Bo do tanga trzeba dwojga

Ponad 50 par w jednym czasie wybrało się na randkę do jednego miejsca. Dla wielu z nich była to  pierwsza od wielu lat rozmowa o wzajemnych relacjach i bliskość, jakiej nie doświadczali od czasu ślubu.

Reklama

Bliskość między małżonkami nie tworzy się sama. Sama to najwyżej znika. – przekonują Ilona i Benedykt Gazi, współorganizatorzy pierwszej lubelskiej randki małżeńskiej. Tylko jak ją budować pośród tysiąca codziennych spraw, zabiegania, chorób dzieci, wymagań w pracy, konfliktów z teściami czy sąsiadami? – Można by długo wymieniać, ale zamiast tworzyć listę przeszkód, chcieliśmy dać sobie i innym możliwość powrotu do bliskości, jaka była między nami w dniu ślubu – opowiadają.

Pomysł nie jest nowy, podobne randki dla małżeństw odbywają się w różnych stronach Polski. Do Lublina przykład przyszedł z Rzeszowa. – Byliśmy w Wadowicach na rekolekcjach dla małżeństw organizowanych przez państwa Agnieszkę i Jakuba Kołodziejów. Przyjechało na nie sporo ludzi z całej Polski – mówi Benedykt. – Doświadczyliśmy tam, że możliwy jest zachwyt współmałżonkiem od nowa. Tam też para z Rzeszowa, Elżbieta i Wiesław, podzielili się swoimi doświadczeniami organizowania randek dla małżeństw. Zapraszają na nie wszystkie chętne pary niezależnie od stażu małżeńskiego. Każde małżeństwo, które chce spędzić trochę czasu razem, a przy okazji odświeżyć swoje relacje, odetchnąć od domowych obowiązków, może przyjść. Postanowiliśmy wraz z trzema innymi małżeństwami pomysł przenieść do Lublina – opowiada.

Konstruktywna kłótnia

Początkowo sprawa wydawała się trudna. Jak zachęcić małżonków, by zdecydowali się przyjść na randkę. – Myśleliśmy sobie, że sukcesem będzie, jak uda się nam zaprosić 20 małżeństw. Mówiliśmy o tym znajomym, oni mówili swoim znajomym, poprosiliśmy o pomoc „Gościa Niedzielnego” i ku naszemu zdumieniu i radości na randkę zgłosiły się 54 małżeństwa – mówi Ilona. Jednym z nich byli Agnieszka i Tomasz Łagowscy. 

– Decydując się na randkę, wiedzieliśmy, że będzie okazja do zagrania w „małżeńską grę”, która zmusza do wyrażania różnych emocji, odsłonięcia przed współmałżonkiem swoich myśli i wyciągnięcia jakichś konstruktywnych wniosków. Dostaliśmy tę grę w prezencie ślubnym, ale jakoś nigdy w nią nie zagraliśmy. Rozmowa także nas nie przerażała, bo w domu często mówimy sobie o tym, co myślimy. A jednak okazało się, że dzięki kartom z wypisanymi odczuciami, zaletami i wadami udało się nam przeprowadzić rozmowę, jakiej do tej pory nie doświadczaliśmy. Największa różnica między rozmową w domu a tą na randce polegała na tym, że w domu wymiana zdań rzadko kończy się jakimś konstruktywnym postanowieniem, tutaj jasno było określone przez organizatorów, że mamy wyciągnąć jakieś wnioski i zastosowaliśmy się do tego. Uważam, że to krok milowy w relacjach małżeńskich – mówi Agnieszka.

Patrz mi w oczy

Organizatorzy zaprosili małżonków do restauracji pod Lublinem, gdzie każda para miała swój własny stolik. Po krótkim wprowadzeniu było półtorej godziny na szczerą rozmowę między małżonkami z pomocą kart małżeńskiej gry. Nie zabrakło także dobrego posiłku i tańców. – Staraliśmy się nie rozglądać po sali, ale dało się odczuć niezwykłą atmosferę, jaka zapanowała – mówią organizatorzy. – Potem małżeństwa dzieliły się z nami, że były wzruszenia, czasem dochodziło do konstruktywnych kłótni i poruszania bolesnych tematów, wyjaśniania sobie zawiłości we wzajemnych relacjach. Wiemy, że dla wielu była to bardzo trudna rozmowa, ale zarazem oczyszczająca. Pierwszy raz druga strona wysłuchała tego, co ma do powiedzenia współmałżonek, nie przerywając mu. Prawo do wypowiedzi miał tylko ten, kto w danym momencie miał kartę głosu. Jak skończył mówić, przekazywał kartę drugiej stronie – dodają.

Dopełnieniem było zaproszenie małżonków do tanga. – Nie chodziło tu tylko o naukę kroków. Tango zostało pokazane jako dialog mężczyzny i kobiety. Do tego mieliśmy patrzeć sobie w oczy. Utrzymać tak długo kontakt wzrokowy z małżonkiem, gdy na co dzień mijamy się gdzieś w biegu, nie było sprawą łatwą. Mieliśmy się nie rozglądać, ale całą uwagę skupić na sobie. Nie pamiętam, kiedy tak długo patrzyłam mężowi w oczy – śmieje się Agnieszka. Najmłodsze stażem małżeństwo miało zaledwie trzy tygodnie, najstarsze przekroczyło 30 lat wspólnego życia. Okazało się, że takie randki potrzebne są małżonkom w różnym wieku i różnej kondycji. Większość z nich dopytywała, kiedy będzie następna randka małżeńska. Organizatorzy obiecali, że postarają się w przyszłym roku i później przedsięwzięcie powtarzać.

«« | « | 1 | » | »»

TAGI| KOŚCIÓŁ

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama