Biec, żeby się zatrzymać

Biegają niemal codziennie, niektórzy nawet po tysiąc kilometrów rocznie. Niestraszna im niesprzyjająca pogoda. Wkładają trampki nawet w ulewnym deszczu, czy przy temperaturze minus 15 stopni. Co ciekawe... nie są przez to bardziej zabiegani.

Reklama

Każdy chciałby mieć więcej mitochondriów, prawda? Wiadomo, dobra oksydacja to podstawa. Co to są mitochondria? Nie, nie chodzi o połączenie mitomanii z hipochondrią. To komórkowe centra energetyczne, w których zachodzi oksydacja, czyli przemiana wolnych kwasów tłuszczowych wydostających się z adipocytów w energię... czyli spalanie tłuszczów. W czasie systematycznego treningu, np. biegania, ilość mitochondriów w komórkach mięśniowych wzrasta, co usprawnia ten proces, także w spoczynku. Dzięki temu człowiek mniej waży, lepiej się czuje, po prostu jest zdrowszy. Na szczęście samo bieganie jest mniej skomplikowane niż naukowy opis procesu spalania tłuszczów. W dodatku jego efekty nie ograniczają się do zwiększenia ilości mitochondriów czy polepszenia wydajności płuc i serca. Bieganie przede wszystkim pozwala się... zatrzymać.

Granica

Czasami można, a nawet powinno się ją przekroczyć. Innym razem trzeba uszanować zamknięty szlaban i znak „stop”. Henryk Chudy ze Sławska k. Sławna przekroczył wiele ludzkich granic, szczególnie tych, które tworzą się w głowie. Na poważnie zaczął biegać 18 lat temu, będąc już po czterdziestce. Przez ten czas przebiegł ponad 140 maratonów, niezliczoną ilość innych dystansów oraz dokonał czegoś, co udało się tylko niespełna 30 Polakom. Ukończył tzw. Spartathlon, czyli jeden z najtrudniejszych biegów świata, z Aten do Sparty, 246 kilometrów w mniej niż 36 godzin. Non stop w biegu, bez spania, najczęściej w morderczym upale. Trudno uwierzyć, że jako uczeń szkoły podstawowej i technikum miał zwolnienie z WF-u z powodu słabego zdrowia.

Również Bogdan Szlawski ze Staniewic, członek klubu biegacza „Bryza” działającego przy Centrum Kultury i Sportu w Postominie, udowodnił, że wiek jest często granicą bardziej mentalną niż rzeczywistą. Zaczął biegać tuż przed pięćdziesiątką. – Chciałem sprawdzić samego siebie. Nie sądziłem, że dam radę – mówi. Po niespełna 3 latach biegania, w jeden rok zdobył Koronę Maratonów, czyli ukończył 5 największych tego typu biegów w Polsce: w Dębnie, Krakowie, Warszawie, Wrocławiu i Poznaniu. Okazuje się, że granicą, która powstrzymuje człowieka od wielu aktywności, jest czasami po prostu lenistwo czy brak determinacji. Bieganie pomaga przekroczyć tę granicę. – Ono zmienia głowę. Szczególnie maraton nauczył mnie, że wiele spraw to kwestia chcenia, a nie braku możliwości – przyznaje ks. Łukasz Bikun, duszpasterz akademicki ze Słupska, zapalony biegacz.

Biegacze jednak wiedzą to, o czym dzisiaj coraz częściej się zapomina, że natura ma swoje prawa i jej granic przekroczyć się nie da. Jeśli ktoś próbuje, raczej źle kończy. – Jednego Spartathlonu nie ukończyłem. Był tak straszny upał, że nie wystarczało mi picie 2 litrów wody na 5 kilometrów. Poczułem, że jestem przegrzany i musiałem powiedzieć sobie: „wystarczy” – wspomina Henryk Chudy. – Na jednym z ultramaratonów zabrakło mi 15 minut na ostatnim punkcie pomiaru czasu i musiałem zejść. Trasa była bardzo trudna i po prostu nie dałem rady – przyznaje ks. Norbert Kwieciński, wikariusz w Białym Borze, który ukończył 3 maratony i 3 ultramaratony.

– Czasami po prostu nic się nie da zrobić. Złapie skurcz, organizm się zakwasi albo ze zmęczenia przestanie działać układ pokarmowy. Nie ma siły i tyle. Potrzeba pokory – mówi Edyta Szczygielska, 39 lat, przewodnicząca Rady Miasta Sławna. Jako jedna z trzech Polek w historii ukończyła Spartathlon. Jak wspomina, przy pierwszej próbie musiała jednak dać za wygraną... po 150 kilometrach.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

TAGI| KOŚCIÓŁ

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama