O matce i córce…

Dawno, dawno temu w pewnym mieście odbywał się pogrzeb starszej pani. Na pogrzebie stawiła się córka. Córka, która całe życie wojny z matką toczyła, oskarżając ją o wszelkie plagi polsko-egipskie, o toksyczne dzieciństwo oraz dziurę ozonową.

Reklama

I tylko stary ksiądz, który wiedział o konflikcie, patrzył z ambony to na trumnę, to na córkę z łagodnym uśmiechem. Bo już wiele widział i wiele wiedział. A głośno powiedział tylko kilka słów: „Matka, mimo że nie idealna, robiła dla swoich dzieci wszystko, co mogła. I robiła jak najlepiej umiała”. Teraz, gdy matki zabrakło, jej dzieci same pójdą w świat. Pokażą, jak to „prosto” i lekko wychowywać, pracować, działać.

Zawsze pod krytycznym obstrzałem spojrzeń i komentarzy, zarówno własnych dzieci, jak i dalszego otoczenia. I córka, ta sama, która z matką wojenki toczyła, rozpłakała się jak dziecko. Przypomniała sobie wszystko: dzieciństwo i ciągłe anginy, głupie szkolne miłości oraz pierwsze szaleństwa tuż po maturze. A potem przypomniała sobie, że każdy guz, który wyrastał po młodzieńczym szaleństwie, opatrywała matka. I chociaż zrzędziła i narzekała, nigdy nie odmówiła pomocy i zawsze przytuliła. Przypomniała sobie też córka te wszystkie momenty buntu i histerii, które wydawały jej się bardzo ważne.

A były naprawdę nieważne i bezsensowne. Zobaczyła matkę, która chociaż z twardą miną i nerwowo, to jednak była przy niej zawsze. Teraz córka została sama. Łzy ciekły na posadzkę kościelną. A ludzie, którzy ukradkiem oglądali rozpacz, trochę z przekąsem, trochę bezdusznie myśleli sobie: „Trzeba było wcześniej matkę docenić”. I tylko stary ksiądz podszedł po Mszy do kobiety, przytulił i powiedział: „Ona cię też bardzo kochała. Teraz też jest z tobą”. Jak to jest, że relacje matka–córka nawet w najlepszych rodzinach są czasem takie trudne? Dlaczego dwie kobiety – starsza i młodsza – często kompletnie nie potrafią się porozumieć? I mimo wieku, doświadczenia, wspólnych korzeni, idąc w jednym kierunku, podszczypują się, wykłócają i czasem wręcz niszczą?

Podobno prawdziwą dojrzałość osiąga się wtedy, gdy zaczynamy żyć własnym życiem, nie oglądając się na „trudne dzieciństwo” i „toksyczne relacje”. Dopiero wtedy doceniamy rodziców, matkę i ojca, którzy (tak jak i my!) idealni nigdy nie byli. Bo ludzie rzadko kiedy osiągają (za życia) poziom doskonałości. Chociaż zwykle bardzo chcą.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • A-Z
    05.02.2015 20:12
    "Maluczki"- myślę, że zostaniesz dziadkiem nie jesteś szczęśliwym człowiekiem. Masz jakąś wielką ranę na duszy.Dla Ciebie świat jest wielką zgryzotą i nieszczęściem.Popatrz na ludzi z innej perspektywy. Na ludzi jako dzieci Boga.
  • agvis
    09.02.2015 13:13
    Intencje autorki były dobre, ale, czytając komentarze, powinna zastanowić się, czy może sądzić relacje ludzi w konkretnych przypadkach. Chyba lepiej pisać ogólnie.
  • M.T.
    10.02.2015 20:23
    Bardzo trudny temat i tutaj potraktowany jednostronnie...
    Znam osobiście wiele relacji, gdzie matka traktuje swoje dziecko jak przedmiot, chce być dla niego bogiem i staje się największym koszmarem w życiu. Moja babcia taka jest. Moja mama do dziś bardzo cierpi z jej powodu i to, że w dzieciństwie babcia (jej mama) się nią opiekowała, nie zmazuje tego zła, które wydarzyło się później, gdy mama zaczęła dorastać.
    Oczywiście wpłynęło to i na nasze relacje mama-córka, w okresie dorastania ja również doświadczyłam, jak bardzo zachowanie matki może ranić i podcinać skrzydła. Teraz nasze relacje są już dobre, ale wiele czasu musiało minąć, zanim mogłam wybaczyć, zanim przestałam się bać być sobą i przepraszać za to, że żyję. Tylko Bóg mógł to zaleczyć i na szczęście zrobił to.
    Teraz sama jestem mamą. Bardzo się bałam mieć córkę, bałam się tego, że wszystko powtórzę i zacznę ją niszczyć, kiedy najbardziej będzie potrzebować mojej akceptacji. Codziennie modlę się do Boga, by nie zniszczyć moich dzieci.
    Wina nie zawsze jest po stronie córki... Bardzo często jest na odwrót i to rodzice nie doceniają swoich dzieci.
  • bajka
    13.02.2015 20:49
    Fajny artykuł.
    Jednak toksyczne wspomnienie z dzieciństwa ciągną się nawet wtedy jak matka już nie żyje i jak ma się już własną rodzinę.
    Matkę się w dzieciństwie i młodości kocha i nienawidzi, taka jest prawda. Dlatego staram się być inną matką dla swojej córki niż moja matka była dla mnie. Wyrosłam na osobę zakompleksioną i niepewną siebie.I chociaż jestem w wieku prawie średnim, to żal mi, że moje dzieciństwo i młodość były takie a nie inne. Mogło być inaczej, lepiej.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama