Koniec i... początek

Gdy nagle umiera dobry człowiek, w kościele, choć słychać płacz, dominuje atmosfera nadziei

Reklama

Jeszcze w piątek pani Basia żegnała dzieciaki: „Do zobaczenia, miłego weekendu, nie zapomnijcie kluczyka”. W niedzielę wieczorem przyszła smutna wiadomość: pani Basia nie żyje. Zwykła kobieta. Szkolna woźna – ktoś by powiedział. Dzieci wiedziały swoje. Dla nich nie była zwykła. Była wspaniała. Wiedziała to i dyrekcja, wiedzieli nauczyciele. W szkole zawsze się zresztą mówiło: pani Basia to skarb. Od rana na posterunku, jak najlepsza babcia czy ciocia. Gdy było trzeba, przywołała do porządku. Gdy było trzeba, bo „zapomniałem kluczyka do szatni”, ratowała swoim, zapasowym. Zawsze miała morze cierpliwości, zarówno do maluchów, jak i do gimnazjalistów. I po prostu lubiła swoją pracę, lubiła ludzi małych oraz dużych. „Mamo, dlaczego ludzie umierają? Dlaczego pani Basia umarła? Przecież to była taka wspaniała pani!?” – dzieci zapłakane i zbuntowane pytały długo i natarczywie. Jedno, drugie, trzecie i czwarte.

– A pamiętasz, jak mi ciągle bandażowała zbite palce? A mnie owijała kocem, gdy nagle zachorowałam i czekałam, aż dojedziesz do szkoły i mnie zabierzesz. Dlaczego akurat ona? I dlaczego tak nagle!? Nie wiem. Nikt nie wie. Ksiądz podczas pogrzebu mówił mądre rzeczy. Że śmierć to przejście do lepszego życia. Że czasem Pan Bóg woła nagle, a chociaż wszyscy płaczemy – wierzymy, że pani Basia jest już w dużo wspanialszym świecie. Kościół zresztą pękał w szwach. Tłumy wzruszonych i zapłakanych ludzi, wszyscy z kwiatami, zniczami. Ksiądz mówił o prostym dobrym życiu zmarłej: o wychowywaniu na dobrych ludzi własnych dzieci. O pieszym pielgrzymowaniu ze swoją gromadką na Jasną Górę. O łagodności, chęci zwyczajnego działania. Prostej drodze do... świętości. Tak. Gdy nagle umiera dobry człowiek, w kościele, choć słychać płacz, dominuje atmosfera nadziei. Nadziei i jakiejś pogody, spokoju. Wiary, że dobro zaowocowało dobrem znacznie większym. Zwykła kobieta – ktoś by powiedział. I... to jest prawda. Takiej właśnie „zwykłości” w dążeniu do dobra, w pielgrzymowaniu do nieba, potrzeba nam wszystkim. Taka „zwykłość” w sposób absolutnie niezwykły zmienia świat wokół, kształtuje ludzi. Żałuję, że nie zdążyłam podziękować pani Basi za opiekę, serce, ciepło i serdeczność. Za to, że (również) dzięki „zwykłej woźnej” dzieciaki czuły się w szkole bezpiecznie i dobrze. A może w niebie też są gazety? Jeśli tak to... dziękuję.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • Minerwa
    20.02.2015 00:32
    Tez miałam w szkole takiego woźnego. W kieszeniach błyszczącego chałata z czarnej podszewki zawsze miał cukierki. Potrafił pocieszyć, pogłaskać, wkurzał się okropnie na łobuzów, ale na skargę nigdy nie poszedł. Umarł już dawno, i teraz pewnie ma w niebie wygodną kanciapę, w której popija herbatę z panią Basią i innymi "ciociami" ze szkół różnego szczebla.
  • katolik
    24.02.2015 21:42
    Czas ucieka wieczność czeka! Jak szybko mija życie….
    Zawsze warto poświęcić trochę czasu dla wieczności. Póki jeszcze jest czas. Czeka nas niebo albo piekło. Co wybierasz?
    http://tradycja-2007.blog.onet.pl/
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama