Nie mogłam nakarmić dzieci

– Byłam wyrzucana z domu, wyzywana, czasami też bita – opowiada pani Monika, która w Specjalistycznym Ośrodku Wsparcia dla Ofiar Przemocy próbuje poskładać swoje życie.

Reklama

Szary budynek przy ul. Bazylianówka w Lublinie wygląda jak duży rodzinny dom. Ale to dopiero jego przedsmak. Trafiają tu ofiary przemocy w rodzinie, zazwyczaj kobiety, choć coraz częściej zdarza się, że o pomoc proszą mężczyźni, rodzice i dziadkowie.

Dość!

Pani Monika mieszka w ośrodku z dwiema małymi córkami. Uciekła z domu nie przed mężczyzną, lecz przed własną matką. – To bolesne dla mnie, bo przemocy doświadczałam od rodzonej matki. Nie mogłam nawet spokojnie nakarmić dzieci – opowiada. – Starałam się to znosić w milczeniu. Ojciec nie interweniował, jakby był nieobecny – relacjonuje. Ostatnio udało jej się zapisać dzieci do przedszkola. – Będę mogła podjąć pracę i wynająć stancję. Mam nadzieję na lepsze życie – dodaje. Joanna przedłużyła swój pobyt w ośrodku o kolejne trzy miesiące. – Znalazłam pracę i potrzebuję czasu, żeby stanąć na nogi – tłumaczy. Od kilku lat była ofiarą własnego męża i postanowiła to przerwać. – Moje dziecko widziało to wszystko. Nie chciałam żyć tak dłużej – opowiada. – Pochodzę ze wsi. Mam dom, ale nie chcę tam wracać. Poza tym nie znajdę tam pracy, mimo że mam wykształcenie – podkreśla.

Zmiana profilu

Statystyki dotyczące ofiar przemocy nie są kompletne, gdyż wiele osób takich przestępstw nie zgłasza. Do przemocy dochodzi zazwyczaj w warunkach zaburzonych relacji rodzinnych, uzależnień i patologii. Największy opór w zgłaszaniu przemocy ma grupa osób starszych oraz mieszkających w małych miejscowościach. Nie jest prawdą, że ofiarami przemocy są dziś wyłącznie kobiety, choć stanowią większość zgłaszających się do specjalistycznego ośrodka. – W ostatnim czasie udzielaliśmy pomocy kilku starszym panom, którzy doświadczyli przemocy od swoich wnuków. Ale był też w ośrodku młody mężczyzna, nad którym znęcał się ojciec. Bardzo szybko zaangażowały się różne instytucje i pomogły mu znaleźć dach nad głową – mówi Agnieszka Bujko, kierownik Specjalistycznego Ośrodka Wsparcia dla Ofiar Przemocy w Lublinie. Osoby przebywające w ośrodku mają obowiązek zadbać o swoje utrzymanie, w tym także o jedzenie. Tylko na samym początku wydawane są im posiłki interwencyjne.

Wstyd

Za pierwszy kontakt z osobą, która doświadcza przemocy, odpowiada pracownik socjalny Teresa Czechowska. Ma ogromne doświadczenie. – Obserwuję zwłaszcza kobiety. Są zastraszone, zazwyczaj bez pieniędzy. Od dzieciństwa w ich domu były alkohol i agresja. Po jakimś czasie w warunkach bezpieczeństwa otwierają się i próbują pokonać bariery, które wcześniej były nie do przejścia. Kobiety z małych miejscowości wstydzą się atmosfery we własnym domu. Żyją latami w ciągłym strachu o siebie czy o swoje dzieci – mówi Teresa Czechowska, pracownik socjalny. – Zazwyczaj dzieje się tak, że przemoc rodzi przemoc. Dzieci, które obserwowały znęcanie się nad matką, bardzo często kiedy dorosną wcielają się w rolę jej katów – dodaje. Ofiary przemocy przebywają w ośrodku przez trzy miesiące. Jeżeli w tym czasie nie wróciły do właściwej kondycji, ich pobyt jednorazowo przedłużony jest o kolejne trzy miesiące.

Nie tylko przepisy

– Zazwyczaj praca specjalistów z osobą pokrzywdzoną powoduje, że zaczyna ona właściwie funkcjonować. Osoby te potrafią już samodzielnie pójść do urzędu, upomnieć się o coś lub właściwie ocenić postępowanie osoby, która do tej pory je krzywdziła – tłumaczy pracownik socjalny. – Należy też pomyśleć o sytuacji dzieci, które wychowują się w atmosferze przemocy. Dziecko niczego nie zgłosi, jest w najtrudniejszym położeniu. Najczęściej najmłodsi znoszą ubliżanie, poniżanie oraz wyzwiska. To powoduje życie w ciągłym strachu, poczuciu braku bezpieczeństwa i niską samoocenę. Same przepisy niczego nie załatwią. Jeśli rodziny będą spełniać prawidłowo swoje funkcje, tym mniej będzie problemów – podsumowuje Czechowska. Specjalistyczny Ośrodek Wsparcia dla Ofiar Przemocy w Lublinie finansowany jest z budżetu państwa. Nie ma w związku z tym rejonizacji. Kierownik placówki ma obowiązek przyjąć każdego, kto potrzebuje pomocy, nawet jeśli nie mieszka na Lubelszczyźnie. Ośrodek posiada miejsca dla 25 osób. Finansowanie z budżetu państwa nie oznacza dla tej instytucji pełnego bezpieczeństwa. – Mamy swoje problemy. Budynek, jaki otrzymaliśmy od miasta, do najmłodszych nie należy. Ponadto wszystko działa tu na energię elektryczną, łącznie z ogrzewaniem. Zawsze modlimy się o lekką zimę – mówi Agnieszka Bujko. – Bez wsparcia fundacji SOS Ziemi Lubelskiej oraz prywatnych osób nie bylibyśmy w stanie się utrzymać – tłumaczy pani kierownik.

Fundacja prowadzi dom samotnej matki oraz schronisko i noclegownię dla bezdomnych kobiet przy ul. Bronowickiej w Lublinie.

«« | « | 1 | » | »»

TAGI| RODZINA

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama