Czasem trzeba założyć pończochy

Jedni łączą pracę z pasją, dla innych to hobbystyczny sposób na spędzanie wolnego czasu. Wszyscy zgodnie przyznają, że rekonstrukcja historyczna pochłania bez reszty.

Grupka trzecioklasistów z zapałem wymachuje rękami. Wysoki mężczyzna w mundurze wydaje komendy: – Do mnie! Ode mnie! Stop! Zwolnij! Co jakiś czas słychać: – Żołnierzu, nie umiesz! Na koniec kolejki! Ten, kto test zaliczy, może spokojnie odejść na bok.

Żołnierzu, baczność!

– Uczymy dzieci podstawowych sygnałów kolejowych, których używało się na Westerplatte w 1939 roku – wyjaśnia Szymon Zając ze Stowarzyszenia Rekonstrukcji Historycznych „Fort”. I dodaje: – Zasadniczo te sygnały nadal obowiązują, więc wiedza może się dzieciom przydać nawet obecnie.

Pan Szymon pełni posterunek przy Wartowni nr 1. Ubrany w mundur i hełm, z bronią na ramieniu, wygląda jak przedwojenny żołnierz stacjonujący na Westerplatte. – Taki był właśnie zamysł. Bo jako członek stowarzyszenia „Fort”, zajmuję się rekonstrukcją historyczną – wyjaśnia mężczyzna. Zamiłowanie do historii i rekonstrukcji towarzyszy mu od najmłodszych lat. – Moja przygoda zaczęła się w harcerskiej grupie rekonstrukcji historycznej hufca Gdańsk-Śródmieście, która nadal działa, tylko ja trochę z niej już wyrosłem – śmieje się pan Szymon. Jednak to w hufcu przeszedł chrzest bojowy i na dobre zaraził się historią. – Przede wszystkim była to dla mnie istna skarbnica wiedzy dotyczącej historii kampanii wrześniowej – tłumaczy.

Starsi koledzy z hufca wprowadzili młodego „żołnierza” w tajniki musztry, także z bronią. – Spodobało mi się na tyle, że każde zarobione pieniądze odkładałem na własny mundur i kolekcjonowanie wszystkich jego elementów. Trochę to trwało, bo prawie 3 lata, ale wiele udało mi się zgromadzić – opowiada pan Szymon. Młody pasjonat zamienił harcerską grupę na Stowarzyszenie Rekonstrukcji Historycznych „Fort”. – W szeregach mamy ludzi z grup, które się rozpadły, a którzy chcieliby, a nie mają gdzie realizować swojej pasji – wyjaśnia mężczyzna.

Stowarzyszenie nie skupia się na danym wycinku historii, ale zajmuje się różnymi wątkami. – Są wśród nas żołnierze Wojskowej Składnicy Tranzytowej Westerplatte, kawalerzyści z 18. Pułku Ułanów, a także osoby, które zajmują się odtwarzaniem wojskowych formacji Obrony Narodowej – wylicza „żołnierz”. Zróżnicowany skład stowarzyszenia pozwala jego członkom brać udział w różnych imprezach, które – w zależności od zapotrzebowania na żołnierzy i sprzęt – realizują.

Grochówka i armata

Stowarzyszenie Rekonstrukcji Historycznych „Fort” działa od niedawna, ale już udało im się zaaklimatyzować na Westerplatte. – W wakacje praktycznie codziennie sprzedawaliśmy tutaj grochówkę – mówi pan Szymon. Zarówno zupa, jak i kuchnia polowa przykuwały uwagę.

– Nasza kuchnia jest jedyna w Polsce – przedwojenna wzoru 36P, wyprodukowana w 1937 roku przez LWS, czyli Lubelską Wytwórnię Samolotów. Najprawdopodobniej należała do Armii „Poznań” generała Kutrzeby, a jej stan wskazywał, że została rozsadzona od środka. Historię tej kuchni każdy z nas dopowiada sobie sam, ale najczęściej przewijającym się motywem jest ten, że Polacy zastawili pułapkę na Niemców, zostawiając w kuchni grochówkę z granatem pod deklem od kotła – mówi pan Szymon. Kuchnię polową udało się odrestaurować i kiedy została dopuszczona do eksploatacji przez sanepid, rekonstruktorzy zajęli się sprzedażą grochówki. – Dochód przeznaczamy na sprzęt wojskowy. Już dzisiaj możemy pochwalić się armatą przeciwpancerną Bofors, moździerzem 81 mm Stockes-Brandt czy przodkiem konnym – wyjaśnia pan Szymon.

Z zakupem nowego sprzętu wiązało się zapotrzebowanie na jego obsługę. Był to kolejny krok w kierunku poszukiwania osób, które zaangażowałby się w rekonstrukcje.

Dla Jana Paczkowskiego z Gdańska rekonstrukcja historyczna to codzienność. – Dzięki grupie mogę realizować swoją pasję, a przy okazji dzielę się historią miejsca z ludźmi – mówi pan Jan, stojący na posterunku przy ruinach Nowych Koszar na Westerplatte. – Ciekawostką dotyczącą tego miejsca jest fakt, że kiedy przed wybuchem II wojny światowej Niemcy wizytowali koszary w poszukiwaniu broni sugerującej, że Polacy szykują się do obrony, niczego nie znaleźli, bo cały skład został ukryty w piwnicy pod węglem – opowiada pan Jan.

Rekonstruktor podkreśla również, że mimo dużego zniszczenia budynku, powinien on w obecnym stanie wytrzymać jeszcze wiele lat. – Obiekt jest bardzo solidnie wykonany z grubego, zbrojonego betonu. Miał wytrzymywać naloty, ostrzał i faktycznie wytrzymywał. Dobiła go dopiero bomba lotnicza, która zniszczyła trochę kondygnacji – wyjaśnia pan Jan.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

TAGI| RODZINA

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja