Dom skarbów w potrzebie

To jest smutna, a prawdziwa historia o tym, jak urzędnicze teorie o zwalczaniu przemocy domowej realizowane są w praktyce. 


Karina wybiegła z domu niemal jak stała. Złapała malutkie dzieci, jakieś ubranka i jedną kaszkę, która jakimś cudem została w szafce. Zdążyła do nadszarpniętej reklamówki włożyć dokumenty i ostatnie pieniądze. Jechała tramwajem. Zadzwoniła do drzwi. „Musiałam uciekać, proszę siostry”. „Wejdźcie. Zostańcie. Miejsce jest”.


Przemocowa fikcja 


To jest opowieść o tym, jak „zły” Kościół popiera przemoc domową, a dobre władze, w ramach obowiązującego prawa, pomagają ofiarom przemocy domowej. To jest opowieść o tym, jak działaczki feministyczne dbają o kobiety w potrzebie, oferując im wyżywienie, dach nad głową oraz wszechstronną pomoc. To jest opowieść o tym, jak władze zabezpieczają wszelkie środki, by kobiety i ich dzieci potrzebujące pomocy wydobywać z nędzy, poddawać ofiary przemocy koniecznym terapiom, a sprawców przemocy skutecznie separować. Bo jak wiadomo, to sprawca przemocy domowej powinien być wyrzucany na bruk. A nie kobieta z dziećmi.


Powyższy zapis jest oczywiście rodzajem fikcji, zabarwionej mocno groteskowo. Fikcja ta jednak skutecznie przedostaje się do mediów jako prawda i politycznie poprawna rzeczywistość. A tymczasem? Tymczasem pani Karina, przez wiele lat doświadczająca przemocy ze strony konkubenta, musiała uciekać z własnego domu, by ratować siebie i malutkie dzieci. Gdy sytuacja nie poprawiała się, a w domu prócz alkoholu zaczęły też pojawiać się narkotyki, trzeba było uciekać. 
Adres Domu Samotnej Matki im. Stanisławy Leszczyńskiej, prowadzonego przez siostry antonianki Karina dostała prawdopodobnie od kuratorki rodzinnej. Żadna inna instytucja nie upomniała się o jej dobro i godność. Żadna inna instytucja nie przyjęła, ot tak, bez dokumentów i zaświadczeń. – Taka sytuacja to nie żadna nowość dla nas – opowiada dyrektorka domu s. Magdalena Krawczyk. – Kobiety zazwyczaj są do nas kierowane przez ośrodki pomocy społecznej. Jednak wielokrotnie przychodzą same, zapłakane, przerażone, często ze śladami pobicia... Przychodzą, by ratować siebie, swoje dzieci. Te narodzone i często te pod sercem. 


Nikola i inne


Mała Nikola ma największe czarne oczy na świecie. Ma też wspaniała mamę Kamilę, która gotowa jest dla córki zrobić wszystko. Kamila trafiła do domu samotnej matki, bo – jak mówi – życie nie zawsze układa się idealnie. A gdy w rodzinnym domu dzieją się rzeczy trudne, gdy znikąd zrozumienia i pomocy, trzeba szukać ratunku u zupełnie obcych ludzi. Na szczęście ci „obcy” to dobre, oddane siostry: Magda, Aniela i Natalia. 
– Nikola jest tu szczęśliwa. Ma dobre warunki do rozwoju, biega i śmieje się. Wszyscy ją kochają – mówi Kamila. – Wiadomo, że co dom własny, to własny. Ale siostry starają się stworzyć nam warunki jak najbardziej zbliżone do domowych.


Nikola buszuje w pokoju zabaw. To ogólna duża sala, przepięknie wyposażona, w której podczas chłodów czy niepogody bawią się dzieci. Jeśli jest ciepło, mają do dyspozycji kolorowy i bezpieczny plac zabaw. Całkiem spory kawałek zielonej przestrzeni na dziecięce harce i swawole. – I każda z nas, gdy rodzi dziecko, otrzymuje własny pokój – chwali się jedna z matek. – Takich warunków nie miałam nigdy w życiu... 
– To prawda. Nasz dom jest świetnie wyposażony. Dziewczyny mają własne pokoje, uczą się porządku, dbania o własny kąt. Staramy się przyuczać je do wszystkich obowiązków, uczyć podstawowych umiejętności przy prowadzeniu domu i opiece nad dzieckiem, by po wyjściu z ośrodka dały sobie same radę – opowiada s. Magdalena.


«« | « | 1 | 2 | » | »»

TAGI| RODZINA

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja