Zawołała mnie droga

O łyżeczce znalezionej na szlaku i poznawaniu siebie z Markiem Kamińskim, po jego pielgrzymce do Santiago rozmawia Szymon Babuchowski
.

Reklama

Szymon Babuchowski: Po powrocie ze Szlaku św. Jakuba powiedział Pan, że to była ostatnia Pana wyprawa. Czy to znaczy, że znalazł Pan to, czego szukał?


Marek Kamiński: Człowiek szuka całe życie, dlatego nie chciałbym się zarzekać, używając takich słów jak „zawsze” i „nigdy”. Ale rzeczywiście myślę, że to była ostatnia wielka wyprawa. Podczas tej pielgrzymki uświadomiłem sobie, że oprócz poznawania nowych miejsc ważne jest też zrozumienie tego, co już człowiek przeżył.


Kiedy to do Pana dotarło?


Pewnego wieczoru poszedłem spać, a reżyser Jan Czarlewski, który towarzyszył mi przez dużą część trasy, rozmawiał z napotkanym w drodze Amerykaninem. Opowiedział mu trochę o mnie i wtedy usłyszał: „Ten człowiek odkrył w życiu wszystko oprócz siebie”. To dało mi do myślenia. Solą Camino są rozmowy z ludźmi. Padają tam takie zdania, które mogą być dla człowieka drogowskazami na przyszłość.


Czym różniła się ta wędrówka od poprzednich wypraw?


Główna różnica tkwi w tym, że wiodła przez Europę. Wydawałoby się, że to komfortowa sytuacja, ale to nie do końca prawda. Bo człowiek, idąc 40 kilometrów dziennie, staje się nikim. Oczywiście w Polsce w pewnym stopniu byłem rozpoznawalny i wiele się w związku z tym działo. Ale potem przestało się dziać. To była podróż przez duchową pustynię Europy. Ruszyłem na pielgrzymkę i chciałem uczestniczyć we Mszy świętej, tymczasem okazało się, że w Niemczech, Belgii czy Francji kościoły były zamknięte. Nikogo nie interesowały tematy duchowe. 


Szedł Pan od metaforycznego „bieguna rozumu”, czyli grobu Immanuela Kanta w Kaliningradzie, do „bieguna wiary” w Santiago de Compostela. Czy słowo „biegun” oznacza, że wiara jest czymś ekstremalnym?


Myślę, że tak, chociaż z pozoru wydaje się łatwo dostępna. Ale to, że się chodzi do kościoła, nie znaczy, że człowiek ma wiarę. Można uczestniczyć w warstwie liturgicznej, obrzędowej – tylko fizycznie. Jako dziecko zostałem wychowany w tradycji katolickiej, i wiara w Boga była dla mnie oczywista. Natomiast myślę, że w dużej mierze była czymś zewnętrznym. Nie rozumiałem obrzędów Mszy Świętej, nikt mi tego nie wyjaśnił. Dopiero jako człowiek dojrzały zrozumiałem, mniej więcej, o co w tym wszystkim chodzi.


Ale wyszedł Pan na Camino już jako człowiek wierzący.


Tak, choć na początku był to bardziej projekt intelektualny. Myślę, że jestem człowiekiem wierzącym, ale wiara też jest drogą. Nie mamy skali, żeby tę wiarę mierzyć, nie jesteśmy sędziami.


«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

TAGI| RODZINA

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama