Trening czyni mistrzem

Wychodzą z domu, zostawiają rodziców i nie mogą się doczekać, kiedy zamieszkają razem, pod jednym dachem i według tego samego grafiku dyżurów.

Reklama

Skończyli szkołę, ale bardzo chętnie uczą się dalej. Tym razem nie liter, liczb, dat i faktów z podręczników, ale liter, liczb, dat i faktów z życia. Codziennego.

Rodzice umierają

Zastanawia się chwilę, a potem opowiada. – Wszędzie go pełno, nawet taki przemądrzały się zrobił. On wie! – mówi mama Marka, a po chwili dorzuca: – Na wszystkim się zna. Tak! Dobrej woli ma więcej, inicjatywy – zaznacza i opowiada o ostatnim pomyśle syna. Chce pomalować pokój. – Myślę sobie, że to jest dobre, ale gdy dzieci są małe – ocenia z kolei mama Justyny. – Wtedy łatwiej przyswajają wiedzę, nabywają umiejętności. Ale na pewno córka nauczyła się współpracować. To widać. Poza tym jest bardziej samodzielna i otwarta na ludzi. Łatwiej nawiązuje kontakt z innymi, chętniej chodzi na zakupy, jest bardziej zaangażowana, chce pomagać innym, wierzy we własne siły – wylicza. Marek ma lat 40, Justyna – 30. Wystarczyło, że w ciągu roku kilka tygodni spędzili w mieszkaniu treningowym, a uwierzyli, że stać ich na więcej. – Bo o to chodzi, żebyśmy sobie poradzili, gdy rodzice umrą – wyjaśnia Justyna.

Przeprowadzka w inny świat

Przygoda zaczyna się w poniedziałek. Gorączkowe pakowanie walizek, a potem przeprowadzka na tydzień do Świdnicy, na ul. Żeromskiego 40. Jadą podekscytowani, bo nie wiedzą do końca, z kim spędzą ten czas. Zawsze jest ich sześcioro, ale nie zawsze są to te same osoby. Wybrańcy. Mieszkanie ma dwie sypialnie, jedna dla mężczyzn, druga dla kobiet. Dwie są także łazienki. Wspólne salon z telewizorem, przedpokój i kuchnia. W sumie 130 mkw. W kuchni na centralnym miejscu wisi tablica, a na niej grafik dyżurów: sprzątanie, gotowanie, pranie, zakupy. Po prostu życie. Grafik przydaje się jednak tylko czasami, bo tutaj każdy rwie się do pracy. Po to się przeprowadzili, żeby poczuć samodzielność. Żeby przekonać się, na co ich stać, na co mogą sobie pozwolić, czym mogą zaimponować, jak daleko się posunąć. Delektują się niezależnością, odpowiedzialnością i zaufaniem. – Bo faktycznie tak czasami jest, że w rodzinnym domu trudno się dopchać do takiego czy innego zajęcia – mówi Ewelina Jastrzębska, kierowniczka mieszkania treningowego.

Wchodzą drzwiami i oknami

Projekt jest realizowany od roku i już wiadomo, że to był strzał w dziesiątkę. Lokal, za jeden procent wartości, miasto sprzedało PSROUU, czyli Polskiemu Stowarzyszeniu na Rzecz Osób z Upośledzeniem Umysłowym (koło w Świdnicy), a wyremontował i wyposażył go Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnoprawnych. Żeby trening przebiegał prawidłowo, potrzebni są asystenci osoby niepełnosprawnej. Tutaj są nimi: Ewelina Jastrzębska, Dariusz Nowaczyński i Radosław Szyler oraz psycholog Sylwia Łabuda-Brennholt. Dzięki nim poszczególne treningi (kulinarny, porządkowy, gospodarstwa domowego, ekonomiczny, higieny osobistej, asertywnej komunikacji, komunikacyjno-społeczny, poruszania się w terenie, kulturalno-rekreacyjny, kultywowania tradycji) zamieniają się w przygodę prawdziwego życia. A wszystko dzięki Ewie Kowalskiej, prezesowi PSROUU, i jego zarządowi – ludziom, którzy, gdy wyrzuci się ich drzwiami, wchodzą oknem, byle tylko swoim dzieciom dać jeszcze jedną szansę na zwyczajność.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama