Domek w mieście róż

Niedaleko zniszczonego lotniska zostawili swój z trudem wybudowany dom, którego już prawie nie ma. Tam – jak mówią – nie dało się dłużej żyć.

Reklama

Rodzina Kubatinów nigdy nie planowała opuszczać Doniecka. W północnej części miasta, między kopalnią a lotniskiem, zbudowali i urządzili swój wymarzony dom. Najpierw, gdy go kupili, był małym domkiem. Kiedy urodził się Jarosław, ich drugi syn, podjęli decyzję o rozbudowie.

Pokój i wojna

– Budowaliśmy go właściwie sami. 8 lat wyrzeczeń. Przez ten czas praktycznie nic nie kupowaliśmy dla siebie. Wszystkie pieniądze szły na budowę. Mąż zna się na budowlance, hydraulice i elektryce. Sam robił wszystko, kupowaliśmy tylko materiały. Chodziło nam o to, by było jak najoszczędniej – mówi Andżelika, mama trzech synów i żona Oleksandra.

Donieck, stolica Donbasu, powstał w 1869 r. Wówczas John Hughes, walijski przedsiębiorca, wybudował tu zakłady metalurgiczne i kilka kopalń węgla. Jeszcze pod koniec XIX w. powstała tu stacja kolei. Miasto nosiło przez pewien czas nazwę Trock, a potem Stalino. Z powodu rozkwitu i urządzenia nazywano je miastem róż. Na początku XXI w. istniało tam 17 kopalń i 5 hut żelaza. W 2012 r. miesięcznik „Forbes” uznał miasto za najlepsze z miast Ukrainy dla rozwoju biznesu. Co więcej, UNESCO oceniło stolicę Donbasu jako najczystsze miasto przemysłowe świata. Donieck, obok Lwowa, Charkowa i Kijowa, był jednym z ukraińskich miast, gdzie w 2012 r. rozgrywane były mecze 14. Mistrzostw Europy w Piłce Nożnej. W 2013 r. liczył niemal milion mieszkańców, a przylegającą aglomerację zamieszkiwał kolejny milion ludzi. Rok później przyszła wojna.

7 kwietnia 2014 r. Donieck został faktycznie opanowany przez prorosyjskich separatystów, przeciwników rządu w Kijowie. Stanowi dziś stolicę nieuznawanej Donieckiej Republiki Ludowej. W wyniku walk zostały zniszczone lotnisko i piłkarski stadion. – Nasz dom stał między lotniskiem a hałdami kopalni. Tam strzelali bardzo. Szczególnie ciężkie walki toczyły się o lotnisko. Nie dawało się tam dłużej żyć, było po prostu śmiertelnie niebezpiecznie. Z naszej części miasta uciekli prawie wszyscy. Ci nieliczni, którzy zostali, kryją się po piwnicach. My wyjechaliśmy. Najpierw do Charkowa, potem do lwowskiego powiatu, a następnie pod Kijów. I wtedy ogłoszono, że będzie możliwość wyjazdu etnicznych Polaków, a ja miałam Kartę Polaka. Otrzymałam ją jeszcze w 2013 roku – wspomina pani Andżelika.

Swojego domu już potem nie widzieli. – Z tymi, co zostali, rozmawialiśmy przez telefon i wiemy, że najpierw została zniszczona jedna ściana naszego domu, potem druga. Już go nie ma – mówi z nieskrywanym żalem.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

TAGI| RODZINA

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama