On będzie za mnie chodził

– Mogę sobie wyrzucać: po co tam stałem, po co w ogóle na te zawody szedłem. Zawsze można znaleźć winnych wszystkiemu i wytłumaczenie wszystkiego. Tylko po co? – mówi Krzysztof.

Reklama

To cały czas ten sam uśmiechnięty chłopak, z głową pełną marzeń i pomysłów. Tylko że teraz zamiast na własnych nogach porusza się na wózku inwalidzkim. – Nie, świat się nie wali, po prostu przestaje się chodzić – mówi Krzysztof Obuchowicz. – To jest tak samo jak nie latać. Przecież nie będę się wkurzać na to, że nie latam – mówi 25-latek.

Nie myśl, jaki jesteś biedny

Jako mały chłopak uwielbiał wspinać się po drzewach. Potem doszły prawdziwe sporty – narty, snowboard, pływanie, żeglowanie, rolki turystyczne, rolki agresywne... – wiele by wymieniać. Najbardziej pociągały go snowboard i wspinaczka. I właśnie podczas zawodów wspinaczkowych 2,5 roku temu zdarzył się wypadek. Krzyśkowi spadł z wysokości na plecy inny zawodnik. – Złamało mnie w pół. Ja jeszcze stałem na ziemi, przywiązywałem się do uprzęży, byłem pochylony. Nie miałem żadnych szans – mówi Krzysiek.

Do Marka, który na niego spadł, nie ma żalu. – To nie jego wina, zawiodła asekuracja. Przyszedł do mnie do szpitala, był bardziej speszony niż ja. Nie szukałem winnych, nie mam do nikogo żalu. Równie dobrze mogę sobie wyrzucać: po co tam stałem, po co w ogóle na te zawody szedłem. Zawsze można znaleźć winnych wszystkiemu i wytłumaczenie wszystkiego. Tylko po co? Strata czasu – twierdzi chłopak.

Wielkim wsparciem przez cały czas byli dla niego rodzina i znajomi. – Nawet ci, po których się tego nie spodziewałem, odwiedzali mnie w szpitalu, dużo rozmawialiśmy. Na szczęście miałem na czym się skupić po wypadku, a nie myśleć, jaki to ja jestem biedny. I to jest chyba najważniejsze w takich sprawach; nie myśleć: „o kurczę, ile mnie rzeczy omija”, ale co robić, żeby jak najlepiej spędzić czas. I działać. Jak się przestaje działać, to się zaczyna cofać – mówi Krzysiek.

To się samo napędza

Po wypadku musiał zmienić studia. Wcześniej studiował budownictwo. – Na budowę już nie pójdę, a siedzenie nad sztalugą i kreślenie wykresów niespecjalnie mnie wciągało. Zawsze chciałem być kierownikiem budowy, a na wózkach po budynkach chodzić się nie da – stwierdza Krzysiek. Teraz studiuje mechatronikę i robi cztery razy więcej rzeczy niż przedtem. –

To jest tak, że jak się ma dużo wolnego czasu, to się nic nie chce robić. A jak się ma mało czasu i dużo obowiązków, to ma się jeszcze więcej siły na jeszcze więcej obowiązków. To się samo napędza – przyznaje z uśmiechem. Pracuje w firmie rodziców, daje korepetycje z matematyki i fizyki, oraz, oczywiście, nadal uprawia sport – jeździ na rowerze leżącym (handbike) w zawodach, gra w olsztyńskiej lidze koszykówki na wózkach, niedawno wrócił ze zgrupowania żeglarzy, będzie robił pierwszy stopień nurkowania i jeszcze chce zrobić uprawnienia na latanie motolotnią. Czasami zapraszają go do szkół na pogadanki, aktywnie działa też w fundacji, która organizuje obozy dla niepełnosprawnych.

– Na takim obozie na każde niepełnosprawne dziecko przypada jeden sprawny opiekun i jeden taki jak ja. Moją rolą jest danie przykładu, pokazanie, że to jest normalne życie, że można być szczęśliwym, usprawnić te dzieci. Dzwonią do mnie z różnych województw, zapraszają na kolejne obozy, także chyba jestem dobrym wzorem dla tych osób – uśmiecha się.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

TAGI| RODZINA

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • TeKa
    29.09.2015 12:50
    Krzysiek, serce roś nie, jak się Ciebie słyszy i widzi. Wspaniały facet z Ciebie i Twojej rodziny. I co tu dużo gadać - trzymaj się i swoich marzeń.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama