Naszym celem jest wspieranie

– Zaszłam w ciążę, gdy byłam w szkole średniej. Pojawiła się presja, bym usunęła dziecko. Potem były naciski, bym wyszła za mąż. Nie zrobiłam wtedy niczego, co nie było zgodne z moim sumieniem – opowiada pani Monika z Lublina.

Urodziłam syna, za mąż wyszłam dopiero wtedy, gdy widziałam, że ojciec dziecka staje się dojrzały i odpowiedzialny. Dziś jestem szczęśliwą kobietą i matką. Dla mnie Ewangelia to poważna sprawa. To dzięki nauce Jezusa, którą potraktowałam wtedy poważnie, mój syn żyje – dodaje. Dziś jest matką trójki dzieci. Prowadzi własną działalność. Wraz z mężem starają się wspierać placówki dla kobiet samotnie wychowujących potomstwo oraz ubogie rodziny. – Modlimy się za nienarodzone dzieci, ale również za matki, które nie mają wsparcia. Moje dzieci nie marnują jedzenia, ani zabawek. Staramy się wraz z mężem wpajać im konieczność pomocy innym – podkreśla.

Rodzice 100 dzieci

Żeby zająć się opieką nad porzuconymi dziećmi i tymi z dysfunkcyjnych rodzin, musieli dopełnić wielu formalności. – Zgłosiliśmy się, gdy nasza córka Olga miała 11 lat. Bardzo chciała mieć rodzeństwo. Po kilku miesiącach spełniliśmy wszystkie wymagania i trafiły do nas pierwsze dzieci – opowiada Ewa Guziak, która wraz mężem prowadzi pogotowie rodzinne.

W domu państwa Guziaków jako pierwsi pojawili się dwaj chłopcy: Piotr i Paweł, bliźniaki. – Byłam bardzo szczęśliwa, przytulałam się do nich, czekałam, kiedy się obudzą. A spali jak zabici, bo dzieci zachłystują się tutaj ciszą, której nie mają ani w szpitalu, ani w rodzinach, którym zostały odebrane – tłumaczy Olga Ciechońska, córka pani Ewy. – To więcej niż praca, to nieustanne czuwanie. Troska o świętość życia w praktyce – mówi Ewa Guziak. – Najgorsza była świadomość, że trzeba będzie oddać chłopców. Moja córka, Olga, pocieszała mnie, że przecież znaleźli dom, że trzeba się cieszyć, a nie płakać. Przez kilkanaście lat opiekowaliśmy się niemal setką dzieci – opowiada E. Guziak.

Wiedza ratuje

Kobiety zostawiają dzieci w szpitalu po porodzie najczęściej z powodu uzależnień od alkoholu i narkotyków, z powodu biedy czy młodego wieku. Jeśli kobieta jest zdecydowana, że nie chce lub nie może wychowywać swojego dziecka, powinna udać się do ośrodka adopcyjnego lub pieczy zastępczej i zgłosić taką sytuację. W Lublinie ośrodek adopcyjny mieści się przy ul. Zana 38. Szpital wtedy powiadamia ośrodek, że kobieta urodziła. Potem rozpoczyna się procedura adopcyjna. – Nie można potępiać kobiet, które pozostawiają swoje dzieci. Robią to z miłości. Nie rozumiem tylko, że mimo iż są okna życia czy inne formy pomocy niechcianym dzieciom, kobiety decydują się na aborcję. Przecież nawet chore dzieci znajdują rodziców adopcyjnych – tłumaczy E. Guziak.

Pierwsza szansa

Stowarzyszenie „Pierwsza szansa” powstało, by pomagać rodzinom, którym najpierw dzieci odebrano, a potem zwrócono. – Naszym celem jest wspieranie rodzin, które żyją w trudnych warunkach. Nie chcemy, by dzieci były im odbierane – mówi Olga Ciechońska, prezes stowarzyszenia. – Założyliśmy grupę artystyczną Cartón, która poprzez swoje działania organizuje pomoc rzeczową dla potrzebujących rodzin. Jesteśmy młodym stowarzyszeniem, ale chcemy edukować i uświadamiać ludzi na temat działalności pogotowi opiekuńczych oraz ukazywać piękno ludzkiego życia – dodaje O. Ciechońska.

«« | « | 1 | » | »»

TAGI| RODZINA

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja