Kuchnia jako „miejsce opresji”?


Kuchnia winna być miejscem radości, spokoju, ciekawych pomysłów i kuchennych innowacji.

Reklama

Ja to wcale nie gotuję – mówi trzydziestoletnia Anna. Mama dwójki dzieci, szefowa w niedużej firmie. Dlaczego? „Stać mnie, żeby kupić półprodukty, a jak sobie mąż chce zjeść gotowane, to niech do swojej mamusi jedzie”.

Można i tak. Ale zaskakująco sporo podobnych zdań zewsząd słychać. Od Anek, Baś, Magdalen i innych. Pań domu, które kuchnię traktują po macoszemu. Emancypacja przez wykluczenie domowego pichcenia? A może coś zupełnie innego… Bywa tak, że domowe gotowanie codziennie jest po prostu niemożliwe. Bo cały dzień cała rodzina poza domem. I prościej jest zjeść w jadłodajni, w pracy. Szczególnie gdy dzieci jedzą obiady w przedszkolu lub szkole. Jednak sobota, jednak niedziela... Jednak gotowanie dla rodziny (gdy gotuje mama, ale również i tata!) ma sens i wielkie znaczenie.

Dlaczego zatem część kobiet traktuje kuchnię jako „miejsce opresji”? Bo… czasem ta kuchnia miejscem stresogennym się staje. 
W rozmowach z młodymi kobietami po pierwszej negacji: „Kuchnia to nie moja bajka, do innych celów jestem stworzona” następuje zwykle moment prawdy. Czyli: „Teściowa gotuje lepiej”, „Mama mnie krytykowała, ilekroć coś ugotowałam nie tak jak ona”. Albo zaczyna się opowieść o mężu, któremu nigdy nie dogodzisz. Pomijając już, że współczesne kobiety, wykształcone i zapracowane, nie miały często kiedy i od kogo się uczyć. Kuchnia staje się więc miejscem niefajnej rywalizacji, stresu i negatywnych uczuć. 


Dość kuchennej opresji! Kuchnia winna być miejscem radości, spokoju, ciekawych pomysłów i kuchennych innowacji. I nigdy nie może kojarzyć się ze stresem! Od czego zacząć? Od przyjęcia jednej, prostej zasady: kuchnia jest moim królestwem i ja tu rządzę. Ja się uczę, ja eksperymentuję, ja działam. Nie mama, nie teściowa, nie ciotka, która wszystkie rozumy kuchenne pozjadała. I dlatego dość krępa. Każdy może nauczyć się gotować, bo to nie sztuka dla gwiazd z programów kulinarnych. Każdy może lubić gotować i robić to z sercem dla siebie, i dla rodziny.


Zatem warto przeanalizować swoje kuchenne relacje. I spokojnie, dzień po dniu, odnaleźć swoją kuchnię na nowo: kombinować, warzyć i dosmaczać. Dla siebie, dla rodziny. Dla zdrowia i wielkiej przyjemności. Smacznego. Pisze to osoba, która obecnie świetnie gotuje i gotować lubi. A jeszcze nie tak dawno przypalała wodę na herbatę z dumnym tekstem: „Phi. To nie dla mnie”.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • ŻONA
    02.07.2015 17:06
    Kuchni nienawidzę- nie mam swojej, muszę korzystać z kuchni teściowej - dla mnie dramat, którego mąż nie rozumie i nie chce(nie może) zmienić.
  • Ziuta
    02.07.2015 22:42
    Ja potrafię ugotować wodę w czajniku elektrycznym. I bób też umiem ugotować. Może kiedyś nauczę się więcej, ale do tej pory jakoś mi na tym nie zależało, a i nikt ode mnie tego nie wymagał.
  • Florynka
    03.07.2015 11:03
    Nie lubię gotować, ale wiem że warto. Z półproduktów czy gotowych dań też korzystam, choć przekonałam się, że inna jest atmosfera przy stole (a więc i w domu) gdy obiad jest od początku 'wyprodukowany" w naszej kuchni. Nie wszystko trzeba robić samej, można zaangażować innych członków rodziny. Wiem, też mam odruch obronny gdy ktoś rusza MOJE garnki i grzebie w MOJEJ lodówce. Ale coś za coś, albo padam na nos, albo dam sobie pomóc. A dla wszystkich, którzy twierdzą, że nie umieją gotować lub boją się powierzyć pewne czynności rodzinie hasło, które sama wymyśliłam i stosuję z powodzeniem: "Kuchnia to nie apteka, od razu się człowieka nie otruje".
  • Minerwa
    18.07.2015 00:40
    Pozwólcie, że zacznę ulubionym "minerwizmem" - tak i nie :) Trochę jest to prawda. Są domy, w których się nie gotuje, w dni powszednie je się w stołówkach, w niedzielę w knajpach lub zamawia pizzę. Ale bynajmniej nie jest to cała prawda, o czym najlepiej świadczą kulinarne blogi, strony internetowe poświęcone gotowaniu, serwisy, w których kucharze płci obojga wymieniają się przepisami. A choćby i wpisy na facebooku - i Autorce tekstu i mnie zdarzało się pochwalić tym, co się ugotowało czy upiekło.
    Więc są i takie domy, i takie. Ale najwięcej chyba jest "mieszanych" - gdzie mają swoje miejsce i półprodukty, i garmażerka, i wypieszczone, wypichcone, dosmaczone z pietyzmem dania.
    Osobiście uważam, że nieumiejętność gotowania jest kalectwem. Zrobić sobie coś pożywnego i smacznego do jedzenia powinien umieć każdy, bez względu na płeć. Nie wszędzie dociera chińska knajpa na wynos albo pizza na telefon :)
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama