Mamy poczucie winy


Kochaj swoje dziecko, dbaj o nie i o siebie. I nigdy, przenigdy się nie obwiniaj. Ludzie wokół zrobią to znacznie lepiej.

Reklama

Jak kraj długi i szeroki, i jak matek w nim wiele, większość chyba cierpi na permanentny syndrom poczucia winy. Zaczyna się od dnia narodzin. Matki, które rodziły naturalnie, winią się za krzyk, za złe myśli, za wolne tempo akcji. Te rodzące cesarką mają często irracjonalne poczucie, że „wcale nie urodziły”. Że ktoś to zrobił za nie. Potem jeszcze ciekawiej. Karmienie. „Źle karmię, nie umiem karmić, nie lubię karmić” – słychać od zbyt wielu młodych mam. Jakby karmienie – ilość lub jakość – było wyznacznikiem dobrego macierzyństwa. I im dalej w wiek dziecka, tym więcej poczucia winy. Bo pracuję zawodowo, a powinnam „tylko być z dzieckiem”. Bo (gdy nie pracuję zawodowo) wykazuję zbyt mały entuzjazm, opiekując się maluchem non stop przez 24 godziny na dobę. Lub też: „Pewnie za mało czasu mu poświęcam, bo słabo mówi, a ma już dwa lata”. I w końcu: „Mój trzylatek powiedział brzydkie słowo. Jestem złą matką i poniosłam klęskę wychowawczą”. I tak dalej, i tak dalej. Z przyczyn bardzo różnych, w większości tak naprawdę drugorzędnych. Nie mówiąc już o wieku dziecka bardziej zaawansowanym. Nie wspominając nawet o czasie burzy i naporu nastoletniego, gdy już wyrzuty sumienia związane z karmieniem piersią czy rodzajem porodu wydają się błahostką.

Skąd bierze się to ciągłe i bezsensowne obwinianie się? Pewnie z poczucia odpowiedzialności. Mocnej odpowiedzialności, bo za skarb największy. Przy czym efekt obwiniania się dobry nie jest: powoduje brak pewności siebie i brak radości z macierzyństwa. Poczucie winy wiąże się też często z reakcją otoczenia na wysiłki matczyne. Jeśli wokół matki są ludzie, którzy naprawdę wspierają, matce jest łatwiej. Gdy tych ludzi jak na lekarstwo, pojawiają się macierzyńskie schody do obiektywnej samooceny. Najgorzej jest, gdy wokół wszechwiedzący kontestatorzy, którzy wiedzą lepiej, jak wychowywać nasze dzieci. I jeśli tych kontestatorów słucha się zbyt często, do niszczącego (i niepotrzebnego) poczucia winy jeden krok.

Kiedyś pewna mądra, doświadczona mama powiedziała innej, młodszej mamie: „Kochaj swoje dziecko, dbaj o nie i o siebie. Skończ z bzdurnym poczuciem winy. I nigdy, przenigdy się nie obwiniaj. Ludzie wokół zrobią to znacznie lepiej. Za ciebie. I w tym jednym będą od ciebie znacznie lepsi”. Jesteście najlepsze, drogie Mamy! Uwierzcie w to!•

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • Ewa
    21.05.2015 15:13
    Chyba gość Maluczki nie wie co pisze. Przykazania się wykonuje od a do z. Gdybyś Ty był z dzieckiem 24h na dobę bez chwili często wytchnienia, nie raz z dzieckiem niepełnosprawnym zamknął byś buzię i siedział cicho. Czasem matka rzeczywiście mogła by karmić dłużej ale nie może bo pokarm zanika albo jest go mało a zrozumienie otoczenia cóż praktycznie 0. Obwiniają cię oto że mogłaś zrobić tak czy siak i nie jeść tego czy tamtego. A co jak matka jest szprycowana jakimiś antybiotykami i przekazuje te antybiotyki dziecku w pokarmie. Albo cesarka. Niektóre paniusie robią to by nie czuc bólu, ale u niektórych mam jest to konieczne - mają stymulator serca albo haringtona lub cukrzyce ciążową albo wszystko w jednym tak jak to ja miałam. Ale poczucie winy jest i będzie towarzyszyło zawsze takiej mamie.
  • Marlena
    21.05.2015 16:59
    Czasem tak , czasem krzyk sumienia. Wśród chrześcijanek częściej samo udręczenie. Wszystko zależy jakie cele jako matka sobie założyłam i co od siebie wymagam. Ja mam trójkę dzieci w tym jedno niepełnosprawne intelektualnie, nie jestem wstanie się rozerwać, ani czasem opanować żeby nie krzyknąć.( choć by w sytuacjach ich kłótni) Dużo czasu mi zajęło że ideałem nie będę nigdy i długo czułam się najgorsza na świecie, bo jako pedagog i chrześcijanka powinnam taki i tak i wszystko w domu powinno być perfekcyjnie. Z dziećmi powinnam dużo pracować itp. Jestem matką i muszę nauczyć dziecko przyznawać się do tego że czasem mi nie wyjdzie , że też czasem muszę przeprosić. Gdybym była ideałem nie miała bym możliwości przykładem tego uczyć dziecka.
  • mimi
    24.05.2015 03:58
    Dziekuje Pani Agato. Jak zwykle w sedno. Oby wiecej takich wspierajacych sie mam.
  • Daisy
    24.05.2015 19:10
    Taka moja refleksja: wiadomo, że każda z nas popełnia błędy wychowawcze,ale ktoś mi kiedyś powiedział, aby wtedy prosić Anioła Stróża by je naprawił. I zawsze o tym pamiętałam. To "działa". Mam wspaniałych dwóch, prawie dorosłych synów, z którymi mamy świetny kontakt i żadnych problemów wychowawczych. Anioł Stróż pomaga zawsze.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama