nie mam tv
    26.09.2014 21:39
    W konkurencyjnej stacji, na szczęście nie za publiczne pieniądze jest program: matka szuka żony dla syna. To dopiero jest żenada...
    Nie od dziś wiadomo, że telewizja ogłupia. Idą ludzie, którzy za wszelką cenę chcą się pokazać, ale niby jednak nie chcą... tak samo odzierają się z prywatności w tok szołach opowiadając o ilości partnerów seksualnych, albo przebytych chorobach wenerycznych, jak na fejsbuku wrzucają zdjęcia usg nienarodzonych dzieci, żeby potem wrzucać zdjęcia dzieci w pieluchach, z pierwszą kupką, pierwszym ząbkiem, itd... Ludzie zupełnie nieświadomie odzierają się z prywatności, myśląc, że jak się pochwalę tym co robię, to to będzie takie fajne. Nie jest. Tak jak żenujący program o rolniku co żony szuka...
    Chrońmy prywatność!
  • Nesti
    26.09.2014 21:42
    Pani Agato, po obejrzeniu jednego odcinka "Kto poślubi mojego syna" uzna Pani "Rolnika szukającego żony" za szczyt kultury i dobrego smaku... Zobaczyłam "Kto poślubi..." w celach czysto socjologicznych, dotrwanie do końca uważam za swoj sukces. Natomiast mimo mojego psychologicznego wykształcenia naprawdę nie potrafię zrozumieć, co dzieje się w kobiecie, która publicznie, przed kamerami odpowiada potencjalnemu mężowi i przyszłej teściowej na pytania: "czy rozmiar ma znaczenie" albo "co myślisz o trójkącie w łóżku"... a jednak ktoś to ogląda i ktoś w tym występuje... Mam wrażenie, że świat staje na głowie :/
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama