Łatwiej paść na kolana

O ośmiu książkach, sondażowych czytelnikach i Wcieleniu mówi Sławomir Zatwardnicki.

Ks. Roman Tomaszczuk: Masz czwórkę dzieci, dobrze zauważyłem?

Sławomir Zatwardnicki: Zaraz, niech policzę…. Tak, czwórkę. (śmiech)

To dla nich napisałeś kolejną książkę, tym razem elementarz?

Pewnie dla nich także, choć jednak nie w pierwszej kolejności. Zresztą dopiero dociera do nich, czym się tato zajmuje, jeszcze nie zaskoczyły, że nie wszyscy tatusiowie piszą książki i pracują w domu.

Zawód: pisarz apologeta – to marzenie od dzieciństwa?

Moje pierwsze studia to ochrona środowiska i swoją pracę zaczynałem w tej branży. Pamiętam jednak dzień, w którym moja „świeża” wtedy żona zadała mi pytanie, co tak naprawdę chciałbym w życiu robić. Odpowiedziałem: napisać książkę. Ale choć była to szczera odpowiedź, nie wierzyłem, że to pragnienie się kiedykolwiek zrealizuje. Potrzeba było długiego „dojrzewania” do decyzji porzucenia stałej pracy na rzecz studiów teologicznych i niepewnej działalności publicystycznej.

Masz na swoim koncie w tej chwili osiem książek. Już wiesz, jak się je pisze. Przypomnij tytuły – są… oryginalne.

„Abraham. Meandry wiary” to pierwsza z 2011 r., potem kolejno: „Tata strongman. O integralnym wychowaniu i prawdziwym ojcostwie”, „Katolicki pomocnik towarzyski, czyli jak pojedynkować się z ateistą”, „Ateizm urojony”, „Hermeneutyka wiary w nauczaniu papieża Benedykta XVI”, „Pomoc przeciw nieprzyjaciołom Twoim, czyli jak chwalić Maryję i bronić Jej godności”, „Okularnica na wydaniu. O katolickiej nauce społecznej poważnie, bo z humorem” i wspomniany „Elementarz katolika”. Czy to wystarczy? Nie sądzę. Wciąż uczę się na błędach, m.in. muszę popracować nad stylem swoich wypowiedzi (śmiech), bo apologetyka w tonie wybitnie polemicznym może być trudna do przyjęcia zwłaszcza przez dzisiejszego (nad)wrażliwego czytelnika. Postaram się w ramach poprawy dostroić do tonów używanych w dyplomacji watykańskiej. (śmiech) Poza tym jestem zbieraczem, który chce potem wszystko, czego sam się dowiedział, oddać w swoim tekście… To może być trudne do strawienia przez czytelnika.

Elementarz – znaczy podstawy. Skład Apostolski był już komentowany wiele razy. Inni napisali gorzej?

Zanim odpowiem, też zadam pytanie: po co w nowy sposób przepowiadać Ewangelię? Czy da się lepiej wyrazić Dobrą Nowinę? A jednak trzeba ją komentować, i to w różny sposób, dostosowany do czytelnika. Ja staram się w swoim pisaniu łączyć powagę treści z poczuciem humoru w formie.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

TAGI| RODZINA

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja