Sieroty rozwodu

To był najgorszy dzień w moim życiu – mówią dzieci, których rodzice się rozstali. Wiele z sierot rozwodów wpada w depresję, alkoholizm i ucieka się do samobójstwa. Przez całe życie szukają swojej tożsamości.


Reklama

Rodzina jest jak rusztowanie, na którym dziecko bezpiecznie buduje swoją tożsamość. Kiedy runie, dziecko zaczyna żyć w chaosie, traci oparcie. I nic nie jest w stanie zagłuszyć w nim bolesnych jak kolce pytań: Co jest w życiu ważne? Komu ufać? Co jest wartością? Czemu tata czy mama już mnie nie chce, skoro odchodzi? Takie pytania stawiają sobie bohaterowie poniższych historii. 


Najgorszy dzień w życiu


Rodzice Moniki rozstali się pół roku temu. – Mama weszła do pokoju i powiedziała, żebym się pakowała, bo za pół godziny się wyprowadzamy – opowiada Monika. – Czułam, jak ziemia się pode mną zawala.
Monika następnego dnia ma opuchnięte oczy w szkole. Noc spędziła z głową wtuloną w poduszkę. – Wszyscy pytali, co się stało. Kłamałam, że przewiało mnie na sopockim molo. Że pojechaliśmy na przejażdżkę z rodzicami – mówi. – Ale po kilku dniach już miałam dosyć i nienawidziłam tych pytań.
Śliczna blondynka, ostre rysy twarzy, obrywa skórki przy paznokciach. Trzęsą się jej ręce. Przez kilka miesięcy przed rozwodem rodziców wybierała meble do pokoju. Myślała, że będzie remont. Był, ale w nowym domu. – Teraz będę miała bliżej do szkoły. Przedtem woził mnie tata... – mówi.


Od kilku tygodni Monika ma już uśmiech na twarzy. To maska – twierdzą koleżanki. Ostatni weekend spędziła w Paryżu. Z mamą i… „wujkiem”, który kupił jej nowego quada. Za kilkanaście tysięcy. Jest szpan w klasie. Do taty dziewczynka jeździ co drugi weekend, więc chwali się, że ma dwa pokoje.
– A który naprawdę jest twój? – pytam. Nie odpowiada...
Marcin za rok kończy gimnazjum. Jego brat Szymon jest teraz w pierwszej klasie podstawówki. Ojciec Marcina przed kilkoma laty dostał intratną posadę w branży handlowej w Warszawie. Awansował na dyrektora oddziału. Ale oni mieszkali w Gdyni, gdzie mama – naukowiec z doktoratem, specjalizacją – miała dobrą pracę. Decyzję o przeprowadzce do stolicy rodzice podjęli razem. W Warszawie kupili piękną willę, tylko że Beata w willi była sama, bo mąż co trzeci weekend leciał w inny rejon świata w interesach: Chiny, Kanada, Sri Lanka… A mama Beaty co dwa tygodnie przyjeżdżała z Gdyni, żeby córka mogła wyjść z domu, poszukać pracy. Potem było kilka mocnych awantur, po których Beata spakowała walizki, zabrała dzieci i wróciła do Gdyni. – Teraz już babcia jest na miejscu. Tu pomaga – mówi Marcin. 
Marcin, wysoki brunet, okulary, niebieskie oczy, spuszcza głowę. – Teraz tata wpadł na weekend, zagląda do nas co dwa, trzy tygodnie. Oblecieli wszystkie sklepy w centrum handlowym, obiad zjedli we włoskiej restauracji, a i tak Szymek stwierdził: – To był najgorszy dzień w moim życiu.
Mama wyjechała w tym czasie na sympozjum. I znowu chłopcy byli tylko z jednym rodzicem. Co niedziela idą do kościoła z mamą. Ani ona, ani nastoletni Marcin do Komunii nie idą. Wymykają się zaraz po błogosławieństwie, byle nie wpaść na znajomych 


Nowe ubóstwo


„Jak możecie prosić o Komunię św., skoro wielu z was rozbiło rodziny, poraniło dzieci i żyje w grzechu ciężkim!?” – grzmiał w czasie ostatniego synodu o rodzinie kard. Christoph Schönborn. Rodzice metropolity Wiednia rozwiedli się, kiedy miał 13 lat. „Strasznie to przeżywałem, obarczałem się, jak każde dziecko, winą. Najgorszym dniem w całym moim dotychczasowym życiu był ten, w którym dowiedziałem się, że rodzice się rozwodzą. Na szczęście ciocie, wujkowie otaczali nas miłością, pomagali mamie. Przetrwaliśmy, ale ranę noszę do dzisiaj. I nikt nie jest w stanie tego zmienić” – mówił. „Dziś pochylamy się nad dopuszczeniem do Komunii rozwiedzionych, litujemy się nad nimi, a kto będzie współczuł dzieciom?!” – pytał. 
Jeszcze mocniejsze są słowa kard. Gerharda Müllera, prefekta Kongregacji Nauki Wiary: „Nie głód ani bieda, a sieroctwo po separacji lub rozwodzie rodziców to największa nędza setek tysięcy dzieci w Europie, obu Amerykach, w najbogatszych krajach świata. Ci, którzy muszą wzrastać bez jednego z rodziców, tzw. sieroty rozwodu, często opływając w dobra, pieniądze, są pozbawieni najważniejszego fundamentu w życiu człowieka: miłości obojga rodziców, rodziców, którzy rezygnują z samych siebie dla dzieci”. W wywiadzie rzece udzielonym Carlosowi Granadosowi kardynał boleje nad tym, że tak mało mówi się o cierpieniu dzieci rozstających się rodziców. Papież Franciszek w czasie niedawnego sympozjum o roli mężczyzny i kobiety w rodzinie, które odbyło się w Watykanie, mówił wręcz o „dewastacji duchowej i materialnej sierot rozwodowych”.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • oscylator
    06.12.2014 21:52
    O małżeństwo trzeba walczyć od pierwszego dnia po ślubie.
  • Tatko
    07.12.2014 13:27
    "...sieroctwo po separacji lub rozwodzie rodziców to największa nędza setek tysięcy dzieci..." - wiem, że ojciec powinien być z dziećmi na codzień i spędzać z nimi każdą wolną chwilą ale czemu autor tekstu nie rozpatruje drugiej strony medalu i nie zauważa, że dziecko żyjące w rodzinie w której widzi i słyszy ciągłe nieporozumienia rodziców jest jesscze bardziej narażone na psychiczny uszczerbek??? I z całym szacunkiem ale moje dzieci nie są sierotami!!!
    "...sieroty rozwodu są pozbawione najważniejszego fundamentu w życiu człowieka: miłości obojga rodziców..." - z całym szacunkiem ale kocham moje dzieci ponad wszystko i nikt nie wmówi mi, że jest inaczej.
  • Sierota która osierociła
    08.12.2014 05:00
    Najtrudniejszy temat jaki kiedykolwiek czytałam. Chciałabym rozpisać się tu na kilka tomów, ale brakuje mi słów bo tego porostu nie da się skomentować to rozumie tylko ten kto sam to przeszedł. Nikt nigdy nie zrozumie nas sierot. Dodam tylko ze te związki w których jest przemoc powinny się rozejść. !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
  • Andrzej
    09.12.2014 22:14
    Zycie w hipokryzji, kłamstwie, fałszu... Czy to chcecie zafundować dzieciom? To chcecie pokazać, tego nauczyć? Jeśli oboje małżonków z pomocą Boga nie podejmą walki o rodzinę na nic zdadzą się wysiłki jednego z nich! Wtedy szansę dla dzieci może być miłość każdego z nich, lecz w takiej sytuacji lepiej osobno.. Prawda jest lepsza od okłamywania, że wszystko jest dobrze i robienie czegoś na pokaz lub na siłę. Lepsza goszka prawda niż najpiękniej okazywane kłamstwo.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama