Więcej niż „Jacek i Agatka”

– Przełom następuje po narodzinach czwartego dziecka. Traci się w sensie konsumpcyjnym, ale ile się zyskuje, to jest nawet nie do opowiedzenia – mówi Krzysztof Biegała, ojciec szóstki dzieci.

Reklama

  Marcin Kowalik /Foto Gość Halina i Krzysztof Biegałowie z dziećmi
Pan Krzysztof jest nauczycielem, żona Halina – pielęgniarką. Najmłodsze dziecko ma dwa miesiące, najstarszy syn ukończył pierwszą klasę gimnazjum. Zamiast małego mieszkania w Warszawie i kredytu uwiązanego jak kamień u szyi, wybrali życie na wsi pod Międzyborowem. W swoim domu czują się dobrze. Wpływ ma na to również otoczenie. Mieszkańcy życzliwie odnoszą się do całej rodziny.

Coś się zmienia

Dobre czasy w budżetówce już się skończyły. Pan Krzysztof z sentymentem wspomina rok, gdy miał pełny etat w szkole w pobliskim Żyrardowie. Praca prawie na miejscu. Teraz musi dojeżdżać do dwóch placówek. Jedna z nich oddalona jest o kilkadziesiąt kilometrów. Do pracy w Warszawie dojeżdża też pani Halina. Pracuje w systemie zmianowym. Ma 12-godzinne dyżury. – Jeszcze jak była dwójka dzieci, było nas stać na to, żeby żona została w domu na wychowawczym. Wtedy tylko ja utrzymywałem rodzinę – mówi pan Krzysztof. Do wielodzietności mają zdrowe podejście. – Jeżeli się kochamy, to się nie bronimy przed owocami miłości. Przecież różnie to Pan Bóg planuje. Jeżeli nas tak obficie obdarzył, to przyjmujemy to z całym dobrodziejstwem – uważa Krzysztof Biegała.

Sprawy wiary są dla małżonków ważne. Oboje należą do Domowego Kościoła. Tak, jak wszyscy, odczuwają jednak negatywne skutki tempa życia. Towarzyskie spotkania pozostają w sferze marzeń. Przy tej liczbie dzieci i rozmaitych obowiązkach trudno jest się spotkać np. na majówce z zaprzyjaźnioną rodziną. Mimo to pan Krzysztof aktywnie działa w Kole Związku Dużych Rodzin „Trzy Plus” w gminie Jaktorów. W porozumieniu z władzami gminy wprowadzono tu lokalną Kartę Dużej Rodziny, jeszcze zanim pojawiła się ogólnopolska.

– Przełom następuje po narodzinach czwartego dziecka. Traci się w sensie konsumpcyjnym, ale ile się zyskuje, to jest nawet nie do opowiedzenia. Słyszałem to też od niejednej rodziny. Trzeba poszukać większego samochodu, kończy się zdolność kredytowa. Pojawiają się ograniczenia, ale i pytania: „Czy czegoś wam nie trzeba?”. Wszelkie próby pomocy były taktowne. Doświadczaliśmy wielu serdecznych gestów w małej lokalnej społeczności. Szczęśliwie zaczęło się coś zmieniać w patrzeniu na duże rodziny. To kwestia ostatniej dekady. Kiedyś dominował model „Jacek i Agatka”, czyli rodzina z dwójką dzieci. 10 lat starsza ode mnie kuzynka ma ich siedmioro. Zdarzało się, że kiedy pojawiała się publicznie z całą gromadą, wysłuchiwała kąśliwych uwag na temat wielodzietności – mówi pan Krzysztof.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

TAGI| RODZINA

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama