Cudeńka z szuflady

O odkrywaniu talentów, uczeniu się ciągle czegoś nowego i inspirujących babskich spotkaniach z Alicją Czerniec, inicjatorką powstania Klubu Kobiet przy Domu Kultury w Bełżycach, rozmawia Agnieszka Gieroba.

Reklama

Agnieszka Gieroba: Po co kobietom Klub Kobiet?

Alicja Czerniec: Po to, by wyjść z domu, oderwać się od codziennych obowiązków, pracy, której w każdym domu ciągle jest wiele, spotkać się z innymi kobietami, porozmawiać, wypić herbatę w miłym towarzystwie, zjeść pyszne ciastko. Długo można wyliczać. Pomysł na klub to jednak coś więcej niż zorganizowanie miejsca dla pań, gdzie będą mogły się spotkać, odpocząć i miło spędzić czas. Klub to także miejsce, gdzie dzielimy się swoimi talentami, uczymy ciągle czegoś nowego, spotykamy ludzi z pasją i odkrywamy, jak wiele umiejętności w nas drzemie.

Trudno było przekonać kobiety, by przychodziły do takiego klubu?

Bardzo trudno. Bełżyce to małe miasto, gdzie – mogłoby się wydawać – nie ma zbyt wielu możliwości, by rozwijać swoje pasje lub uczestniczyć w życiu kulturalnym. To jednak tylko pozory. W rzeczywistości w Domu Kultury, jedynym w naszym miasteczku, jest tyle możliwości, że każdy może znaleźć coś dla siebie. Jednak żeby znaleźć, trzeba wyjść z domu i poszukać. I to był chyba problem. Panie nie miały odwagi, by przyjść na jakieś zajęcia. W 2006 roku, kiedy zaczynaliśmy z Klubem dla kobiet, wieszałam na słupach ogłoszenia, że zapraszam wszystkie panie, które mają ochotę miło spędzić czas i pokazać swoje zdolności. Odzew był żaden. Wiedziałam jednak, że w wielu domach w Bełżycach kryją się niezwykłe talenty, zwłaszcza koronczarskie. Od pokoleń panie robiły na szydełkach przepiękne koronki, haftowały, szyły. Spod ich rąk wychodziły prawdziwe cudeńka, które zostawały w domowych szufladach. Chciałam przekonać kobiety, że warto pokazać to, co robią, i nauczyć innych, by talenty nie odeszły w zapomnienie z biegiem czasu. Zaczęłam więc zaczepiać panie na ulicy i zapraszać.

Pomogło?

Nie od razu. Wiele pań obiecywało, że pomyśli, że przyjdzie jak znajdzie chwilkę, ale tej chwilki nie znajdowały, aż pewnego razu na spotkanie przyszły dwie panie. Byłyśmy więc we trzy. Tak się zaczęło. Miło spędziłyśmy czas, panie pokazały swoje wydziergane cudne serwety i umówiłyśmy się, że podzielimy się swoją wiedzą na temat szydełkowania. Moja głowa była w tym, by zaprosić na nasze spotkania kogoś, kto może takie specjalistki jeszcze czegoś nauczyć. Na szczęście na Lubelszczyźnie jest sporo różnych talentów i ludzie chętnie się nimi dzielą. Tak powoli pań przybywało. Teraz na stałe jest nas 14, ale czasami zagląda ktoś jeszcze.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

TAGI| RODZINA

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama