Ał-torytety o sześciolatkach

Ał-torytety obrażają. Rodzice i pedagodzy wiedzą swoje i robią swoje.

Reklama

Jeszcze raz o sześciolatkach. Tym razem dla opornych. A oporni najczęściej są tzw. autorytetami. W dziedzinach wszelkich, lecz niezwiązanych z pedagogiką i wychowywaniem dzieci. Czyli śmiało można ich nazwać ał-torytetami. Owe ał-torytety w ostatnim czasie bardzo mocno dały znać o sobie. O swojej wszechwiedzy na tematy wczesnoszkolne. Dały też znać, w jaki sposób myślą i jakimi pojęciami operują.

Najpierw prof. Vetulani napisał: „Sześciolatki niezdolne do rozpoczęcia nauki są albo niedorozwinięte, albo chore, albo leniwe, albo głupio chowane. Współczujmy rodzicom”. Ponieważ pan profesor raczył współczuć również i mnie oraz mojej córce (odroczonej na szczęście rok temu), śpieszę donieść, że dziecko jest wybitnie inteligentne, radosne, twórcze, zdrowe i pracowite. I właśnie dlatego my, rodzice, posyłamy ją do szkoły wtedy, gdy będzie to dla niej najlepsze. Pominę tu subtelnym milczeniem ton, w którym profesor postanowił zabrać głos. Ostatecznie od człowieka kulturalnego i na poziomie wymaga się nieco grzeczniejszej argumentacji niż ta, której użył pan Vetulani. Ale trudno. Na uczenie kindersztuby jest już u profesora zbyt późno.

A potem red. Ewa Wanat. Publicznie zadała pytanie, dlaczego „polskie dzieci są głupsze od rówieśników z Włoch, Francji czy Niemiec? A może tylko państwu Elbanowskim rodzą się takie nierozgarnięte dzieci?”.

Ponieważ pytanie zadano publicznie, również publicznie na nie odpowiem: otóż sześciolatki, które nie powinny iść do klasy pierwszej (mimo że są bardzo rozgarnięte!), rodzą się nie tylko Elbanowskim. Jednym słowem, pani redaktor obraziła więcej rodzin. Również i mnie, i miliony obywateli, którzy podpisali wniosek o referendum na temat obniżenia wieku obowiązkowej nauki.

Dlaczego rodzice chcą mieć wybór? Bo znają polskie szkoły, bo ich dzieci już uczą się w warunkach przyjaznych, bo przedszkolnych. I dlatego, że mają większe doświadczenie w wychowywaniu swoich dzieci niż szanowna pani redaktor. (Na marginesie: personalny atak na dzieci Elbanowskich jest na poziomie kloaki. Tak naprawdę nadaje się na wytoczenie procesu cywilnego pani redaktor). Ał-torytety obrażają. Rodzice i pedagodzy wiedzą swoje i robią swoje. Oby do (pozytywnego dla dzieci) skutku.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • Jerzyk
    03.09.2015 19:21
    - Takie dzieci które jeszcze nie potrafią samodzielnie myśleć i wyciągać wniosków, bardzo łatwo urabiać.
    - Można im wciskać kit i tak kształtować, aby w przyszłości robili to jak im zagrają.
    - Można je uczyć zakładać prezerwatywy na banana, samogwałtu, jak to dobrze mieć dwóch tatusiów, lub dwie mamy, jak zmienić płeć, można ...
    - Można dzieciom odbierać dzieciństwo i tak jak w Japonii, kiedy pójdą na emeryturę będą przeżywać swoje dzieciństwo.
    Widziałem kiedyś taki Japoński film jak ludzie na emeryturze kupowali ziemię, budowali bajkowe ogródki, budowali domki na drzewie, itp.
    - I na starość przeżywali swoje dzieciństwo, bo od wczesnego dzieciństwa musieli się uczyć i pracować.
  • magzmar
    03.09.2015 23:19
    Uważam, że rodzice często przesadzają z tymi 6-cio latkami w szkole. tak na prawdę, wiele osób wie, (a powinni wszyscy), że najważniejsze dla rozwoju dziecka i późniejszego radzenia sobie w nauce, odgrywają pierwsze 3 lata życia. Rzucamy się o 6-cio latki w szkole, a ilu z nas posyła roczne dzieci do żłobka? to jest marnowanie dzieciństwa! Gdyby większa ilość matek więcej czasu poświęcała swoim pociechom, poczytała czasami, lub zbudowała wieżę z klocków wtedy, gdy najbardzej potrzebują kontktu z matką i jakiejś codziennej harmonii, czyli w tych pierwszych latach rozwoju, dzieci byłyby lepie rozwinięte intelektualnie i emocjonalnie... na prawdę jak słysze młode mamusie, które ida do pracy, bo tam odpoczywają, bo w domu ich "trafia" przy dzieciach, albo tekst "po co ja mam do niego mówić, jak ono nic nie rozumie" to ręce opadają i płakać się chce!
  • ewa piasecka
    04.09.2015 10:36

    No właśnie. Nie każdego stać na szkołę społeczną, gdzie w klasie jest 9 dzieci. Mnie posłano do szkoły w wieku lat 6, w domu się nudziłam. Dałam radę, ale lekko nie było. Do szkoły nie dojrzałam społecznie i do końca podstawówki byłam outsiderką. Własne pociechy posłałam do szkoły w wieku lat siedmiu. Są już właściwie dorosłe, więc mogę powiedzieć, że to była słuszna decyzja. Jedni pedagodzy wspierają nauczanie 6-latków, inni, zwłaszcza w Anglii, w której od lat jest to norma, stanowczo się temu - na podstawie prowadzonych przez lata badań - sprzeciwiają. Rodzic najlepiej zan dziecko i jeśli uważa, że nie powinno opuszczać przedszkola, trzeba mu zaufać. 

  • pajaczek
    09.09.2015 23:53
    W prawidłowych rodzinach to Rodzice powinni decydować o wieku, w którym ich Dziecko powinno iść do szkoły, jak również o tym jak ma być w szkole wychowywane. Jest dostępny ogromny materiał naukowy dowodzący, iż dzieci wcześniej posyłane do szkoły są niedojrzałe emocjonalnie. Był już taki czas, kiedy zabierano dzieci do komsomołu, innych znanych z historii organizacji. Wiemy jakie były efekty. Co do poziomu słownictwa, którym posługują się niektórzy tzw. politycy, nasza to wina, iż na początki nie reagowaliśmy. Jeśli ktoś nas obraża, powinniśmy wszczynać drogę sądową. Jeśli przestępstwo jest niekarane, przyjmuje znamiona normy.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama