Nie ma jak u mamy

W Polsce matki, które decydują się na kilkoro dzieci i zostają przy nich w domu, nazywa się lekceważąco kurami domowymi. Najwyższy czas, by powiedzieć „stop” ich dyskryminacji.

Reklama

Dziś kobieta wybierająca macierzyństwo i pozostanie w domu przy swoich pociechach ma niepewną przyszłość – mówi Karolina Dobrowolska z Instytutu na rzecz Kultury Prawnej „Ordo Iuris”. – Prawo nie przyznaje takim mamom świadczeń, a społeczeństwo, uwiedzione hasłami forsowanymi przez radykalne feministki i zmanipulowane tym, co się pisze o takich mamach w mediach, postrzega je jako nieużyteczne. Te matki mają bardzo ograniczony dostęp do świadczeń emerytalnych, choć ich dzieci w przyszłości będą finansować emerytury osób bezdzietnych – podkreśla Karolina Dobrowolska. 

– Ważne, aby decydenci mieli świadomość, że zajmowanie się wychowaniem dzieci w domu to też bardzo odpowiedzialna praca, tyle że nieprzynosząca tym kobietom pieniędzy, ani społecznego uznania. Na rzecz matek zajmujących się domowym wychowaniem pociech świadczą liczby, które jednak nie pojawiają się na pierwszych stronach gazet. ONZ szacuje, że niezarobkowa praca wykonywana przez kobiety w domu powiększa PKB średnio o 40 proc. Niestety, niewiele się robi, by im pomóc. Żeby zmienić tę sytuację, Instytut „Ordo Iuris” rozpoczął kampanię „Stop dyskryminacji matek!”, do której każdy może się przyłączyć.

Żłobek zamiast domu

Choć polska konstytucja w art. 18 i 71 ust. 2 nakazuje chronić macierzyństwo i otaczać matki szczególną opieką, system pomocy jest iluzoryczny i w zasadzie sprowadza się do usilnego propagowania żłobków i przedszkoli jako pomocy w wychowaniu. – Miesięczny koszt opieki żłobkowej nad dzieckiem finansowanej ze środków publicznych w 2014 r. przekraczał w wielu gminach 1600 zł – informuje Karolina Dobrowolska. – Dobrze by było, żeby matki pozostające w domu otrzymały chociaż część tej kwoty. Od lat władze finansują niemal wyłącznie opiekę żłobkową i przedszkolną, która w badaniach socjologicznych jest oceniana przez młode matki najsłabiej. W skali Europy to ewenement – w innych krajach na różnego rodzaju wsparcie może liczyć opieka domowa, sprawowana przez rodziców, dziadków czy przeszkoloną opiekunkę lub opieka w „domowych przedszkolach”, gdzie przyjmuje się dzieci rodziny i sąsiadów. W Polsce stawia się tymczasem jednostronnie na rozwój żłobków molochów. Ta sama praca może liczyć na dofinansowanie, jeżeli wykonuje ją opiekunka w przedszkolu, ale nie będzie objęta żadnym wsparciem, jeśli wykona ją w domu mama. 

Lekarz Małgorzata Ryżko-Skiba, matka trójki dzieci, ze zdziwieniem odkryła dyskryminację we wspieraniu przez państwo matek pracujących na niekorzyść pozostających w domu: – Matka zajmująca się dzieckiem w domu musi płacić za szczepienia zalecane mu przez lekarza, a ta, która oddaje maleństwo do żłobka, ma je tam nieodpłatnie.

W lansowany w mediach model współczesnej kobiety wpisana jest jej nieustanna aktywność zarobkowa. Najważniejsze wydaje się to, aby kobieta jak najszybciej po urodzeniu dziecka mogła wrócić na rynek pracy. Według założeń Unii Europejskiej i jej projektu „Strategia Europa 2020”, do 2020 roku aż 75 proc. kobiet powinno być zatrudnionych, a nie siedzieć w domu i wychowywać potomstwo.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

TAGI| RODZINA

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • tak
    12.09.2015 16:23
    Właśnie tak - dobrze, że podnosi się ten temat. Ciekawe, że najbardziej zajadłe bojowniczki o godność i docenienie kobiety tak bardzo pogardzają macierzyństwem - najbardziej podstawową rolą społeczną płci pięknej. Jest w tym coś dla mnie niezrozumiałego, ale - jak to mówią - ja wszystkiego rozumieć nie muszę.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama