To oni usprawnili mnie

O uczeniu się niepełnosprawności, spotkaniu w połowie drogi i korkach przysyłanych w paczce z ks. Henrykiem Bardoszem, przewodniczącym Stowarzyszenia „Modlitwa i Czyn”, rozmawia Mira Fiutak.

Reklama

Mira Fiutak: Działacie o wiele dłużej niż istnieje samo Katolickie Stowarzyszenie Niepełnosprawnych i Ich Przyjaciół „Modlitwa i Czyn”, które właśnie obchodziło 10-lecie.

Ks. Henryk Bardosz: Zaczynaliśmy pod koniec lat 80. Z taką ideą, żeby iść za organizacjami, które wtedy istniały, i wkraczać tam, gdzie one nie działają. Na przykład przygotowując do Pierwszej Komunii Świętej i bierzmowania.

Jaki był pierwszy Księdza kontakt ze środowiskiem niepełnosprawnych?

My, księża, nie byliśmy przygotowani w seminarium do spotkania z osobami niepełnosprawnymi. Wszystkiego uczyłem się od ich rodziców, którzy często zarzucali księżom, że np. nie zgadzają się na Komunię ich dzieci. A my po prostu baliśmy się niepełnosprawnych. Wtedy nie było jeszcze szkół integracyjnych, przedszkoli, tylu WTZ-ów. Pamiętam, że kiedyś powiedziałem rodzicom: macie pretensje do nas, ale to wy nie wychodziliście z waszymi dziećmi, nie nauczyliście nas kontaktu z nimi. Pójdźmy na ugodę, my nauczymy się niepełnosprawności, a wy normalności w naszych kontaktach. Z tych pierwszych nieformalnych spotkań na początku lat 90. wyłoniło się Centrum Integracji Niepełnosprawnych w Gliwicach, potem zostaliśmy jego kołem. Od 1996 roku prowadziłem turnusy rekolekcyjne w CIN. Nie miałem żadnego doświadczenia. Zdaję sobie sprawę z tego, że przez te lata też pokaleczyłem wielu moją wizją patrzenia na osoby niepełnosprawne, które chciałem, czasem na siłę, usprawnić. A oni potrzebują czegoś zupełnie innego – towarzyszenia, bycia z nimi. Okazało się, że to oni musieli „usprawnić” mnie.

Na czym to polegało?

Musiałem inaczej popatrzeć na osoby niepełnosprawne. Jak mówi Brygida z naszego stowarzyszenia, która jeździ na wózku, żebyśmy razem się spotkali, musimy mieć do tego płaszczyznę. Ja muszę się zniżyć do osoby niepełnosprawnej, żeby ją zobaczyć, a ona troszeczkę wyżej się podciągnąć. I wtedy spotykamy się tak w połowie. Zrozumiałem też, że wszyscy jesteśmy w pewnym sensie osobami „niepełnosprawnymi”, oni – ze względu na swój stan fizyczny czy psychiczny, a ja – bo też nie wszystko potrafię. Dużo zawdzięczam spotkaniom ze wspólnotą Cichych Pracowników Krzyża w Głogowie, dokąd jeździmy na turnusy, która uczyła nas patrzenia na osoby niepełnosprawne. Obecnie jesteśmy w zupełnie innej sytuacji: są szkoły, przedszkola integracyjne, duszpasterstwo. Może teraz nadszedł czas, żebyśmy zaczęli słuchać osób niepełnosprawnych. Zobaczyli bogactwo, jakie w nich jest. Widzieliśmy to wszyscy na imprezie integracyjnej „Inny świat”, kiedy wyszli na scenę z przedstawieniem czy zaprezentowali tomik swoich wierszy. Świętowanie 10-lecia chcieliśmy wykorzystać na to, żeby właśnie ich pokazać, żeby mówić o osobach niepełnosprawnych. Jest też pytanie, kto komu więcej zawdzięcza. Ja twierdzę, że osoby niepełnosprawne nam zawdzięczają mało, my im – naprawdę dużo. Uczymy się od nich zupełnie innego patrzenia na świat.

Czego Ksiądz się nauczył?

Przede wszystkim tego, że w życiu trzeba czasami przystanąć. Osoba niepełnosprawna nie może tak szybko biec. Nauczyłem się, że najważniejsza jest chwila, ta chwila. Nie jutro, pojutrze... Spotykam się z kimś i on teraz jest dla mnie wartością. Nie będę myślał o tym, co za 15 minut. Uczę się takiego zatrzymania, skupienia na chwili, zauważenia tego, co my, sprawni, często pomijamy. Bo gonimy ciągle do przodu, przelatujemy nad tym.

Od dwóch lat budujecie w Zabrzu dom.

Ciągle spotykaliśmy się z pytaniem rodziców: co będzie z naszymi dziećmi po naszej śmierci? Wiem, że nie wszystkich do tego domu przyjmiemy, bo będzie tylko 12 miejsc, ale chcemy pokazać, że niepełnosprawni potrzebują takiego miejsca. Domu, w którym każdy będzie miał swoją niezależność, pokój z aneksem kuchennym, gdzie będzie mógł się czuć u siebie. Ale też jak w rodzinie, bo podstawą naszego bycia razem będzie wspólny stół. Osoba niepełnosprawna przy niewielkiej pomocy z zewnątrz może normalnie funkcjonować we własnym domu, ale ludzie tęsknią za tym, żeby być z innymi. Budynek jest w stanie surowym zamkniętym, trwają w nim zaawansowane prace. Budowa postępuje tak, jak pozwalają nam środki finansowe ze zbiórek pod kościołami, jednego procenta podatku, od darczyńców. Jest też akcja „Koreczek na domeczek”...

... która bardzo się rozwinęła.

To już jest trzeci rok. W tym czasie zebraliśmy 80 ton korków. Zaangażowane są szkoły i parafie. Dostajemy korki zza granicy – z Holandii, Anglii, Ukrainy – od osób, które przyjeżdżają w odwiedziny i... w woreczku przywożą zebrane korki. Kiedyś nawet ktoś przysłał je nam w paczce.

«« | « | 1 | » | »»

TAGI| RODZINA

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama