Bóg jest w ciemności, a Tereska w słońcu

Siedzimy przy stole w ogródku przed małym domkiem obłożonym białym sidingiem. Na stole leży radyjko, z którego płynie łagodna muzyka. To specjalnie dla Teresy, forma terapii. Wokół domu na sztalugach stoją obrazy: z huzarem, z Matką Bożą, jest też ich portret. To pasja Wieśka. Teraz dzięki niej wraca do zdrowia.

Reklama

W tym domu mogą mieszkać jeszcze przez kilka miesięcy. Na taki czas znajomy opłacił im czynsz. Ich nie byłoby na to stać. Stracili wszystko, gdy firma Wieśka upadła. Aby spłacić zobowiązania, musieli sprzedać mieszkanie, samochody, książki, meble… – Materialnie jesteśmy całkowicie wyzerowani, a nawet na minusie, bo są długi – mówi Wiesław. W tym samym czasie Teresa doznała pęknięcia tętniaka mózgu. Na szczęście zdążyli do szpitala. Sześciogodzinna operacja. Przeżyła, ale utraciła mowę, nie czyta, nie pisze, ma niedowład prawej strony ciała (afazja mieszana). On zachorował na ciężką depresję. Trafił do szpitala. Tereską zajmowała się wówczas jedna z synowych. Teraz są razem. Pomagają im znajomi ze wspólnoty i dzieci. Mają ich sześcioro, połowa już założyła własne rodziny. Też są wielodzietne i borykają się z trudem codziennej egzystencji. Wiesław i Teresa dostają też zapomogę z pomocy społecznej. To wszystko starcza na jedzenie i przeżycie.

Pan położył na mnie swoje oko

– Pan Bóg doświadcza cię jak Hioba – mówię do Wieśka. – O nie, na pewno nie można mnie porównać do Hioba, on był niewinny – odpowiada. – Na czym polega twoja wina? – Gdy to wszystko się stało, zastanawiałem się, o co Bogu chodzi. Żyłem bardzo porządnie, nie piłem, do knajp nie chodziłem, narkotyków nie brałem, hazardu nie uprawiałem. Całe życie ciężko pracowałem, aby utrzymać rodzinę. Od 25 lat jesteśmy we wspólnocie neokatechumenalnej. Co się stało? Dlaczego? W końcu zrozumiałem. Pycha, pycha, pycha. Pan położył na mnie swoje oko i mnie ratował. Chciałem być kimś, mieć więcej. Byłem paternalistycznym mężem, ojcem, dziadkiem, który rządzi i rozdaje kasę. Nagle cały mit wielkiego, silnego ojca prysł. To było trudne dla dzieci, które w dużej mierze opierały się na mnie. Nie mogły zaakceptować słabego ojca. Ja się cieszę, że tak się stało, że nie jestem patriarchą rodu, bo one odzyskały wolność. Być może już nie przesłaniam im Boga. To również dobrze wpłynęło na relacje w ich rodzinach. Na przykład córka przestała patrzeć na swego męża przez pryzmat ojca „idola”, dostrzegła jego zalety i ich relacje się poprawiły. Grzech nigdy nie ma tylko osobistego wymiaru, moja pycha uderzała w otoczenie – tłumaczy Wiesław.

Gdy przyszła ciężka depresja, na sześć tygodni trafił do szpitala psychiatrycznego. – Po prostu nie chciałem już żyć, jakby cała energia uszła. Przez pierwsze dwa tygodnie w szpitalu spałem, a potem czytałem książki. To był jeden z najszczęśliwszych okresów w moim życiu, nikt niczego ode mnie nie chciał. Ludzie w depresji jako jedni z nielicznych nie mówią bez przerwy o pieniądzach. Nawet lekarze obserwowali nas jakby z daleka – wspomina z typowym dla siebie przekornym humorem.

Kiedy zaczęły się doświadczenia, nie buntował się przeciw Bogu. Dość szybko zdiagnozował, dlaczego Pan je zesłał. W końcu jako katechista miał dużą wprawę w mówieniu o sprawach duchowych. Tyle że była to teoria. Teraz działo się naprawdę. – Gdy głosiłem katechezy, to przez kilka dni potem wysychały mi śluzówki, pociłem się, bo czułem, że mówię przeciwko sobie, a to były bardzo radykalne wezwania. Jezus powiedział do faryzeuszy, że kładą ludziom na ramiona ciężary nie do uniesienia, lecz sami palcem ruszyć ich nie chcą. Ja taki byłem. Dziś wiem, że dopiero gdy ktoś zazna prawdziwego krzyża, może autentycznie głosić Jezusa Zmartwychwstałego – tłumaczy.

Teraz nie głoszą, Tereska nie mówi, a on jest zbyt chory. – Za dużo było już słów, teraz nie ma złudzeń, że jestem nikim, a Tereska głosi Boga sobą – mówi Wiesiek.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

TAGI| RODZINA

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • nieta
    10.10.2015 21:42

    Dziękuję za piękne świadectwo życia.

    Trudno "ocenić" łaskę Bożą.

    Choroba małżonki Teresy jest ciężarem dla męża Wieśka. Dla niej, nie jest nawet cierpieniem tylko ciekawym wybawieniem.

    "Okazuje się, że cierpienie, jakiego doświadcza, pozwala jej modlić się w oderwaniu od świata, w ciemności odnajduje Boga."

    Trochę to brzmi niezręcznie:) My jako ludzie będąc w ciemności możemy odnaleźć Boga, który jest światłością.

    Prolog
    W Nim było życie,
    a życie było światłością ludzi,
    a światłość w ciemności świeci
    i ciemność jej nie ogarnęła.
    Jan 1, 4-5

    Tytuł jest niewłasciwy "Bóg jest w ciemności, a Tereska w słońcu"

    Człowiek jest w ciemności grzechu i wtedy naprawdę nic nie widzi.

    Teresa jest szczęśliwa bo "wszystko" widzi:)

    Panie Wieśku śliczne są te Pana obrazy. Ja też maluję ale trochę zarzuciłam tą formę wyrazu, bo farby olejne śmierdzą okrutnie i kręgosłup coraz słabszy, by podporządkować się pragnieniom ducha.

    Samotność i cierpienie przyprowadzają nas najbliżej Chrystusa i w zasadzie nic już nie ma znaczenia tylko by wytrwać do końca jak nasz Pan wytrwał.

    Pozdrawiam i pamiętam
    Danusia





Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama