TLK widmo, czyli felieton grozy


Najważniejsze jest dobre nastawienie. Jednak nastawienia pozytywnego nie dało się utrzymać zbyt długo.

Reklama

Zachęcona reklamami, że kolej jest już cywilizowana, postanowiłam oszczędzić sobie, a przede wszystkim pięciorgu dzieciom oraz 85-letniej babci, jazdy w upale samochodem. Koleją będzie przyjemniej.

Nie było. Najpierw pociąg się spóźnił. Oczywiście nikt nie informował dlaczego i kiedy dokładnie przyjedzie. Tylko na elektronicznej tablicy migały literki: spóźni się 30 minut, za chwilę 40, by dobić do 50.

Upał, dzieci śpiące i podenerwowane. Weszliśmy do przedziału tuż po 23. A tam… Siedzenia jak sprzed 30 lat. Twarde, wąskie… Damy radę – pocieszałam towarzystwo. Najważniejsze jest dobre nastawienie. Jednak nastawienia pozytywnego nie dało się utrzymać zbyt długo, bo tuż za Warszawą do wagonu wpadła banda młodych ludzi. Już podpici. Z butelkami i puszkami. Oszczędzę opisu, co się działo dalej. Palenie, picie, wrzaski i awantury… A konduktorzy jakby pod tory się zapadli (towarzystwo chyba było bez biletów, a biletów do końca naszej podróży nikt nie sprawdzał). Jakaś ochrona kolei? Czy taka instytucja w ogóle istnieje? Pasażerowie próbowali interweniować, ale skutek był opłakany. Gorąco do tego, nie można było (z jasnych względów) otworzyć drzwi na korytarz. A okno otwierało się tylko na oścież bądź wcale.

Jakieś 40 minut za Bydgoszczą pociąg staje. Lokomotywa się zepsuła. Prawie godzina na małej stacji. Czekamy (nikt nie wie, jak długo), aż przyjedzie lokomotywa zastępcza. Towarzystwo od picia wylazło na peron i dawaj: regularna bijatyka. Panienka od wódki dodaje panom animuszu. Przyjechała jakaś ochrona (ani policja, ani SOR). Pouczyli panienkę, na co pozostali pasażerowie bunt podnieśli: „Nie wpuścimy awanturników z powrotem”. Ale ochrona się ulitowała nad pijakami: „A jeśli przeproszą?”. I zaczął się absurd: pijana panna, z miną skrzywdzonego niewiniątka, chodziła od przedziału do przedziału wagonu i przepraszała. W drzwiach każdego przedziału stali wściekli rodzice i ochraniali przed przeprosinami śpiące dzieci.

W końcu dojechaliśmy z prawie trzygodzinnym opóźnieniem. Ledwie żywi. A pasażerowie między sobą toczyli rozmowy – kogo by do pociągu chętnie zaprosili. Za karę. Wymieniano najczęściej panią premier, która przecież chętnie (nieco innymi) pociągami jeździ. Bez sensu. I tak by pewnie w takie TLK widma nie uwierzyła.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • Janusz
    13.08.2015 18:38
    Niestety, artykuł poniżej poziomu mułu. Trzeba być prawdziwym ignorantem, żeby zaprzeczyć temu, że w ciągu ostatnich 5 lat standard na kolei podniósł się do najlepszego w historii poziomu. Dotyczy to i infrastruktury i Bogu dzięki taboru. Mieszanie Kopaczowej też jest śmieszne, bo to, do jakiego stanu doprowadzano polską kolej jest wynikiem działań rządów ostatnich dziesięcioleci. Zawsze można było jechać autobusem jak pani Szydło :) jest szansa, że trafiłaby się stara Setra, bez zagłówków, sprawnego nawiewu i bez okien "otwieranych na oścież " :D
  • war
    13.08.2015 23:53
    Pan wybaczy, najlepszy od kiedy? Bo ja pamiętam pociągi z czasu PRL-u, którymi niemal wszędzie można było dojechać. Obecnie większość lini jest zdewastowana - pozostały tylko te łączące największe miasta. Do Wrocławia z Zielonej Góry jechało się 20 lat temu o 1.5h (sic.) krócej niż dziś!!!
  • Maluczki
    17.08.2015 10:21
    Jeżeli chodzi o zachowanie pasażerów, to ja położyłbym główny nacisk na wychowanie. Jeżeli młodym mówi się róbta co chceta, a przedtem wychowuje się ich w konsumpcjonizmie, to jest tak właśnie, jak Pani Miała, ale to nie wina kolei, a raczej tego co z kolei po rządach wykształciuchów pozostało.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama