Weekend królewskich córek

– Jesteś piękna, wartościowa i pełna godności. Jesteś tą, która kocha i jest kochana – po słowach Uli prostują się nawet najbardziej zgarbione plecy, oczy zaczynają błyszczeć i śmielej patrzą na świat. Nawet kiedy trzeba brać się z nim za bary.

T o babski weekend. Dla pań i o paniach. W tym roku do Warcina zjechała się ich ponad dwudziestka. Wyjaśniają, co je co roku pcha do białego domku w niewielkiej wsi otoczonej lasami. – Przyjeżdżamy, żeby odpocząć, pobyć ze sobą i usłyszeć, co Bóg ma nam do powiedzenia – opowiadają. W Jego słowie szukają odpowiedzi na nurtujące kobiece serca rozterki i problemy. Czytają, rozważają, chodzą na spacery. – Bywa, że mężowie wypychają żony na kolejne rekolekcje. Bo wracają po nich lepsze – śmieje się Violetta Latkowska, prezes zarządu Fundacji „Familia”, która organizuje rekolekcje. – Dokładnie tak! – podchwytuje Dorota z drugiego końca stołu. – Mój mąż mówi, że po powrocie siebie bardziej akceptują, a jego lepiej rozumiem i mniej się czepiam. To samo z dziećmi. Kiedy ja jestem zirytowana, trzaskam garami w kuchni, to jak mogę chcieć, żeby moje dziecko było pogodne i radosne. To co zmienić? Dziecko czy siebie? – pyta z uśmiechem.

Dziewczyny są pełne energii, roześmiane, nawet po długim dniu konferencji nie zabranie im siły, żeby po Mszy św. do późnego wieczora uwielbiać Boga ani na pogaduchy do późnej nocy. – To takie mądre, wrażliwe, doświadczone kobiety! Czasami same o tym nie wiedzą! Z niektórymi spotykam się w Domowym Kościele, z innymi na poniedziałkowej modlitwie, a jeszcze z innymi raz w roku na rekolekcjach. Ale wiem, że spotykam się z przyjaciółkami – mówi Ala.

Nóż żeglarski

– To nie jest tak, że zostawiamy problemy w domu, zamykamy drzwi i zapominamy – opowiada wieczorem. – Mam wiele lęków, troszczę się o wszystko za bardzo. Jak tu przyjadę, to sobie w sobie wiele rzeczy na nowo układam. Mąż często do mnie mówi: „Marto, Marto, troszczysz się o wiele. Jak nie zaufamy Panu, to i tak nic z tego nie wyjdzie”. Dlatego mnie wypycha na rekolekcje, bo wie, że wrócę mocniejsza, pewniejsza. Jak Judyta wojująca – śmieje się Ala, choć nie jest jej do śmiechu. – Jesteśmy w trudnej sytuacji, nie wiem, czy jutro będziemy mieli gdzie mieszkać, czekamy na ogłoszenie bankructwa. Ale czujemy obecność Boga, wiemy, że On nas nie zostawi – przyznaje. – Mnie te rekolekcje kojarzą się z nożem żeglarskim – zamyśla się Violetta. – W tym nożu jest szpikulec, który służy do rozwiązywania węzłów. Tutaj też przywozimy ze sobą mnóstwo węzłów, problemów. Pan Jezus, Ula, która jest Jego fantastycznym narzędziem, i kapłan wchodzą w nie i pomagają nam je rozplątywać.

Dystans i szacunek

– Jeśli wiem, do kogo należę, to znam swoją wartość. A należę do Boga, jestem Jego córką. Trzeba mieć do mnie dystans i szacunek. Nie wolno traktować mnie poniżej mojej wartości. Każda z nas powinna umieć wyznaczać granice – mówi uczestniczkom rekolekcji Urszula Lampka. Przez 11 lat była diecezjalnym doradcą życia rodzinnego. Teraz wykorzystuje zdobyte podczas tej posługi doświadczenie na rekolekcjach. – Najwięcej nasłuchałam się podczas dyżurów w poradni, jak często kobiety same ze sobą podpisują zgodę na pozbawianie się wartości. Zaczęłam się zastanawiać, w jaki sposób mogłabym im pomóc, jak do nich trafić. Sama też doświadczyłam tego, jak to jest odzyskiwać swoją wartość w Jezusie Chrystusie. To On napełnia nas godnością i przepełnia mocą. Doświadczywszy takich cudów, nie da się zatrzymać tego dla siebie, trzeba jeździć i mówić o tym innym – opowiada. – Uwierz w to, że jesteś córą Pana i Króla tej ziemi. Od Niego pochodzisz i nie wolno ci pozwolić na to, by ktoś odbierał ci godność. On obdarza nas zbroją, która budzi respekt. Nie na wszystko można pozwolić sobie w naszej obecności – przekonuje kobiety.

Mąż z dyspensą

Przekraczając progi gościnnego domu, panie od razu czują się jak u siebie, bo taka jest atmosfera w siedzibie Fundacji „Familia”. – Kiedy byliśmy parą diecezjalną Domowego Kościoła, szukaliśmy miejsca, które nadawałoby się na rekolekcje oazowe. Domu, w którym rodziny dobrze by się czuły. Pewnego razu zadzwonił ks. Antoni Zieliński i powiedział „znalazłem wam dom”. Przyjechaliśmy z Piotrem, zobaczyliśmy i… wiedzieliśmy, że to ten. Przemodliliśmy to i kiedy zdecydowaliśmy się tutaj zamieszkać, poczuliśmy, że jesteśmy na właściwym miejscu – wspomina Ania Borowiec, która razem z mężem opiekuje się domem rekolekcyjnym. Pomysł na rekolekcje dla kobiet zrodził się 8 lat temu. – Duch Święty podpowiedział go na modlitwie. Chodziłam z tą wizją Pana Boga trochę, potem pogadałam z Ulą. Podchwyciła pomysł i tak się zaczęło – opowiada Ania. – Na początku byłyśmy same, ale doszłyśmy do wniosku, że potrzeba nam księdza. No i jak nie ma nikogo, kto by nam grał, to dyspensę dostaje mój mąż – dodaje ze śmiechem. Adresatkom rekolekcji pomysł też się spodobał. Na pierwsze do Warcina przyjechało ich ponad 20. Bywa, że zjeżdża się ich tutaj na marcowe spotkanie nawet pół setki. Niektóre wracają co roku. – Nudzić się? Wykluczone! Pojawiają się nowe dziewczyny, za każdym razem usłyszę od Uli coś nowego, a jeśli nawet jakieś treści się powtarzają, to słyszę je za każdym razem w inny sposób, coś innego wyciągam dla siebie – mówi Dorota, która nie opuściła żadnego ze spotkań.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

TAGI| RODZINA

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg