Kryzys jest szansą

O lekarstwie na pogardę i bezcennej wiedzy, która rodzi więź, z Michałem Piekarą rozmawia Weronika Pomierna.

Reklama

Weronika Pomierna: Rozmowa w autobusie. Dziewczyna relacjonuje stojącemu obok chłopakowi wesele sprzed tygodnia. W czasie oczepin panna młoda rzuciła welon i... żadna z dziewczyn nie pokwapiła się, żeby go złapać. Nikogo nie interesuje już dzisiaj małżeństwo?

Michał Piekara: Ludzie boją się małżeństwa, ponieważ boją się rozstania. Jeśli doświadczyli, że zaangażowanie i bliskość oznaczają w konsekwencji zranienia, to mogą bać się wchodzić w bliskie relacje.

Pracujesz jako terapeuta w krakowskiej Klinice Małżeńskiej. Czy widzisz jakieś nowe trendy, jeśli chodzi o powody, dla których małżeństwa nie wytrzymują próby czasu?

Kiedyś problemy pojawiały się, gdy rodziły się dzieci lub trzeba było posłać je do szkoły. Wiele par przychodzi teraz na terapię już po roku małżeństwa. Coraz więcej osób uważa, że rozstanie jest rozwiązaniem problemu. Taka postawa dominuje zwłaszcza u par, które mieszkały ze sobą przed ślubem. Te pary łatwiej odpuszczają walkę o małżeństwo. Raczej nie postrzegają kryzysu jako sytuacji wymagającej mobilizacji.

Już po roku idą na terapię? Dlaczego tak szybko?

Ponieważ nie mają wiedzy o sobie. Spędzają ze sobą dużo czasu, ale często nie rozmawiają o tym, co najważniejsze. Dopiero po ślubie odkrywają prawdę o drugiej osobie.

Boją się, że jeśli ktoś zobaczy, jacy są naprawdę, to zostawi ich?

Dokładnie tak. A najpierw wyśmieje i wykorzysta. Razem z żoną prowadziliśmy przez lata warsztaty dla narzeczonych. Zauważyliśmy, że pary chętnie rozmawiają i ujawniają prawdę o sobie, gdy mówią o rzeczach przyjemnych. Jeśli muszą porozmawiać na tematy trudne, to zaczynają się schody. Ze zdumieniem wielokrotnie odkrywaliśmy, że są ludzie, którzy mają ślub za 3 miesiące i nigdy nie rozmawiali o historii swojej rodziny, o czystości, o tym, jak radzą sobie ze wstydem i swoimi kompleksami. Wiele par nigdy nie poruszało takich tematów jak relacja z Bogiem. Po każdych warsztatach kilka par rozstawało się. Uświadamiali sobie, że to jednak nie ta osoba. To pokazuje, do jakiego momentu ci ludzie musieli dojść, żeby poważnie ze sobą porozmawiać.

Pewnie pytaliście ich o wizję małżeństwa. Klasyka warsztatów dla narzeczonych. Mieszali się w zeznaniach?

Bardzo często okazywało się, że w wielu przypadkach mają zupełnie inne oczekiwania. Na przykład on chce mieć dużą rodzinę, a ona chce realizować się w pracy. Inaczej patrzą na to, jak chcą spędzać wolny czas, jak wychowywać dzieci. Każde z nich ma jakąś wizję, która jest realna. Problem polega na tym, że nie jest to wspólna wizja, a ci ludzie po ślubie mają przecież być jednym ciałem. Druga rzecz to wyobrażenia o związku, które się nie realizują. Przyszła do nas niedawno para, która powiedziała, że nie są już w sobie zakochani. Dramat. Oczekiwali, że chemia będzie trwać cały czas i teraz jest problem. Zazwyczaj ludzie decydujący się na małżeństwo chcą być ze sobą na zawsze. Czasem zapominają, że dzielenie ze sobą życia oznacza też dzielenie ze sobą przeszłości. Jeśli mamy problem z odsłonięciem się przed kimś najbliższym, oznacza to, że albo nie ma w naszym życiu człowieka, któremu ufamy, albo że mamy w sobie bardzo dużą wewnętrzną ranę.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • Plum
    14.11.2014 20:54
    Również dziękuje za tekst. Bardzo mi pomógł i konkretnie.
  • mmm
    18.11.2014 11:57
    Pierwsze pytanie p. Weroniki, nikt nie chciał podnieść welonu i teza, ludzie boją się małżeństwa. Zastanawiam się czy nie mogło być tak, że akurat na tym weselu byli sami konserwatywni katolicy, którzy nie wierzą w zabobony i ich nie przestrzegają bo podobno to grzech???
    Drugie pytanie i odpowiedź że ludzie przychodzą do poradni po roku małżeństwa szczególnie ci którzy żyli wspólnie przed ślubem.
    Trzecie pytanie: przychodzą tak szybko bo po ślubie dowiadują się prawdy o sobie.
    Przecież w tym wywodzie brakuje logiki najpierw przed ślubem ileś tam lat żyją ze sobą a po ślubie przychodzą do poradni bo się nie znają :)). Miałoby to jakiś sens gdyby przed ślubem nie żyli wspólnie, po ślubie zamieszkują ze sobą i zaczynają się poznawać i przychodzą rozczarowania.
    Poza tym dalsza część dialogu to nic nowego dla ludzi żyjących w związkach, normalne jest, że zawsze przychodzą momenty kryzysowe i tak jest w każdym małżeństwie. Inny problem to ten w jaki sposób ludzie sobie radzą z tymi kryzysami.
  • MateuszPJDec
    18.11.2014 12:21
    Nie przetrwałbym gdyby nie:
    a) postawa moich rodziców
    1. "dryl pruski" ze strony mamy,
    2. byłem/jestem traktowany jak gówniarz, więc czasem przystoi zachowywać się jak na gówniarza przystało,
    b) gdyby Anka nie grała na moich uczuciach i emocjach.

    Bóg uzmysłowił mi to w trakcie próby niszczenia, którą podjęło pogaństwo i ateiści.

    Chciałbym, żeby moje przyszłe małżeństwo było szczęśliwe. Niezależnie od tego z którą kobietą. Nie będę ukrywał, że najbardziej komfortowo czułbym się z nią, lecz jeśli Bóg wybrał inaczej niech wydarzy się wg JEGO woli.

    Cisza jak ta - "Ciebie szukałem"
  • Szaweł
    18.11.2014 13:38
    Nie przetrwałbym gdyby nie:
    a) postawa moich rodziców
    1. "dryl pruski" ze strony mamy,
    2. byłem/jestem traktowany jak gówniarz, więc czasem przystoi zachowywać się jak na
    gówniarza przystało,
    b) gdyby Anka nie grała na moich uczuciach i emocjach.

    Bóg uzmysłowił mi to w trakcie próby niszczenia, którą podjęło pogaństwo i ateiści.

    Chciałbym, żeby moje przyszłe małżeństwo było szczęśliwe. Niezależnie od tego z którą kobietą.
    Nie będę ukrywał, że najbardziej komfortowo czułbym się z nią, lecz jeśli Bóg wybrał inaczej niech
    wydarzy się wg JEGO woli.

    Cisza jak ta - "Ciebie szukałem"
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama