Z prawnukami na Skypie

Chemią, muzyką i sztuką zafascynował się, będąc małym chłopcem. Swoimi pasjami zaraził już kilka pokoleń. Zaraża i dziś!

Reklama

Zawsze elegancko ubrany, z manierami godnymi gentlemana najwyższej klasy, chętnie przyjmuje gości w swoim domu na krakowskim Zwierzyńcu. – Pamięta on koniec XIX wieku, a ja urodziłem się w nim w 1912 r. – mówi. – Proszę się częstować! – zachęca, podając półmisek z ciastkami i ciepło się uśmiechając.

Honorowy słuchacz

Profesor Adam Bielański, który w grudniu skończy 102 lata, wciąż pracuje w Polskiej Akademii Nauk i bez obowiązków nie wyobraża sobie życia. W wolnych chwilach lubi słuchać muzyki klasycznej, a zwłaszcza Beethovena. Przed laty sam także sprawiał bliskim przyjemność, zamieniając nuty w piękne dźwięki. – Gdy miałem sześć, a może siedem lat, zacząłem uczyć się gry na fortepianie. Potem byłem uczniem krakowskiego konserwatorium muzycznego – opowiada.

Głęboko w pamięć zapadło mu też pewne wydarzenie muzyczne. – Jako kilkunastoletni chłopak byłem na koncercie Artura Rubinsteina, który za jakiś czas został pianistą nr 1 na świecie. Do dziś pamiętam, jak wspaniale grał muzykę hiszpańską – wspomina. Gdy tylko może, chodzi na koncerty do Filharmonii Krakowskiej. Wszyscy go tam znają i bardzo cenią. – Profesor to największy meloman wśród chemików i największy chemik wśród melomanów – zapewnia Bogdan Tosza, dyrektor Filharmonii Krakowskiej. Gdy dwa lata temu, pod koniec października, zaczynał tutaj pracę, zdecydował, że na początku grudnia filharmonia zorganizuje wyjątkową imprezę – 100. urodziny profesora Adama Bielańskiego. Poprosił więc sekretariat o umówienie spotkania z jubilatem.

– Myślałem, że pójdę do domu profesora, aby zaprosić go na ten koncert i przedyskutować szczegóły. Profesor bardzo ucieszył się z pomysłu, ale powiedział, że on sam do mnie przyjdzie, bo codziennie rano chodzi do swojego Instytutu Katalizy i Fizykochemii Powierzchni w Polskiej Akademii Nauk i wpadnie do mnie na kawę – wspomina dyr. Tosza. Nie byłoby w tym może nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że aby dostać się do gabinetu dyrektora filharmonii, trzeba wejść na drugie piętro, pokonując 75 wysokich schodów. Wiele młodych osób, bez dobrej kondycji fizycznej, ma po nich zadyszkę. – Dla profesora nie były one żadnym problemem. Spotkałem się z energicznym i eleganckim starszym panem. Podczas urodzinowego koncertu zaprosiłem jubilata na estradę. Przedstawiłem publiczności człowieka nadzwyczajnego, który w filharmonii gości od początku jej istnienia, czyli od 3 lutego 1945 r. – opowiada dyrektor Bogdan Tosza.

Do dziś profesor przychodząc na koncerty, pokonuje schody prowadzące na pierwsze piętro. Tam jest balkon, gdzie od lat ma swoje ulubione miejsce. Gdy kupował abonament, zawsze rezerwował ten sam fotel. – Teraz jest już naszym honorowym słuchaczem. Gdy 27 września, podczas koncertu inaugurującego nowy sezon artystyczny, dziękowałem wszystkim gościom, w tym profesorowi, za obecność, publiczność powitała go gromkimi brawami – mówi dyrektor Filharmonii Krakowskiej. – Czasem, w przerwie koncertu, podchodzi do mnie, by zamienić kilka słów i pochwalić jakiegoś muzyka z orkiestry. „Jestem pod jego ogromnym wrażeniem” – dodaje. – Bardzo się cieszę, że w tym sezonie w filharmonii będą zagrane wszystkie utwory Fryderyka Chopina. Z radością przyjąłem też zapowiedź dyrektora, iż częściej będą tu grane utwory polskich kompozytorów pracujących za granicą – komentuje profesor program artystyczny filharmonii na najbliższe miesiące.

Pierwsze eksperymenty

Adam Bielański studia ukończył na Uniwersytecie Jagiellońskim. Miał 24 lata, gdy jako młody magister w 1936 r. rozpoczynał karierę naukową w katedrze chemii fizycznej Akademii Górniczo-Hutniczej. Jej szefem był prof. Adam Skąpski. Choć tak naprawdę nauką interesował się już w dzieciństwie. Miał ją we krwi, po ojcu – inżynierze i absolwencie Politechniki Lwowskiej, który do Krakowa przyjechał w 1907 r., by pracować przy tworzeniu melioracji miasta. – Kraków nie miał wtedy żadnych zabezpieczeń przeciwpowodziowych. Gdy Wisła wylewała, był zupełnie bezbronny, a woda sięgała Plant – przypomina profesor.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama