Pasja w czasach zarazy

O wyprawie do kraju ogarniętego epidemią eboli, przemytnikach i dużej dawce witaminy C z Tadeuszem Biedzkim, śląskim podróżnikiem i pisarzem, rozmawia Krzysztof Błażyca.

Reklama

Krzysztof Błażyca: Po „Śnie pod baobabem” i przekroczeniu „Dziesięciu bram świata” tym razem został Pan przemytnikiem?

Tadeusz Biedzki: (śmiech) A wcześniej uczestnikiem obrzędu zabijania kozła. Ludzie w wiosce wierzyli, że krwawa ofiara uchroni ich przed ebolą, bo w pobliżu był nawrót choroby. Podczas tej podróży przekroczyliśmy z żoną trzy „zielone granice”: do Gwinei z ghańskimi rybakami, do Sierra Leone też nielegalnie morzem. Gorzej było w drodze do Liberii, bo tam i mafie diamentowe, i wiele patroli. Udało się z przemytnikami.

Nie lepiej było oficjalnie, z wizami?

Nie było szans na wizy. W Sierra Leone jeden z rybaków zaprowadził nas do kuzyna. Jak to w Afryce – wszyscy rodzina. Ten kuzyn jeździł busem do Liberii. Ja mu mówię, że nie mam wizy. A on na to, że teraz, przy eboli, trudniej wjechać, ale: „Nie martw się, bo ja mam kuzyna i on cię przeprowadzi przez granicę”. No to jedziemy. A on zamiast do granicy, skręca w busz. Ludzie krzyczą, bo oni przecież na targ przy granicy jadą. Kierowca zostawia nas na drodze. Kuzyn, który miał przyjechać, spóźniał się. A tu dżungla i żywego ducha. W końcu przyjechał i zabrał nas na północ, wzdłuż rzeki granicznej. Potem zobaczyliśmy wioskę jak fawele brazylijskie. Cała góra w domkach, tyle że w zieleni. Poszliśmy nad rzekę, a na brzegu czekali „koledzy” z Liberii. Wyjęli jakieś torby. Poprosili, bym wziął jedną. No i weszliśmy w rzekę. Tak stałem się przemytnikiem. (śmiech)

No to z Pana podróżnicze ziółko. Wieloletni dziennikarz, obecnie biznesmen – a w Afryce szmugler...

Po drodze ominęliśmy posterunki policyjne, które głównie „polują” na łapówki. Raz zabrał nas biały kierowca. Pyta, czy chcemy do Freetown. Klimatyzowane auto, skóra, lepiej nie może być. Wsiadamy, mówię coś do żony po polsku, a on zszokowany pyta: – Polacy??? Ale to osobna historia o polskim awanturniku. Pełno tam takich jak on. Ale o tym w książce. Mogę zdradzić, że chodzi o diamenty.

A jak z bezpieczeństwem?

Jest trochę bandytów, np. byli partyzanci, którzy nie odnaleźli się w czasie pokoju. Na taksówkach szyldy z napisami Gun not allowed (broń niedozwolona). Na diamentach zarabiają głównie lokalne mafie. W jednej z kopalń robotnicy zaczęli chorować na ebolę, ale właściciele nie dopuszczali nikogo. No i epidemia rozniosła się. Kiedy wreszcie wpuścili sanitariuszy, ci wywieźli 130 ciał. Jest wiele miejsc, gdzie ebola była i nikt o tym nie wiedział. W Gwinei połowa spośród 12 mln mieszkańców jest poza jakimkolwiek zasięgiem służby zdrowia. I tam nie wiadomo, kto na co umiera. Mówi się, że na ostatnią epidemię eboli zmarło 10 tys. osób. Niektórzy nasi rozmówcy twierdzili, że trzy razy tyle... I tak naprawdę to nie wiemy… W pewnym momencie w Liberii i Sierra Leone rozniosła się wieść, że 24 grudnia [zeszłego roku – dop. red.] skończy się epidemia. Tańce i radość na ulicach. Korciło mnie więc, żeby zobaczyć, jak tam jest. I usłyszałem wiele teorii o eboli. Dziwną historię opowiadano mi o lekarzu leczącym skutecznie ebolę chlorkiem magnezu. Ale szczegóły w książce. Kiedy zrobiłem zdjęcie chorych leżących przy drodze, to policja najpierw chciała skonfiskować aparat. Ostatecznie zabrali kartę pamięci...

Rozmawiał Pan z ludzi mającymi kontakt z ebolą...

Zaprzyjaźniliśmy się z sanitariuszem z Monrowii. Pracował przy chorych. Straszne opowieści. W Polsce mamy suche informacje, liczby. Ale jak się to widzi na własne oczy albo rozmawia z ludźmi, którzy przeżyli – to wszystko wygląda dramatyczniej. Ów sanitariusz mówił, że na początku nikt nie był przygotowany. On miał tygodniowe przeszkolenie. Ludzie umierali, a żywi nie wiedzieli, co robić. Trupy leżały na ulicach, gniły. A jak sanitariusze przyjeżdżali, to ludzie chcieli ich pobić. Najgorzej było na wsiach. Nie dopuszczano ich do chorych. Wyszli na nich z kijami, siekierami. Wcześniej, gdy rozwinęła się epidemia, byli tam lekarze. Chorzy, którzy poszli do szpitala, zmarli, więc ludzie byli przeświadczeni, że w szpitalu się umiera. I rozniosła się wieść, że to lekarze roznoszą chorobę. Jedną rodzinę sąsiedzi zamurowali żywcem, gdy dowiedzieli się, że jest tam choroba. Ze szpitala w Monrowii chorzy uciekli i zabrali ze sobą zakrwawioną pościel. I potem było więcej zachorowań w slamsach.

Nie obawiał się Pan zarażenia?

Raz mnie zmroziło, gdy ten znajomy pielęgniarz wycałował mnie ze wszystkich stron. Przecież on od ośmiu miesięcy zwoził chorych i trupy... Ale jak to w Afryce – po pięciu minutach jesteś przyjacielem, po godzinie very good friend, a po półtorej godziny najbliższą rodziną! Przecież nie odtrącisz człowieka.

W swoich podróżach nieraz ryzykował Pan życie, o czym można przeczytać choćby w ostatniej książce „Dziesięć bram świata”. Teraz pisze pan kolejną. Skąd ta pasja i gotowość do ryzyka?

Jestem ciekaw świata. A Afryka mnie fascynuje. Ta podróż pozwoli mi opisać kraje w czasie choroby, ukazać jej skutki. Byliśmy np. w wiosce Meliandou, na granicy między Gwineą, Liberią i Sierra Leone, gdzie epidemia zaczęła się i skąd rozprzestrzeniła. Mieszkał tam chłopiec, Emile. Był pierwszą ofiarą. Prawdopodobnie po zjedzeniu mięsa nietoperza. Liczyłem, że spotkam jego ojca, ale nie chcieli z białymi rozmawiać. A to był nasz główny cel…

Jak to wszystko przyjmuje żona?

Prawie zawsze jeździmy razem. Ona dba o rzeczy, o których ja nie myślę. Teraz zatroszczyła się m.in. o witaminę C, która wzmacnia odporność. Braliśmy kolosalne dawki. A jak się dowiedzieliśmy, że chlorek magnezu leczy ebolę, to kupiliśmy go od razu. Więc to nie tak, że ryzykowaliśmy w sposób całkiem nieodpowiedzialny. Choć po powrocie niektórzy znajomi bali się spotkania! Uważam, że w Polsce nie dostrzega się dramatyzmu sytuacji, ale też przejaskrawia łatwość zarażenia się. Bo nikogo z polskich dziennikarzy tam nie było. Nie pokazywano bezpośrednich relacji w naszych mediach. Byłem jedynym człowiekiem mediów z Polski, który dotarł w tamte strony.

«« | « | 1 | » | »»

TAGI| RODZINA

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama