Lobbing napro?

Znam dobrze kilka par, które borykały się z problemem niepłodności. Kilka lat bezskutecznych starań o dziecko. Ból, który rozrywa, powoduje małżeńskie niesnaski i frustracje. Wszystkie te pary niby leczyły się u ginekologów. I wskazywano im dwa kierunki: pierwszy to in vitro. Drugi – równie nieskuteczny – wszystko jest dobrze, potrzeba czasu.

Reklama

Czas mijał, a dziecko się nie pojawiało. Na szczęście pary te klinikom oferującym in vitro podziękowały i szukały pomocy w gabinetach naprotechnologicznych. Żmudna, czasochłonna i kosztowna diagnostyka przyniosła owoce. Najpierw diagnozowano (zazwyczaj głęboko ukryty i subtelny) problem ze zdrowiem, a następnie następowało dostosowane do problemu leczenie. Po wyleczeniu para w naturalny sposób zachodziła w upragnioną ciążę. I rodziło się zdrowe dziecko.

W przypadku jednej z opisywanych par urodziło się już dwoje dzieci. Tymczasem właśnie ta para, po dwóch lub trzech wizytach u „zwykłego” ginekologa, słyszała wcześniej: „Tylko in vitro. Inaczej nie ma szans”. Do czego zmierzam? Ano do tego, że po pierwsze należy nazwać sprawę po imieniu: w Polsce rzetelna diagnostyka niepłodności to mit. Parę badań i kilka miesięcy leczenia w ciemno to nie jest profesjonalne leczenie problemów z płodnością. I po drugie: leczenie metodą naprotechnologii jest skuteczne, ale drogie.

Co dalej? Jeśli para mająca problem z poczęciem dziecka odrzuca in vitro – być może nigdy nie doczeka się potomstwa. Jeśli zdecyduje się na (refundowane) in vitro – szanse na dziecko bez zdiagnozowanego problemu zdrowotnego i tak są niewielkie. Pominę tu szkody, jakie kobieta poniesie podczas stymulacji hormonalnej przed zabiegiem. I pominę szkody moralne: powołanie do życia wielu zarodków, które w (najlepszym wypadku) zostaną zamrożone. Co zatem? Może warto w końcu, a piszę tu i do rodzin, które z naprotechologii korzystają, i do lekarzy, którzy leczą tą metodą, zewrzeć szyki. I stworzyć rodzaj frontu czy też lobbingu, dzięki któremu leczenie metodą naprotechnologii za jakiś czas będzie refundowane?

Chyba wszystkim rozsądnym i życzącym dobrze niepłodnym parom powinno na tym zależeć. Jest rażącą niesprawiedliwością finansowanie metody nieskutecznej i moralnie wątpliwej, a brak finansowania innej metody: skutecznej i dającej radosne owoce. •

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • patryk
    16.07.2015 16:52
    Pitu pitu napro i in vitro mają jeden wspólny mianownik - kasę. To co przeszliśmy od jednych i drugich to nasze. Jeden plus, że daliśmy spokój z jednymi i drugimi i poszliśmy w adopcję. Naprotechnolodzy (przynajmniej sprzed 4 lat) też cwaniaki-tylko kobiety. A qw to, że on bezpłodny to "się nie da". Sorry trochę krytycyzmu wobec napro też się przydało.
    Z moich znajomych, którzy nie mogli mieć dzieci (korzystali czy to IV czy z napro) to największą skuteczność ma zaadoptowanie dziecka. W sumie ponad 20% naszych znajomych po adopcji doczekało się swojego potomstwa.
  • nika
    27.07.2015 09:19
    "Jest rażącą niesprawiedliwością finansowanie metody nieskutecznej i moralnie wątpliwej, a brak finansowania innej metody: skutecznej i dającej radosne owoce."
    To apel do przyszłych parlamentarzystów i obecnego już Prezydenta-elekta. O korektę tych pośpiesznie uchwalanych i podpisywanych ostatnio aktów prawnych
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama