Rodziców powrót z wygnania

Nikt tak dobrze jak rodzice nie zna własnego dziecka.

Reklama

Jakiś czas temu w jednym z felietonów napisałam, że współczesne rodzicielstwo zostało zaatakowane przez przeróżnych wszechwiedzących ekspertów. Przeróżni specjaliści od rodzicielstwa takiego i siakiego mówią matkom i ojcom, jak wychowywać dzieci. A jednocześnie ich doradztwo bardzo często wyklucza zdrową rodzicielską intuicję oraz nie dowartościowuje rodzicielskiej samoświadomości, niemal nie zwraca uwagi na to, że miłość rodzicielska jest najlepszą wskazówką w wychowywaniu dzieci. Moim zdaniem akurat nikt tak jak rodzice nie zna własnego dziecka. Ani państwo psycholodzy, ani pedagodzy, ani inni -lodzy. Nie i już.

Po tamtym tekście posypały się na mnie dzikie gromy. Pisały zgorszone zwolenniczki tezy, że rodzice muszą opierać się na przeróżnych teoriach, by dobrze wychowywać dziecko. Pisały i przekonywały. Nie zawsze skutecznie, zawsze napastliwie.

Trudno. Nadal stoję na stanowisku, że one moich dzieci nie znają, nie kochają. A ja tak.

Ale oto papież Franciszek powiedział o wychowaniu podczas jednej z majowych katechez. Cytat będzie długi, lecz ważny: „Namnożyło się sporo tzw. ekspertów, którzy zajęli miejsce rodziców, nawet w najbardziej intymnych aspektach edukacji. Wiedzą oni wszystko o życiu emocjonalnym, osobowości i jej rozwoju, ich prawach i obowiązkach, znają cele, motywacje, techniki. A rodzice muszą tylko słuchać, uczyć się i dostosowywać. Pozbawieni swojej roli, często stają się zbytnio zaniepokojeni o swoje dzieci, aż do tego stopnia, by ich nigdy nie korygować. Mają tendencję do powierzania ich coraz bardziej »ekspertom«, nawet w kwestiach najbardziej wrażliwych i osobistych, sami stawiając się w kącie. W ten sposób grozi dziś rodzicom, że wykluczą siebie z życia swoich dzieci. Jest to niezwykle niebezpieczne”.

Ciekawe, czy zwolennicy zrzucania wychowania na przeróżnych speców napiszą też do papieża Franciszka… Śmiało.

I jeszcze ciąg dalszy wypowiedzi papieża: „Nadszedł czas, aby ojcowie i matki powrócili ze swego wygnania, bo sami wygnali siebie z wpływu na wychowanie dzieci, aby powrócili ze swego wygnania i w pełni podjęli swoją rolę edukacyjną”.

Ostatnie zdanie proponuję wydrukować, oprawić w ramki, powiesić w honorowym miejscu w domu. I się stosować.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • Maluczki
    28.05.2015 09:40
    Pani Agato! A któż to doprowadził do tego, że ludzie zapomnieli co znaczy Czwarte Przykazanie Boże? Ostatnio słyszałem na ten temat w jednej z homilii św. Jana Pawła II, w czasie jego pielgrzymki do Polski.
    Obecnie kazania są jakimiś okrągłymi gadkami, obliczonymi na wywołanie u słuchających jedynie uniesień emocjonalnych.
    Czasami mam wrażenie, że duchowieństwo katolickie opanowała jakaś wroga Kościołowi organizacja.
  • Wojtek Rych
    01.06.2015 07:59
    Tak, zgadzam się, ale;
    Słowa te dotyczą tylko dzieci rodzonych z Miłości.
    A przecież jak często jest inaczej. Nowe życia dajemy z jakichś: 'żądz', chuci czy presji.., ale i często nieświadomie, że to właśnie nienawiść wtedy jest i jest dalej namnażana.


    Tylko miłość może być podstawą, źródłem tworzenia i przekazywania życia.

    Dwa przykłady;

    1. Kain(dziecko wpadki), otoczony nienawiścią jak zobaczył otulanego miłością Abla; nie wytrzymał...
    2. Adolf Hitler to też syn wpadki, 'baraszkujących' spokrewnionych ze sobą rodziców zmuszonych ciążą do małżeństwa, na które zgodę wyrażał sam papież.
    Ojciec nienawidził Adolfa od małego, stosował przemoc wobec niego. Raz tak zbił małego Adolfa, że ten ledwie uszedł z życiem uratowany przez matkę..
    Co było dalej: znamy wszyscy...

    Czy te przykłady rozumiemy współcześnie?
    Ja nie jestem pewien. Czego więc jeszcze nam trzeba?
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama