Skuteczny sposób na szczęście

– Dziś, po ponad 20 latach małżeństwa, kiedy patrzę na mojego męża, myślę sobie: „Fajny facet! Wciąż mi czymś imponuje i wciąż umie mnie zaskoczyć” – mówi Beata Głowienka.

Chyba każdy nastolatek marzy o takiej miłości. Na dobre i na złe, w zdrowiu i w chorobie i póki śmierć nas nie rozłączy. A do tego we wzajemnym szacunku i z życzliwością. A jeśli uda się wciąż patrzeć na siebie z zachwytem, to już nic więcej do szczęścia nie potrzeba. I choć w statystykach wypełnionych rozwodami trudno szukać takich małżeństw, do takiej właśnie miłości zostaliśmy powołani. Na szczęście są tacy, którzy nie tylko doświadczają tego na własnej skórze, ale też robią, co w ich mocy, żeby nauczyć innych dbać o miłość i cieszyć się jej dobrodziejstwem.

Temat, który nie dawał spokoju

– Kiedy pobraliśmy się, zaczęliśmy myśleć nad tym, co zrobić, żeby nasze małżeństwo było udane. I prosiliśmy Boga, by pokazał nam jakiś skuteczny sposób na szczęście – wspomina pani Beata. Ze śmiechem dodaje, że na odpowiedź nie czekali długo. W ciągu kilku miesięcy „znalazła ich” wspólnota Domowy Kościół. – Kiedy na jednym z pierwszych spotkań całej wspólnoty zobaczyłem tak wiele małżeństw zwracających się do siebie z czułością i szacunkiem, pomyślałem: „Ja też tak chcę!” – dodaje pan Tomasz, mąż Beaty. Dziś twierdzą, że żywa wiara w Boga i wspólnota nie tylko ukształtowały ich małżeństwo i ustrzegły przed niebezpiecznymi zakrętami życia, ale też pomogły zdobyć doświadczenie w pracy z narzeczonymi i małżonkami przeżywającymi kryzys. – W zasadzie na samym początku naszej wspólnej drogi dostaliśmy propozycję prowadzenia poradni małżeńskiej, ale uznaliśmy, że nie mamy ani doświadczenia, ani wiedzy. Jednak za każdym razem, kiedy wydawało nam się, że ten temat jest już zamknięty, wydarzało się coś, co znów kazało nam się nad nim zastanowić – tłumaczy pani Beata, mama czwórki dzieci. Raz była to konieczność poprowadzenia konferencji o naturalnym planowaniu rodziny, innym razem rozmowa z małżeństwem potrzebującym wsparcia. Aż pojawiła się możliwość ukończenia przez panią Beatę 2-letniego studium życia rodzinnego, a potem studiów na kierunku nauki o rodzinie. Zawsze interesowały ją tematy związane z relacjami, a swoją pasją zarażała męża. – Przychodziła do domu z jakimiś nowościami i razem wcielaliśmy je w życie. Bardzo się z tego cieszyłem, bo widziałem, jak pomaga nam to budować jedność małżeńską – dodaje pan Tomasz. Dziś mija ponad 10 lat, od kiedy państwo Głowienkowie dostali misję od biskupa łowickiego, która pozwala im prowadzić kursy przedmałżeńskie, a także towarzyszyć małżonkom w trudnych chwilach. – Czasem spotykamy się z niezwykle trudnymi sytuacjami. To nam pokazuje, że musimy starać się pomóc, ale ostateczny finał zależy od Boga. A doświadczając tak wiele szczęścia i miłości w naszym małżeństwie, czujemy się tym bardziej zobowiązani do tego, by pomagać szukać szczęścia innym – tłumaczy pan Tomasz.

Jak ogień i woda

Grażyna i Krzysztof Kowalscy również prowadzą poradnictwo dla małżeństw i kursy dla narzeczonych. Historia ich życia pokazuje, że po 32 latach wspólnego życia małżeńskiego można czerpać nieopisaną radość ze spędzania czasu we dwoje. – Kiedy 18 lat temu doświadczyliśmy nawrócenia, założyliśmy wspólnotę Odnowy w Duchu Świętym w Sochaczewie, a po kilku latach zaczęliśmy się zastanawiać, co zrobić z tym ogromem dobra, jaki nas spotkał. Gdzie go przekazać i mnożyć? – wspomina pan Krzysztof. Trafili na weekendy i rekolekcje dla małżeństw, podczas których nie tylko pogłębiali swoją wiedzę na temat relacji, ale też uczyli się, jak przekazywać ją innym. Nagle zrozumieli, że towarzyszenie zakochanym i małżonkom może być ich drogą. – Prawda jest taka, że zawsze stanowiliśmy udane małżeństwo i nie mamy na swoim koncie poważnych kryzysów – mówi pani Grażyna. – Ale prawdą jest również to, że jesteśmy jak ogień i woda, mamy drastycznie różne temperamenty i zainteresowania. Dlatego nie zgadzam się z twierdzeniem, że trzeba być do siebie podobnym, by stworzyć udany związek małżeński. Najważniejsze jest to, by mieć prawdziwą relację z Jezusem, bo to On jest jedynym źródłem miłości. A potem liczą się komunikacja, okazywanie sobie uczuć, pielęgnacja miłości i mówienie sobie miłych rzeczy, które pielęgnują i rozwijają miłość – wymienia. Państwo Kowalscy dodają, że ze względu na wspólną pracę spędzają ze sobą całe dnie. Czym jest dla nich Dzień Zakochanych? – To każdy dzień, kiedy możemy być razem, cieszyć się sobą i stawiać czoła wyzwaniom. Tej relacji wypełnionej miłością uczymy na kursach dla narzeczonych i na warsztatach dla małżeństw w parafii MBNP w Sochaczewie-Boryszewie. Opieramy się w nich na nauczaniu św. Jana Pawła II. Jest to czas słuchania konferencji, ale też zatrzymania się nad pewnymi treściami i rozmowy ze współmałżonkiem. Dostajemy wiele pozytywnych informacji zwrotnych, dlatego wiemy, że warto to rozwijać i pogłębiać – mówi pan Krzysztof.

«« | « | 1 | » | »»

TAGI| RODZINA

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja