Życiowy drybling do bramki szczęścia

Zagrać w piłkę z zamkniętymi oczami? Dla większości brzmi nierealnie, ale nie dla kilkunastu niewidomych chłopaków. Stworzyć zwartą drużynę z niepełnosprawnych – równie trudne zadanie. Oba przypadki łączy pasja, której nie ograniczają żadne bariery.

Reklama

Voy! Voy! Voy! – okrzykom od strony boiska towarzyszy ciągły dźwięk jakby kilku małych dzwoneczków. Piłkarze co chwilę wypowiadają do siebie krótkie hasło. Mimo opasek na oczach poruszają się zgrabnie po zielonej murawie, a dzwonienie dobiega z… wnętrza piłki, którą kopią. Przypominają się słowa legendarnego polskiego trenera śp. Kazimierza Górskiego: „Dopóki piłka w grze, wszystko jest możliwe”.

Marzenie ściętej głowy?

Piłka nożna dla niewidomych w naszym kraju nadal uchodzi za sport egzotyczny, choć stworzyli ją już w latach 60. Brazylijczycy, a regularnie uprawia się ją w kilkudziesięciu krajach. Wrocław można uznać za kolebkę polskiego parafutbolu, ponieważ tutaj swoje zgrupowania odbywa reprezentacja Polski.

– Choć ponad 20 lat pracuję z osobami, które straciły wzrok, nie wierzyłem, że można bezpiecznie trenować i grać. Nie wyobrażałem sobie tego. Pojechałem w 2011 roku do Kolonii w Niemczech. Obserwowałem, uczyłem się, bo pragnąłem zorganizować polską drużynę – wspomina Lubomir Prask, trener kadry i drużyny Cross Wrocław. Udało się. Jego piłkarze obecnie przygotowują się do swojego najważniejszego międzynarodowego występu. W sierpniu zagrają bowiem na X Mistrzostwach Europy w Blind Football w Wielkiej Brytanii. Sztab wciąż prowadzi konsultacje piłkarskie, poszukując chętnych do gry w kadrze. Dołączają nowi, m.in. mężczyzna z Gdańska, który stracił wzrok w wieku dorosłym, 12 lat temu. Wcześniej grywał w nogę, a po utracie wzroku wygrał pierwszy turniej niewidomych w golfa. – Reprezentacje bazują na ludziach, którzy stracili wzrok z różnych przyczyn: wypadek, choroba i tym podobne. Oni tworzą jakość. Motoryka i wyobrażenie o wszystkim osoby niewidomej od urodzenia są zupełnie inne. Da się ją nauczyć grać, ale ten proces okazuje się o wiele dłuższy – tłumaczy trener, choć zaprasza wszystkich, którzy pragną spróbować. Niewidomi kadrowicze pochodzą z całej Polski, ale uczą się we Wrocławiu, w jedynej tak nowoczesnej i odpowiednio przystosowanej placówce w kraju, działającym od 1947 roku Dolnośląskim Specjalnym Ośrodku Szkolno-Wychowawczy nr 13 dla Niewidomych i Słabowidzących im. Marii Grzegorzewskiej we Wrocławiu.

Zamknij oczy i zobacz, jak to jest

Zagrać w piłkę z zamkniętymi oczami? Dla większości brzmi nierealnie, ale nie dla tych kilkunastu chłopaków. – Bardzo pasjonuję się piłką nożną, a nie zagram w normalną odmianę, dlatego uprawiam blind football. Dzisiaj mogę śmiało powiedzieć, że na boisku czuję się wolny. Czerpię z tego nie tylko radość, ale i energię potrzebną na co dzień poza sportowymi zmaganiami – mówi niewidomy obrońca Adrian Słoninka. Parafutbol ma swoje reguły, które odróżniają go od wersji dla pełnosprawnych. Przede wszystkim boisko ma znacznie mniejsze wymiary niż tradycyjne. Z całej drużyny widzi tylko bramkarz, który gra bez opaski. W środku piłki zamontowana jest grzechotka, dzięki której piłkarz może zlokalizować futbolówkę. Zawodnikom pomaga trzech widzących przewodników. Gdy piłka znajduje się w obronie, wskazówek udziela bramkarz, gdy w strefie środkowej – trener stojący poza bandą, natomiast w strefie ataku – przewodnik znajdujący się za bramką przeciwnika.

– Zaufanie do przewodników odgrywa olbrzymią rolę. Oni są w pewnym sensie naszymi oczami – mówi Przemysław Kowalewski, trenujący od czterech lat. Oprócz dźwięku grzechotki podczas meczu ciągle unosi się w powietrzu hiszpańskie słowo „voy”, które oznacza „idę”. Informuje ono niewidomego o tym, kto znajduje się bezpośrednio w jego otoczeniu. Gdy do zawodnika zbliża się piłka na odległość trzech metrów, musi on wyartykułować z refleksem „voy”. – Kto tego nie zrobi albo wypowie za cicho, a zostanie dotknięty przez gracza z piłką, powoduje faul osobisty i rzut wolny. To „zaklęcie” wykrzykujemy średnio co pięć sekund – tłumaczy Adrian Słoninka. Co w takim razie sprawia największą trudność? – Zdecydowanie orientacja przestrzenna. Zanim nabrałem pewności w poruszaniu się, minęły dwa lata. Kluczowa sprawa: pozbycie się wewnętrznego hamulca. Na początku odczuwasz strach i on krępuje twoje ruchy, ale z czasem zyskujesz płynność. Nie wiem, jak mam to lepiej wytłumaczyć. Zamknij oczy, wbiegnij na murawę i zobacz, jak to jest – stwierdził P. Kowalewski, 24-letni napastnik. Nie wyobraża sobie życia bez sportu, któremu, jak przyznaje, oddał się bez reszty.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

TAGI| RODZINA

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama