Pora zacząć żyć

Hanna i Jacek Parzychowscy przykręcają ostatnie wieszaki w pokoju Sebastiana. Okna wychodzą na zielony ogród. Autystyczny 33-latek potrafi przesiedzieć całą noc, patrząc na gwiazdy.

Reklama

W pokoju, oprócz wielkiego misia i portretu Jana Pawła II są wygodny czerwony fotel i łóżko. I spora szafa, bo Sebastian uwielbia się przebierać. To będzie jego mieszkanie na czas, kiedy ich już zabraknie. – Może jeszcze powiesimy fototapetę? Jakąś włoską, bo Sebastian uwielbia słuchać Pavarottiego i oglądać albumy o Florencji czy Rzymie – zastanawia się mama.

To nie przytułek. To dom

Sąsiedzi czy dalsza rodzina często nie rozumieją, jak można pozwolić niepełnosprawnemu mieszkać bez najbliższych. – Traktują to jak oddanie do przytułku. A przecież dopiero takie mieszkanie, z dala od mamy i taty pozwala im się usamodzielnić, żyć własnym życiem. Zresztą rodzicom również – wzdycha ks. Stanisław Jurczuk.

Ksiądz, który założył w archidiecezji warszawskiej Katolickie Stowarzyszenie Niepełnosprawnych, spadł Parzychowskim z nieba. Podobnie jak setkom innych rodziców muminków, osób niepełnosprawnych intelektualnie, z krzyżowymi chorobami czy na wózkach inwalidzkich, którzy od 20 lat otrzymują od KSN kompleksową pomoc: od wczesnego dzieciństwa czasem po odejście. Początkowo służył im tylko lokal na Kole, przy kościele św. Józefa, gdzie powstały stowarzyszenie i pierwsze warsztaty terapii zajęciowej. Dla wielu było to pierwsze miejsce, do którego wyszli ze swoich domów. Często po kilkunastu latach chowania się w czterech ścianach.

Zdrowiej dla dziecka

Na Kole organizują więc teatr jasełkowy, który od kilkunastu lat robi furorę nie tylko w Warszawie. Chodzą na pielgrzymkę na Jasną Górę, żeby pokazać ludziom, że są, żyją i mają podobne pragnienia, co zdrowi. Organizują „Ulicę Integracyjną”, która rozsławiła Wolę jako dzielnicę bardzo przyjazną osobom z niepełnosprawnościami. Nie mówiąc o setkach szkoleń, warsztatów, latach spędzonych w pracowniach rehabilitacyjnych i przyjaźniach, które pomagają zmagać się z ograniczeniami własnych dzieci. 

Ale w życiu każdej rodziny przychodzi czas, gdy trzeba opuścić rodzinne gniazdo. Nawet jeśli ktoś wymaga całodobowej pomocy. Tak zdrowiej dla „dziecka”, które nierzadko dobiega trzydziestki, ale przede wszystkim mamy i taty.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

TAGI| RODZINA

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama