Błogosławieni, którzy mają mdłości...

– Przez dłuższy czas modliłam się o etat. Kiedy okazało się, że spodziewam się dziecka, dostałam trzy propozycje pracy. Niestety, mój stan dyskwalifikował moją kandydaturę. Wówczas bardzo mocno poczułam, że poczęcie trzeciego dziecka to egzamin z ufności – mówi Monika Bakalarska.

Reklama

Monika, Anna i Joanna to trzy aktywne kobiety, którym kilka, a nawet kilkanaście tygodni przed świętami Bożego Narodzenia Bóg przesłał telegram. Mimo że prawie żadna nie spodziewała się tej przesyłki, przyjęły ją z wielką radością. List nie zawierał słów. Całą jego treść stanowiły dwie kreski. Czerwona i niebieska. Ich widok potwierdził, że Dawca Życia postanowił po raz kolejny obdarzyć je błogosławieństwem. W pakiecie była przewidziana także konsultacja z najlepszą specjalistką od szczęśliwego rozwiązania. Telefon i Jej adres wszystkie od dawna znały na pamięć.

Czy Maryja się tak czuła?

Monika i Tomasz Bakalarscy od 7 lat są małżeństwem. Mają dwie córki w wieku 6 i 4 lat. To już trzeci stan błogosławiony, który Monika przeżywa w Adwencie. Dwa razy przypadał on na końcówkę ciąży. Tym razem zbiega się z początkiem. – Muszę przyznać, że nie jest to dla mnie czas błogosławiony w sensie dosłownym. Jest on taki w sensie ewangelicznym – przyznaje Monika, która każdego dnia do ośmiu błogosławieństw dodaje kolejne: błogosławieni, którzy wymiotują, błogosławieni, którzy mają mdłości, którzy są wiecznie senni, błogosławieni, którzy nie mieszczą się w ubrania i tyją bez kontroli, albowiem będą obdarowani.

– Przeżywając to wszystko z Maryją, nieraz się zastanawiam, czy Ona, nosząc pod sercem Jezusa, czuła się tak fatalnie fizycznie jak ja. I przyznam, że na razie nie znam jeszcze odpowiedzi. Wiem natomiast, że Bóg, wkraczając w Jej życie, rozsypał Jej plany, ale i okazał swoją wielką moc. Józef był fajnym facetem. Mogła żyć normalnie, mając cudowną rodzinę. On miał dla Niej coś innego, lepszego, większego. Mam nadzieję, że tak będzie też w moim przypadku. Jak już wspomniałam, przed poczęciem długo modliłam się o pracę. Kiedy zobaczyłam dwie kreski na teście ciążowym, dostałam trzy propozycje. Zrodziło mi się wówczas pytanie w sercu: „Panie Boże, czy nie mogłeś tego dziecka dać dwa, trzy miesiące później?”. I choć tego nie pojmuję, wiem, że drogi Pana Boga są zupełnie inne niż moje – mówi Monika, która przyznaje, że i tak ma mało powodów do narzekań. Brak pracy to jedyny krzyż, który niesie. Do niczego innego nie może się przyczepić. Ma wyjątkowego męża, cudowne dzieci, wspierającą rodzinę i grono przyjaciół, na których zawsze może liczyć. Ciesząc się małą stabilizacją, dziwi się, jak Panu Bogu udało się namówić ich na kolejne dziecko.

– Od dawna był we mnie schemat 2+2. Z drugiej strony, kiedy patrzyłam na Tomka jako na ojca, czułam, że to jest nie fair, żeby takiego tatę miało tylko dwoje dzieci. No i zapragnęłam po raz kolejny być mamą. Dwie kreski nie były zaskoczeniem, bo pragnienie dziecka było już głęboko zakorzenione w naszych sercach. Najpiękniejszym momentem i zarazem lekcją była reakcja dzieci. Powiedzieliśmy im o tym podczas modlitwy. Kiedy zobaczyłam ich piski, śmiech, skakanie i taniec, natychmiast przyszła mi refleksja, że tak powinien się cieszyć człowiek na wieść o każdym nowym życiu. Pomyślałam wówczas, że pewnie tak też z każdego nowego człowieka cieszy się Bóg. Dzieci pokazały nam czystą miłość – dodaje wzruszona Monika.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

TAGI| RODZINA

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama