Trzecia strona Adwentu


Rozpoczął się Adwent. A wraz z nim odwieczne narzekanie.

Reklama

Z jednej strony słychać smętne jęczenie, że znów skomercjalizowany Adwent. Że zamiast ciszy i skupienia, zewsząd słychać amerykańskie pseudokolędy. A zamiast przygotowań do Bożego Narodzenia – trwa szał gwiazdkowych zakupów. Na pierwszy rzut oka rzeczywiście komercja przygniata sacrum. I człowiek gubi się w tym krasnalowym, merrychristmasowym „hohoho”. Z drugiej strony rozlega się narzekanie na „robotę”. Bo znów trzeba mieszkanie nabłyszczyć, trzeba nagotować na pułk wojska. Bo i prawda. Pewne rzeczy związane z „technicznym” przygotowaniem Bożego Narodzenia trzeba wykonać. A niektórym, jak wiadomo, z „techniką” nie po drodze. Więc pojawia się stres...

Spokojnie. Jak jest strona pierwsza i druga, to warto postarać się o trzecią. Bez narzekania, jęczenia, bez stresu i wysiłku, który z radosnym oczekiwaniem ma niewiele wspólnego. Trzecia strona Adwentu. Spokój, radość, błogosławiony czas – błogosławionego stanu. Ta strona istnieje! Z roku na rok widzę to wyraźniej. Wśród bliskich i dalszych znajomych, w przedświątecznych akcjach, które mają Adwentowi przywrócić prawdziwe znaczenie. W odnawiającej się radości z Mszy św. na cześć Matki Bożej: na Roraty w mojej parafii z roku na rok chodzi coraz więcej osób. W parafiach ościennych, podobnie. Coraz więcej osób włącza się do przeróżnych adwentowych pomysłów pomocowych. I nie chodzi wyłącznie o te wielkie, najbardziej znane i nagłośnione. Myślę tu o nieznanych niemal nikomu, lokalnych akcjach, które z jednej strony pomagają uboższym „technicznie” przygotować święta, a z drugiej pomagają uwierzyć, że na tym „złym świecie” nie jesteśmy zupełnie sami. I wokół nas jest bardzo dużo dobrych, życzliwych ludzi. Więc gdy następnym razem przyjdzie nam ochota do narzekania i przedświątecznego jęczenia, warto wygonić ją metodami konstruktywnymi. A jednocześnie bardzo potrzebnymi: rzetelną robotą dla innych, spojrzeniem poza perspektywę własnego nosa. Ze spokojem dla siebie i prawdziwą radością oczekiwania na najważniejsze Narodziny. Wtedy ani nudno nie będzie, ani przedświąteczne przepracowanie nas nie dopadnie, ani nawet kolorowy krasnal nie będzie nas już więcej denerwował. Bo go po prostu nie zauważymy.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • Anna
    04.12.2014 11:49

    Pani Agato:  "Merry Christmas" a nie "Marry Christmas". Ja rozumiem, że Pani się wszystko z małżeństwem kojarzy, ale jak się nie jest pewnym, trzeba sprawdzić.

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama