Kiedy świat stanął na głowie

– Musiałam z trójką dzieci uciekać z domu, bo bałam się o nasze życie. Najgorsze było to, że nikogo nie obchodziło, co się u nas dzieje – opowiada Monika Gricuk, mama trojga dzieci.

Drzwi skromnego mieszkania otwiera pani Monika. Zza niej wyglądają dzieci. – Jak tylko skończę szkołę, to razem z Sziwą będę pracowała w policji – mówi w drzwiach uśmiechnięta 5-letnia Hania. Razem z siostrą Weroniką, w towarzystwie owczarka niemieckiego, wróciła z przedszkola. W sam raz, bo 3,5-letni braciszek Łukasz właśnie obudził się z popołudniowej drzemki. Siadamy w z panią Moniką kuchni przy okrągłym stole. Popijając gorącą herbatę, filigranowa 40-latka opowiada swoją historię.

– Jestem wdzięczna ludziom za okazaną pomoc, dla mnie i dzieci. Chociaż przykre jest to, że wsparcie nie przyszło z tej strony, z której można by się spodziewać. Musiałam z trójką dzieci uciekać z domu, bo bałam się o nasze życie. Najgorsze było to, że nikogo nie obchodziło, co się u nas dzieje. Właściwie wielu ludzi uważało przemoc w domu za naturalną, osobistą sprawę. Większość po prostu przymykała oczy, udając, że jest w porządku, oni przecież niczego nie widzieli. W końcu przyszedł przełomowy moment. Dwa lata temu prześladowana matka zdecydowała się wyjechać do Gorzowa Wlkp. i rozpocząć nowe życie. Chciała przede wszystkim stworzyć bezpieczny dom dla swoich dzieci. Dwa lata pracy terapeutycznej, uczestnictwo w szkoleniach i kursach przyniosły wyniki. Teraz upokarzana i poniżana latami żona i matka może już spokojnie opowiadać o przeżyciach z przeszłości. – W pewnym momencie byłam tak przerażona, załamana, że potrafiłam tylko płakać i krzyczeć. Bałam się wyjść z domu, załatwiałam tylko najważniejsze sprawy i uciekałam, chowałam się do mieszkania – wspomina Monika.

Komu mogłabym pomóc

Na szczęście na drodze poszukującej pomocy rodziny stanęli życzliwi ludzie, m.in. Anita Łukowiak z Caritas Diecezji Zielonogórsko-Gorzowskiej. Pani Monika nazywa ją dobrym aniołem, który pojawia się w jej życiu w najodpowiedniejszych momentach. – Z panią Moniką spotkałyśmy się, kiedy prowadziłam program mediacji w rodzinie. Zauważyłam w niej ogromną dobroć i wolę zmiany sytuacji. Później zaproponowałam udział w kursie pielęgnacji chorych i zajęciach z komunikacji interpersonalnej – opowiada pani Anita. Ludzka pomoc i życzliwość pomagają samotnej matce w wychowywaniu 18-letniej Weroniki, 5-letniej Hani i 3,5-letniego Łukasza. Po urodzeniu Weroniki Monika Gricuk długo czekała na kolejne dziecko. Modliła się, żeby znowu zostać mamą i doczekała się. Po latach urodziła się Hania, potem synek. – Miał trochę mniej szczęścia, urodził się jako wcześniak i jeszcze przed porodem pojawiły się komplikacje, ale podjęłam walkę o życie Łukaszka – mówi szczęśliwa mama. Chłopiec przez pierwsze półtora roku życia był intensywnie rehabilitowany, teraz pozostał pewien deficyt psychoruchowy, ale ciągle pracuje z nim zespół specjalistów: logopeda, psycholog i pedagog.

– Wielu ludzi wspiera nas materialnie np. przygotowują paczki świąteczne. Jednak w pamięci utkwiła mi postawa pewnej pani. Dowiedziała się o naszej trudnej sytuacji i postanowiła pomóc, ale nie zrobiła tego anonimowo. Pewnego dnia przyjechała do nas do domu, przywitała się serdecznie, chciała ze mną porozmawiać, poznać dzieci. To było coś wyjątkowego, miała w sobie tyle energii i zapału, bardzo mi tym zaimponowała. Od tego momentu cały czas myślę sobie, komu ja mogłabym pomóc, komu mogłabym przynieść chociaż trochę radości i otuchy – mówi Monika Gricuk.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja