Brama z 5 tysięcy jaj

W kilka godzin z wydmuszek budują konstrukcję, którą przed północą zawieszają nad drogą.

Słysząc o krzyżokach, myślimy zwykle o procesjach konnych, odbywających się w kilku miejscowościach w rejonie Olesna i Raciborza. Jednak w Borkach Małych tradycja ta jest znacznie szersza. Tam chłopcy zbierają się w strażackiej remizie tuż po wieczornym nabożeństwie Wielkiej Soboty. Jest ich zawsze 13, na pamiątkę Jezusa i dwunastu apostołów, koniecznie kawalerów. Kiedy misterne dzieło z wydmuszek wisi już w środku wsi, pomiędzy dwoma wysokimi drzewami, jest czas na jajecznicę ze 130–150 jaj. Solidna porcja, bo i sił trzeba sporo, by przed świtem z wielkanocnymi pieśniami obejść pieszo polami całą wieś i zdążyć jeszcze na Rezurekcję.

Od zawsze

Augustyn Wiendlocha jest borkowianinem od urodzenia, podobnie jak jego ojciec i dziadek. Opowiada, że on, jego tata i wujkowie będąc kawalerami, kultywowali ten zwyczaj. – Tak zawsze u nas było, odkąd pamiętam – przed wojną, w jej trakcie i za komuny. Ale skąd się to wzięło, kiedy zaczęto rozpinać tę bramę i dlaczego – tego nie wiem ani ja, ani nikt ze wsi. A nigdzie w okolicy, nawet w sąsiednich miejscowościach, tego zwyczaju nie ma – przyznaje. – Na pewno było to znane już na przełomie XIX i XX w., bo moja babcia o tym wspominała, ale kto to wymyślił, nie udało mi się nigdzie znaleźć. Najstarsze zdjęcie otrzymane od cioci jest z roku 1952, na kolejnym, robionym w 1990 r., są ojcowie paru dzisiejszych krzyżoków – wspomina Maria Świtała z Borek Małych. Niezależnie od pierwotnego celu kolejne pokolenia młodych borkowian i ich rodziny co roku, od początku Wielkiego Postu, zbierają wydmuszki. W tym roku w wybranym gronie są: Tomasz Jabłonka, Martin Jabłonka, Artur Lesik, Beniamin Brodacki, Łukasz Plewnia, Krzysztof Plewnia, Klaudiusz Bardosz, Dawid Witek, Grzegorz Trocha, Michał Trocha, Jan Marzec i Sebastian Chęciński.

Brama utkana z jaj

W Wielką Sobotę w remizie są ich całe kartony. Wybrani kawalerowie biorą sznurki, druty do usztywnienia konstrukcji i nawlekają wydmuszki, tworząc różnej długości łańcuchy. Te układają na podłodze, a w końcu wiążą ze sobą według przygotowanego projektu. Od kilkunastu lat nad kształtem bramy czuwa Roman Wróbel, który, choć nie jest już kawalerem, wspiera młodszych kolegów. – Dawniej sprawa była prostsza, bo do dyspozycji było około stu, maksymalnie kilkaset jaj. Z czasem ta liczba się zwiększała. Teraz przeważnie nasza brama składa się z ok. 3 tys. wydmuszek. Raz zrobiłem jej projekt i tak zostało – teraz tylko co roku chłopaki dzwonią, czy mam już nowy pomysł – przyznaje projektant. A tych ma wiele – myśli nad nimi już od początku roku, rozrysowuje, przelicza… W końcu na samą poziomą linię nad drogą potrzeba 120 jaj, do tego jakieś motywy zdobnicze. Wybór zależy od tego, ile budulca zbiorą chłopcy. Do tego czasu kształt bramy jest tajemnicą. Czasem wygląda jak wydziergana szydełkiem serwetka, innym razem można rozpoznać w niej krzyż, palmę lub wielkanocnego zająca. Pomiędzy wydmuszkowe wzory wkomponowane są życzenia – napis „Alleluja” lub „Wesołych Świąt” z jednej i „Smacznego jajka” z drugiej strony. Często kompozycję uzupełniają elementy z tworzywa, płyt CD bądź wstążek. – Dla mnie to wielka frajda, zarówno wymyślanie nowego projektu, jak jego składanie. Zawsze jest dreszcz emocji i sporo stresu, czy wszystko się uda, czy efekt będzie taki, jak chcieliśmy, czy coś się nie „rozjedzie” albo nie zerwie, bo przecież nie ma czasu na poprawki. A trzeba uwzględnić ciężar całej konstrukcji, która choć misterna, waży ok. 15–20 kg, oraz jej odporność na wiatr czy deszcze. A potem już tylko radość, kiedy mieszkańcom podoba się nasze dzieło – przyznaje Roman Wróbel.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

TAGI| RODZINA

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja